TRESOWANIE MĘŻCZYZN
Uwierzyliśmy w kłamstwo o kobietach, które uwielbiają, kiedy okazuje się im pogardę, co doprowadza je do orgazmu i szczęścia. Prawda jest nie do zniesienia. Wchodząc w porno, sponsorujesz przemysł, poprzez który molestujesz kobietę.

FOT. PROFIMEDIA


W czerwcu tego roku na zaproszenie Stowarzyszenia Twoja Sprawa, zajmującego się ochroną przestrzeni publicznej przed seksualizacją, uprzedmiotowieniem kobiet i naruszeniami dobrych obyczajów w reklamie i mediach, przyjechała do Polski profesor Gail Dines. Wzięła udział w sejmowej konferencji „Społeczne i rozwojowe konsekwencje pornografii”. Jej książka „Pornoland. Jak skradziono naszą seksualność” ukazała się nakładem Wydawnictwa W drodze w 2012 roku. Była to jedna z pierwszych na świecie publikacji, która bez znieczulenia opisywała pornograficzny biznes, pokazując skutki pornografii zarówno czynnej, jak i biernej. Ton profesor Dines jest niezwykle ostry i chwilami nieprzyjemny. Przekonuje ona, że tylko w ten sposób możemy sobie uświadomić, jaka jest skala zjawiska.

Ta rozmowa zawiera treści bardzo drastyczne, ale skoro, jak pokazują badania, po pornografię sięgają już ośmio- i dziewięciolatkowie, trudno udawać, że temat nas nie dotyczy.

 

Roman Bielecki OP: Problemem jest brak definicji.

prof. Gail Dines: Nie musimy zawracać sobie tym głowy. Wpisz sobie słowo „porno” albo „sex” w Google’a, wejdź na pierwszą stronę, którą wskaże ci wyszukiwarka, i zobaczysz, o co chodzi. Samochodem jest to, co produkuje przemysł samochodowy, więc pornografią jest to, co produkuje przemysł pornograficzny.

Tyle tylko, że jeżeli mamy coś regulować prawnie, musimy znać definicję, by wiedzieć, o czy mówimy.

Proszę bardzo. Jeżeli chcesz definicji opisowej, zwróć uwagę na to, co pornografia robi z kobietą. Jeśli mężczyzna wkłada jej penisa do gardła tak, że ta aż się krztusi, to jest to pornografia. Jeśli jest rozebrana i wsadza się jej różne przedmioty do pochwy, to jest to pornografia. Jeśli jest ściskana, wiązana i bita, uczestniczy w seksie grupowym, analnym, wkłada się jej głowę do toalety, wyzywa w wulgarnych słowach, to jest to pornografia. Nie chowajmy głowy w piasek i nie mówmy, że nie wiemy, o czym mówimy. A jeśli chcemy to po akademicku ubrać w ładne słowa, to pornografią są obrazy seksualności stworzone do tego, by odczłowieczyć kobietę i zrobić z niej przedmiot wielokrotnego użytku.

Mówisz o twardej pornografii, a co z magazynami typu „Playboy”?

Musimy być świadomi tego, jak przez ostatnie dwie dekady rozwinął się przemysł pornograficzny. Dzisiaj mainstreamem jest to, co kiedyś nazywało się twardym porno. W najpopularniejszych serwisach pornograficznych znajdziemy filmy z przemocą wobec kobiet. Seks upokarzający, nieludzki, schematyczny i prostacki, który jest wytworem zimnej kalkulacji i chęci zarobienia jak największych pieniędzy. W erze powszechnego dostępu do internetu ostra pornografia stała się fundamentem naszej kultury. Twarde porno jest dziś tak popularne i uważane za normalne, że zupełnie zastąpiło miękką erotykę. Znajdziesz je w popkulturze – teledyskach nastoletnich gwiazd kręcących pupami i odgrywających rolę wyuzdanych i łatwych panienek, w pismach typu „Cosmopolitan” czy „Vogue”, gdzie przekonuje się czytelniczki, że odrobina porno dodaje tylko pikanterii życiu, w serialach typu „Seks w wielkim mieście”, w których kobiety są superlaskami czekającymi tylko na okazję do seksu, w modzie, która podpowiada nastolatkom i małym dzieciom, jak się ubierać prowokacyjnie albo w książkach typu „50 twarzy Greya”.

