ZABIĆ BISKUPA
Ktoś, nie wiadomo kto, uderzył biskupa od tyłu jakimś ciężkim przedmiotem. I gdzieś, na Wawelu lub na Skałce znaleziono zakrwawione zwłoki biskupa Stanisława, z rozwaloną głową.

Sanktuarium Męczeństwa św. Stanisława na krakowskiej Skałce FOT. ELŻBIETA STOŻEK/REPORTER


Maciej Müller: Szedłeś w tym roku w procesji ku czci św. Stanisława z Wawelu na Skałkę?

Tomasz Gałuszka OP: Chodziłem na te procesje jako brat student, teraz w tym czasie zazwyczaj odprawiam mszę świętą w podwawelskim kościele św. Idziego, ufundowanym przez kuzyna nieszczęsnego króla Bolesława II Szczodrego, zwanego też – nie bez przyczyny – Śmiałym.

A może nie chodzisz raczej dlatego, że jako historyk masz wątpliwości co do tego, czy św. Stanisław zasługuje na kult, jakim go w Polsce otaczamy?

Nie. Biskup Stanisław był i jest postacią ważną dla wspólnoty Kościoła. Inspiruje nas od dziewięciu wieków; niedawno jeden z biskupów, nawiązując do męczeństwa św. Stanisława, powiedział o sprawdzianie, przez który przechodzi współczesne chrześcijaństwo w obliczu takich problemów, jak Państwo Islamskie. Męczeństwo przestało być domeną dawnej hagiografii. Ze św. Stanisławem wiąże się głęboka prawda, która motywuje ludzi do wielkiego, nadludzkiego dobra.

Mówisz o „prawdzie”, tymczasem wybitny XIX-wieczny historyk Stanisław Smolka skomentował sprawę św. Stanisława słowem: ignorabimus – nie będziemy wiedzieć. Badania źródłoznawcze poszły oczywiście do przodu od jego czasów, ale nadal nie potrafimy zrekonstruować, co się właściwie stało, dlaczego biskup zginął z ręki króla…

Rzeczywiście nie znamy do końca okoliczności, które doprowadziły do śmierci Stanisława. Prawdą jest, że 11 kwietnia 1079 roku biskup krakowski został zamordowany. I że w wyniku tego Bolesław Szczodry musiał wraz z rodziną uciekać na Węgry.

Przyjrzyjmy się wiarygodnej relacji Anonima zwanego Gallem, którego kronika jest kluczem do „sprawy św. Stanisława”: „Jak zaś doszło do wypędzenia króla Bolesława z Polski, długo byłoby o tym mówić; tyle wszakże można powiedzieć, że sam będąc pomazańcem, nie powinien był drugiego pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie. Wiele mu to bowiem zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. My zaś ani nie usprawiedliwiamy biskupa-zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw – lecz pozostawmy te sprawy, a opowiedzmy, jak przyjęto go na Węgrzech” [tłumaczenie Romana Grodeckiego].

Gall, jak widać, nie podaje zbyt wielu szczegółów, jednak z jego narracji możemy wywnioskować, w jaki sposób na te wydarzenia patrzono na dworze książęcym trzydzieści lat później.

Przed chwilą stwierdziłeś, że biskup został zamordowany. A przecież Gall używa sformułowania truncatio membrorum (obcięcie członków), które jest terminem prawnym. Niektórzy historycy sądzą, że doszło do sądu nad Stanisławem. Trudno więc mówić o morderstwie – raczej o egzekucji.

Moim zdaniem skupianie się na pojedynczych słowach użytych przez kronikarzy prowadzi na manowce. Będziemy mnożyli mniej lub bardziej prawdopodobne hipotezy, ale z tych elementów nie ułożymy żadnych puzzli. Jeden historyk chwyci się słowa traditor (zdrajca), inny – peccatum (grzech), jeszcze inny – christus (pomazaniec). Każdy z nich ma jeden element, a uważa, że widzi cały obraz. Tymczasem, żeby ułożyć układankę, musimy wiedzieć, do czego dążymy, jak wygląda wzór. Zanim zabierzemy się za puzzle, proponowałbym więc refleksję na temat tego, jak na sprawę biskupa Stanisława patrzyli jej świadkowie. Anonim miał w swoim otoczeniu członków dworu osoby, które być może znały to wydarzenie z pierwszej ręki, a nawet były naocznymi świadkami.

Co wynika z proponowanego przez ciebie spojrzenia na kronikę Galla?

