ŻYCIE PRZYZWOITE
Nie nam ludziom wyrokować, kto ile zrobił - od tego jest Pan Bóg. Ze swej strony nie wymagam od nikogo, żeby robił więcej niż minimum, o którym mówi przykazanie miłości bliźniego: nie szkodzić człowiekowi i pomóc mu, na ile się potrafi.

Czuję się onieśmielony, zadając pierwsze pytanie. Rozmawiamy w miejscu, w którym najczęściej mówi się o wielkiej polityce.

Niekoniecznie, często przychodzi się po to, żeby coś zwyczajnie załatwić… (śmiech)

A my chcielibyśmy porozmawiać o pięknym życiu. Pan ma już za sobą 90 lat i pewnie wiele przemyśleń na ten temat.

Gdy się jest młodym, można mieć różne wyobrażenia o pięknym życiu. Ale rzeczywistość boleśnie je weryfikuje. Ja też miałem rozmaite plany. Maturę zdałem, mając siedemnaście lat i trzy miesiące. Jak to się mówi, otrzymałem świadectwo dojrzałości. Był rok 1939. Ale tak naprawdę dojrzewać zacząłem rok później, kiedy znalazłem się w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Ani tego nie chciałem, ani nie przewidywałem.

Pochodzę z rodziny urzędniczej, gdzie nieobecna była przemoc. Owszem, słyszało się o bójkach czy awanturach, ale nigdy tego nie widziałem. Byłem oczytany i intelektualnie rozwinięty jak na swój wiek. To wszystko było jednak niczym w porównaniu z tym, co miało nadejść. Uderzenie wojny było ostre i nagłe. Było dotknięciem śmierci i brutalności zbrodni, która nie zna granic. To na zawsze zmieniło moje wyobrażenia o życiu.

Dlatego, gdy myślę o pięknym życiu, jest ono dla mnie równoznaczne z życiem przyzwoitym.

Tak pan zatytułował jedną ze swoich książek: Warto być przyzwoitym.

To zdanie stało się moim mottem. Ale jego początki sięgają obozu, w którym, tak jak wielu mi podobnych, doświadczyłem wielkiego cierpienia. Bezradność była największym upokorzeniem i źródłem męki. Nic nie mogłem zrobić. Nikomu pomóc. Wtedy pomyślałem, żeby przynajmniej nikomu nie szkodzić i zachowywać się przyzwoicie.

W swoich wspomnieniach przywołuje pan często dzień pierwszego apelu w obozie, opisując go jako życiowy przełom.

Było nas wtedy pięć tysięcy ludzi. Staliśmy na baczność. Kapo wyciągnęli z szeregu jakiegoś mężczyznę i bestialsko go zamordowali na naszych oczach. Przyznaję, że w tamtej chwili miałem pretensje do Pana Boga. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego na to pozwala. Ludzie, którzy nas maltretowali, to byli Europejczycy, według wszelkiego prawdopodobieństwa chrześcijanie. Być może nawet ochrzczeni w Kościele katolickim, a na pewno wywodzący się z Kościoła ewangelickiego czy luterańskiego. Nie mieściło mi się to w głowie, jak człowiek może się tak zachowywać wobec innych ludzi. Pierwsza wojna, którą znałem z opowiadań i książek, była czymś nieprawdopodobnym, ale to, co wydarzyło się w czasie drugiej wojny, było szokiem.

Co pan czuł, opuszczając obóz?

Wobec Niemców, jako naszych wrogów, czułem nienawiść. Tak jak i wobec tych, którzy z nimi kolaborowali. Nie dało się inaczej.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


prof. Władysław Bartoszewski - 1922-2015, pisarz, historyk, dyplomata. Więzień Oświęcimia w latach 1940-1941, żołnierz AK w latach 1942-1945, uczestnik Powstania Warszawskiego. Współzałożyciel i członek Rady Pomocy Żydom "Żegota". Więziony w latach 1946-1948 i 1948-1954. Był współpracownikiem i członkiem zespołu "Tygodnika Powszechnego". Wykładał najnowszą historię Polski na KUL oraz nauki polityczne na uniwersytetach w Republice Federalnej Niemiec. Ambasador Polski w Wiedniu w latach 1990-1995. Minister spraw zagranicznych w 1995 i 2001 roku. Od 2007 roku był pełnomocnikiem prezesa Rady Ministrów ds. dialogu międzynarodowego. Obywatel honorowy państwa Izrael, obywatel honorowy miasta Warszawy. Autor setek artykułów o losach ludzi w czasie II wojny światowej i kilkudziesięciu książek, m.in.: "Warszawski pierścień śmierci 1939-1944", "Ten jest z Ojczyzny mojej...", "1859 dni Warszawy", "Polacy z pomocą Żydom 1939-1945". Wydawnictwo "W drodze" wydało jego książkę "Warto być przyzwoitym". (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

DZIĘKI BOGU, UNIKAM LEKARZY

CHCE MI SIĘ WYĆ

O tym jak dominikanie z Królową Tatr zamieszkali

A NUT NIE LUBIŁ

Czy chcesz tu być?


komentarze



Facebook