Archwium > Numer 504 (08/2015) > Oko w oko z samym sobą > BAŁEM SIĘ GRAĆ W CHIŃCZYKA

BAŁEM SIĘ GRAĆ W CHIŃCZYKA
Jeśli ktoś ma w domu hazardzistę, niech nie pożycza mu pieniędzy, nie kłamie za niego, nie spłaca jego długów, bo to nie ma sensu. W ten sposób coraz bardziej wpędza się osobę uzależnioną w chorobę.

FOT. ALEX WONG/UNSPLASH.COM


ANNA SOSNOWSKA: Kim jest człowiek, który przede mną siedzi?

RAFAŁ PORZEZIŃSKI: Muszę zacząć od imienia, bo ono jest dla mnie ważne. Mam na imię Rafał, a to oznacza „Bóg uzdrawia” i ja jestem tego dowodem. Podkreślmy czas teraźniejszy tego imienia – uzdrawia, nadal uzdrawia. Patrząc wstecz na mo ją historię, widzę wyraźnie, że gdyby nie On, to bym tu z panią nie siedział. Jeżeli w ogóle gdzieś bym siedział, to raczej w jakimś zamkniętym zakładzie. A może w ogóle by mnie nie było, bo przez lata chorowałem na hazard, a on, podobnie jak narkomania, która też mnie trochę poturbowała, czy alkoholizm, jest chorobą postępującą i śmiertelną.

 Nie tylko w sensie duchowym?

Oczywiście ze śmiercią duchową również tu mamy do czynienia, chociaż osobie uzależnionej bardzo trudno zdać sobie sprawę z tego, że w ogóle ma jakiegoś ducha – ta rzeczywistość jest przez nią zupełnie wypierana. Sam przez uprawianie hazardu mogłem umrzeć parę razy i znałem ludzi, którzy rzeczywiście z tego powodu odeszli.

 W jaki sposób?

Choćby w wyniku samobójstw – najczęściej udane samobójstwa wśród osób uzależnionych występują właśnie u hazardzistów. Nie ma się co dziwić – żaden inny nałóg nie jest w stanie pozbawić cię przez jedną noc majątku, na którego spłacenie nie zarobisz nawet przez pięć żyć.

 Można przegrać taką stawkę?

Można. Dlatego innym żniwem hazardu są wyroki śmierci wykonywane przez ludzi, od których pożyczyliśmy pieniądze, czy zawały serca – zarówno przy wygranych, jak i przegranych.

 O alkoholiku, który nie pije, mówi się: trzeźwy alkoholik. A jak pana nazwać? Niegrający hazardzista?

Jestem trzeźwym hazardzistą. Chociaż czy niegrającym? W tej chorobie nie chodzi tylko o uzależnienie od gier hazardowych, ale także od pewnych zachowań emocjonalnych. Ja na przykład bardzo długo – i do dziś mam z tym kłopoty – borykałem się z odkładaniem spraw na ostatnią chwilę. To jest klasyczne zachowanie hazardowe – jak późno mogę zacząć, żeby jeszcze zdążyć. Więc staram się tak nie robić, chociaż czerwcowy artykuł do „W drodze” pisałem już po terminie oddania tekstu… Zachowaniem typowego gracza jest też nieumiejętność mówienia „nie”. To bardzo trudne słowo dla uzależnionego. Łatwiej obiecać, że się będzie w trzech miejscach jednocześnie, niż odmówić jednej osobie.

 Ile lat trwa pana abstynencja?

Od 15 lat jestem, że się tak wyrażę, nieaktywny hazardowo i dziś nie postrzegam nałogu jako swojego głównego problemu. Teraz już mogę zagrać z dziećmi w chińczyka bez obaw, że to coś we mnie wyzwoli.

Wcześniej pan się bał?