Po pierwsze to, że współcześni nie widzieli tu żadnej walki państwa z Kościołem (co my dzisiaj jesteśmy skłonni widzieć – przenosząc nasze schematy myślowe do XI wieku). W średniowieczu nie rozdzielano Kościoła i państwa, to wymysł dziewiętnastowieczny! Te dwa podmioty nie stały naprzeciwko siebie, jak dwie wrogie partie. Ludzie średniowiecza nie potrafili patrzeć na państwo przez pryzmat świeckości, wyprania z aspektu religijnego. Znali koncepcję jednego ciała albo lepiej: jednej rodziny. Spór Stanisława i Bolesława był prawdziwym dramatem wewnątrz rodziny!

Gall przekazał nam de facto następującą informację: Nie będę o tym zbyt wiele pisał, ponieważ nie warto się tym szczegółowo zajmować, zostawmy to. A między słowami zakomunikował: Mam już dość tej dyskusji. Na pewno na dworze Bolesława Krzywoustego, którego członkiem był Gall, wiele dyskutowano o śmierci biskupa i wygnaniu króla. Jedni uważali biskupa za zdrajcę, inni za świętego. Kronikarz wyczuwał zmęczenie tymi dywagacjami i nie widział potrzeby opowiadania wszystkiego jeszcze raz.

Niektórzy historycy twierdzą, że Gall wiedział więcej, ale nie mógł tego napisać, bo się bał. Na dworze Krzywoustego jego kroniki słuchali ludzie być może odpowiedzialni za odsunięcie od tronu Szczodrego, a sam książę zawdzięczał władzę temu, że 30 lat wcześniej stracił ją jego stryj. Dlatego Gall musiał być ostrożny.

Doprawdy nie wiem, jak czytając kronikę Galla, można zobaczyć człowieka zalęknionego… Nie ma na taką teorię żadnych dowodów. Gall przysłuchiwał się gorącej debacie, widział, że ludzie są skłóceni. Dostrzegał różne opcje, ale nie chciał się opowiadać za żadną z nich. Wiedział jedno: że tak nie powinno się dziać w rodzinie. Zdawał też sobie sprawę, że szczegółowe opisanie ostatniego aktu rządów Bolesława mogłoby przesłonić całą jego działalność jako wielkiego dobrodzieja Kościoła.

Jesteśmy dzisiaj skażeni myśleniem, że ludzie są prawdziwi tylko wtedy, gdy są źli. Gall Anonim podkreślił: nie podchodźmy do Bolesława jak do mordercy, bo człowiek jest prawdziwy wtedy, gdy czyni dobro. Kronikarz zdawał sobie sprawę, że ma do czynienia z problemem zawikłanym, w którym dobro wymieszało się ze złem, czerń z bielą. Niemożliwe było wskazanie, kto był „dobry”, a kto „zły”.

Mimo że jasne było, kto kogo zabił?

W latach 70. XI wieku Stanisław miał około 35–40 lat, w podobnym wieku był Bolesław. Nie waham się powiedzieć, że byli nie tylko bliskimi współpracownikami, ale i przyjaciółmi. Świadczą o tym wszystkie ich wspólne dzieła.

Zacznijmy od tego, że to Bolesław doprowadził do powołania Stanisława na stanowisko biskupa w 1072 roku…

Tak, dopiero w XIII wieku biskupów powołują kapituły, a od XIV wieku prawo to rezerwuje sobie Stolica Apostolska. Wcześniej biskupa wskazywał władca świecki. Nikomu nie przyszłoby na myśl, że mogło być inaczej – przecież wraz z nominacją władca nadawał biskupowi ziemię, odbierał przysięgę posłuszeństwa i włączał go do ciała zarządzającego państwem. Biskup był zawsze najbliższym doradcą króla. I to nie w kwestii nauki pacierza: chodziło o najważniejsze sprawy państwowe.

Tak więc Bolesław uczynił Stanisława swoim najbliższym współpracownikiem. Na pewno niejeden wieczór przesiedzieli wspólnie na Wawelu, zastanawiając się, jak odnowić strukturę Kościoła w Polsce. Bo pamiętajmy, że organizacja kościelna utworzona na zjeździe gnieźnieńskim w 1000 roku legła w gruzach podczas powstania ludowego, reakcji pogańskiej i najazdu Czechów w latach 30.

Co uradzili książę z biskupem?

Że aby odnowić Kościół, należy zbudować bliską relację z wybitnym papieżem Grzegorzem VII. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

MŁOT NA CZAROWNICE

KOBIETA SPOWIEDNIKIEM

Przedsionki Pana Boga

JEZUS I BESTIE

Magia jako herezja


komentarze



Facebook