A tak na marginesie, do bieżącego wydania polskiej edycji „Newsweeka” dodano nakręcony na podstawie tej książki film jako prezent dla czytelników…

(śmiech) Żartujesz? W polskiej edycji?! Ta książka jest przykładem tego, jak się zmienia społeczne funkcjonowanie pornografii, na co dajemy przyzwolenie w przestrzeni publicznej. Czytałeś ją?

Nie skończyłem, potworna grafomania. Tymczasem to jedna z najlepiej sprzedających się w zeszłym roku w Polsce książek, bardzo popularna wśród nastolatków.

Zwróć uwagę na jej przekaz. Bohaterka ma 21 lat, ale zachowuje się jak nastolatka – płacze, jest rozemocjonowana, nie miała wcześniej doświadczeń seksualnych, z nikim o tym nie rozmawiała. Natomiast on jest od niej o wiele starszy. Zachowuje się jak dojrzały i doświadczony drapieżnik. Mężczyzna z elementem perwersji, który przypomina pedofila bawiącego się z dziećmi. Cała akcja kręci się wokół jego ogromnej fortuny, za pomocą której on ją uwodzi. Chcąc nie chcąc, musimy tutaj poruszyć tematy klasowe. Ona jest biedną studentką, nie ma nic. On jest bogaty, ma władzę, może sobie pozwolić na wszystko. Gdyby nie miał ładnych ubrań, eleganckiego domu i samochodów, to by nie zadziałało. Ten film pokazuje, że mężczyzna dostaje to, czego chce i kiedy chce. Nie oszukujmy się: ta relacja nie ma nic wspólnego z miłością.

Czy to, co opisujesz na przykładzie „50 twarzy Greya”, w jakiś sposób narzuca sposób myślenia o seksualności?

W książce „Pornoland” określam to zjawisko jako pop-porn, czyli starannie zaplanowany proces marketingowy przemysłu pornograficznego, który od lat próbuje ugrzecznić swoje produkcje, odrzeć je z „brudu” i zbudować nowy wizerunek porno jako czegoś nowatorskiego i seksownego. Im bardziej jest ugrzeczniony, tym łatwiej wsiąka w kulturę popularną i naszą zbiorową świadomość, przenosząc wstydliwe zachowania z niszy sex-shopów do głównego nurtu kultury. To między innymi dlatego wmówiono nam, że dziewczyna musi być „hot and sexy”, gotowa do zabawy i uwodzicielska. Powinna się nieustannie poprawiać plastycznie i zachowywać tak, jakby w każdej chwili była chętna do współżycia, bo tego właśnie chcą mężczyźni.

Czy to znaczy, że nie ma już twardej pornografii?

Oczywiście przemysł pornograficzny dalej ją produkuje i jest ona coraz bardziej agresywna – bardziej, niż możesz to sobie wyobrazić. Nie wiem, co będzie, kiedy takie zachowania zaczną przenikać do masowej wyobraźni. To tak, jakbyś oglądał tortury: gwałt, brutalne penetrowanie, wykręcanie rąk, bicie i słowne poniżanie. Jeśli ktoś by się tego dopuszczał na jakiejkolwiek innej grupie społecznej, od razu odezwałaby się Amnesty International. No ale tu chodzi o ciężkie pieniądze…

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Gail Dines - profesor socjologii i gender studies na Wheelock College w Bostonie; założycielka organizacji Stop Porn Culture zajmującej się walką z przemocą na tle seksualnym i hiperseksualizacją kultury, a także feministycznego ruchu Woman to Woman; regularnie publikuje na łamach "Timesa" i "Newsweeka". Mieszka w Brookline w stanie Massachusetts. (wszystkie teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

MARTIN SHEEN IDZIE PO MUSZLĘ

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook