WIELKA PĘTLA
W pewnym momencie Brytyjczyk Tom Simpson spadł z roweru i stracił przytomność. Na chwilę jeszcze się przebudził i powiedział: Wsadźcie mnie na rower. To były jego ostatnie słowa.

Francuz Louison Bobet - trzykrotny triumfator Tour de France (1953, 1954, 1955). Na zdjęciu etap z Grenoble do Briancon, 1954 rok. FOT. UNIVERSAL/TEMPSPORT/CORBIS


DOMINIK JARCZEWSKI OP: W lipcu oczy i uszy Francuzów, ale nie tylko, zwrócone są na kolarzy, którzy zmagają się w kolejnej edycji Tour de France. To najstarszy rajd rowerowy na świecie?

MAREK BRZEZIŃSKI: Tour de France nie był pierwszy, ale rzeczywiście jest najstarszym ze współczesnych rajdów. Pomysł zrodził się w głowie Henriego Desgrange’a, redaktora naczelnego dziennika motoryzacyjno-lotniczego „L’Auto”, a jednocześnie zapalonego kolarza. Podobne rajdy wykorzystywano wówczas jako kampanię reklamową różnych gazet. Jednak żaden z nich nie dorównywał rozmachem Tour de France, który wystartował po raz pierwszy w 1903 roku. Wygrał wtedy Francuz Maurice Garin. Rok później zwyciężył 19-letni Henri Cornet, który do dziś jest najmłodszym zwycięzcą wyścigu.

Też Francuz?

Też. Ale nie wszyscy z pewnością wiedzą o tym, że w 1956 roku zwycięzcą został Roger Walkowiak – Francuz o polskich korzeniach. Był czarnym koniem. Nikt się nie spodziewał jego triumfu. Zwyciężył w klasyfikacji generalnej, chociaż nie wygrał żadnego etapu. Dlatego złośliwi komentowali, że zwycięstwo zawdzięczał zbiegowi okoliczności, bo najlepsi poodpadali. Natomiast trzecie miejsce zajął w 1993 roku Zenon Jaskuła, zaraz za Szwajcarem Tonym Romingerem i niesamowitym pięciokrotnym zwycięzcą – Hiszpanem Miguelem Indurainem. Indurain charakteryzował się tym, że miał pojemność płuc 6,5 litra, jak Indianie Keczua, którzy mieszkają w Peru na wysokości 4000 metrów (przeciętny człowiek ma pojemność płuc ok. 4 litrów – przyp. red.). Według wielu fachowców właśnie to pozwalało mu odjeżdżać od reszty. No i oczywiście wielkim wydarzeniem było zeszłoroczne zwycięstwo Rafała Majki w klasyfikacji górskiej.

W tym roku czekamy na kolejne.

Oczywiście! W tym roku startuje łącznie pięciu Polaków.

To już 103. wyścig. Wiele się musiało zmienić przez te lata…

Na przykład długość odcinków. Obecnie najdłuższy etap liczy 221 kilometrów, a wówczas etapy miały 400, a nawet 500 kilometrów. Kolarze startowali w nocy i dlatego po drodze rozstawieni byli inspektorzy z lampami, którzy sprawdzali uczciwość: czy zawodnicy nie trzymają się samochodów, czy nie korzystają z niczyjej pomocy (bo było to zabronione) i czy nie jadą na skróty. Ale za to podczas tych pierwszych wyścigów mogli się zatrzymać w oberży na jedzenie. Dziś trudno to sobie wyobrazić.

Każda sekunda jest cenna.

Przecież dzisiaj kolarze siusiają, jadąc. Tragedią jest biegunka.

Zdarza się?

Tak. Wówczas lekarz, który jedzie obok, podaje silne leki. Ale, jak mówiłem, na początku kolarze zatrzymywali się w przydrożnych gospodach, tam ich przyjmowano, dawano im wino, bo przecież trudno sobie wyobrazić we Francji posiłek bez wina. No i czasami ich podtruwano.

Konkurencja?

Nie wprost. Jeśli na przykład oberżysta kibicował rywalowi i taki kolarz miał pecha trafić do jego gospody, to mogło się to dla niego źle skończyć.

Były jakieś zgony?

Z tego powodu nie. Natomiast w trakcie wyścigu zmarło w sumie czterech kolarzy. Ostatnio w 1995 roku. Włoch Fabio Casartelli rozbił się przy zjeździe. Od tego czasu zaczęto jeździć w kaskach. Następnego dnia jego ekipa jechała ramię w ramię, a za nimi powoli ciągnął się peleton. Nagrody z tego etapu przekazano rodzinie zmarłego. Inny wypadek miał miejsce w 1967 roku w trakcie legendarnego podjazdu na Mont Ventoux, tzw. szlakiem Petrarki. W pewnym momencie Brytyjczyk Tom Simpson spadł z roweru i stracił przytomność. Na chwilę jeszcze się przebudził i powiedział: Wsadźcie mnie na rower. To były jego ostatnie słowa. Historia ta jest o tyle ważna, że po śmierci stwierdzono wysoką zawartość amfetaminy w jego krwi i był to pierwszy spektakularny przypadek zgubnych konsekwencji dopingu. Od tego czasu przeprowadza się obowiązkowe testy antydopingowe.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marek Brzeziński - absolwent anglistyki i psychologii na Uniwersytecie Łódzkim, doktor nauk humanistycznych Uniwersytetu Gdańskiego, przez 20 lat wykładał psychologię i antropologię kultury na paryskim Uniwersytecie Schillera oraz pracował w polskiej sekcji Radia France Internationale. Ukończył prestiżową akademię kulinarną Le Cordon Bleu, o czym opowiada w książce "Kulisy Kulinarnej Akademii" (2012). Korespondent Polskiego Radia we Francji, dla którego co roku przygotowuje sprawozdania z Tour de France. Autor cotygodniowych reportaży kulinarnych w "Angorze". Mąż i ojciec czworga dzieci. Mieszka w podparyskim Boissy-Saint-Léger. (wszystkie teksty tego autora)

Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

FASZEROWANY CHOMIK

CO ZAPEWNIA INTYMNOŚĆ JAPOŃCZYKOWI

KAŁASZEM W WOLNOŚĆ

DOM

MISTYKA CODZIENNOŚCI


komentarze



Facebook