Na pierwszym etapie zdrowienia unikałem wszelkich gier – nawet chińczyka, i Piotrusia także. Do dzisiaj staram się nie grać z dorosłymi w monopol. Nie nosiłem przy sobie pieniędzy. Kibicowanie, które również jest moją słabością, odstawiłem na jakiś czas i nie sprawdzałem wyników meczów, chociaż pieniędzy w STS-ach i innych bukmacherskich miejscach nigdy nie zostawiałem. To są takie klasyczne narzędzia, które się okazują bardzo przydatne w zachowaniu bezpieczeństwa – unikaj wyzwalaczy.

 Cofnijmy się do czasu, kiedy pan nałogowo grał.

Mając tak naprawdę życie u stóp – pracę w fajnym, rozrywkowym środowisku, full znajomych, imprezy – byłem człowiekiem nieszczęśliwym. Tylko że brakowało mi czasu na autorefleksję, bo albo ja szukałem propozycji zabaw, albo one szukały mnie. Jednak podskórnie czułem, że nie jestem sobą. Przy goleniu nie mogłem na siebie spojrzeć – podchodziłem do lustra i było mi głupio. To bardzo żywe wspomnienie.

 Co pan mówił do tego człowieka w lustrze?

Głównie na siebie bluzgałem. To w ogóle nie byłem ja, to był ktoś bardzo obcy; pazerny na tzw. życie, ale tak naprawdę to pazerny na śmierć. Doprowadziłem się do takiego stanu, że pamiętałem tylko moment wejścia do kasyna i moment wyjścia z niego. Nie miałem pojęcia, co się wydarzyło w środku. Tak działała adrenalina. Potrafiłem siedzieć w kasynie dwie doby, wypijając trzydzieści, czterdzieści kaw. Na szczęście nie wymyślili jeszcze wtedy napojów energetyzujących.

 Jak reagował na takie „harce” pana organizm?

Dostawałem krwotoku z nosa, ale to mnie tylko wkurzało. Wyjście do toalety, żeby opanować krwotok albo zrobić siku było niepotrzebną stratą czasu. Ja potrzebowałem brzęku kuleczki w ruletce, szelestu kart w blackjacku, a kiedy nie miałem już pieniędzy na duże stawki – to choćby dźwięku maszyn do gier. Gdy wychodziłem z kasyna po przegranej, to jechałem do domu bardzo wolno – często na rezerwie, bo nie zawsze pamiętałem, żeby zatankować przed grą, chociaż o kupnie dwóch kartonów papierosów nie zapominałem nigdy – i rozglądałem się, czy nie leży gdzieś walizka z dolarami. Może pani nie wierzyć, ale ja byłem przekonany, że kiedyś ją znajdę. Straszny czas.

 Docierało wtedy do pańskiej świadomości, co tak naprawdę pan sobie robi?

Nie do końca, bo oprócz znieczulaczy miałem jeszcze wokół siebie wielu potakiwaczy – tak zwanych przyjaciół – którzy byli gotowi iść ze mną na koniec świata, dopóki lufka była pełna i były pieniądze na grę. Owszem, potem przychodziły momenty, kiedy znowu musiałem zarobić troszkę pieniędzy, skombinować je albo ukraść.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Rafał Porzeziński - ur. 1973, producent radiowo-telewizyjny, właściciel firmy rajmedia.pl i studia nagrań Słowodaje, radiowiec, świecki rekolekcjonista, rzecznik Stowarzyszenia Twoja Sprawa, prowadzi warsztaty rozwoju duchowego "12 kroków dla chrześcijan" i audycję "12 krok" w Radiu Warszawa i TV Republika, autor strony www.dwunasty.pl. Mąż i ojciec. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Anna Sosnowska - ur. 1979, absolwentka studiów dziennikarsko-teologicznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, współautorka książki "Zioło-lecznictwo, czyli wywary na przywary", wcześniej związana z kanałem religia.tv, gdzie prowadziła programy "Kulturoskop" oraz "Motywacja jest kobietą". Redaktor naczelna portalu Aleteia. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

KTO KOŁACZE, TEN MA KOŁACZE

ON CZY OFF

MAMO, MÓDL SIĘ ZA NAMI I UGOTUJ ZUPĘ

Z matką nie ma hazardu

ROZGRZESZYĆ SPOWIEDNIKA


komentarze



Facebook