Archwium > Numer 507 (11/2015) > Dźwięki muzyki > CHYBA MAM ZADATKI NA KATA

CHYBA MAM ZADATKI NA KATA
Nie jestem ortodoksem, który chodzi po lesie i zbiera korzonki. Oczywiście lubię tworzyć w swojej pracowni, jednak to się może odbywać w każdym innym miejscu.

FOT. MIKOŁAJ RUTKOWSKI


ANNA SOSNOWSKA: Jak się miewa pańskie pęknięte pianino?

JAN KANTY PAWLUŚKIEWICZ: Aktualnie tego nie śledzę.

Pozbył się go pan?!

Nie, skądże! Przypuszczam, że gdyby to pytanie usłyszał mój dobry znajomy Janek Nowicki, powiedziałby: Pochowajcie je razem ze mną.

Odrobina patosu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

To prawda.

A skąd właściwe to pęknięcie? Nie szło panu i walnął pan w instrument pięścią?

Sprawa nie jest tak dramatyczna. Pianino było pęknięte od zawsze, to znaczy takie zostało dla mnie kupione w dzieciństwie. Nie dopatrując się w tym jakiejś nadmiernej symboliki, lubię je, ponieważ ja też wykręcam czasem na nim „pęknięte” kompozycje.

To co się teraz z nim dzieje?

Jest w przechowalni. Ale dotkliwie odczuwam jego brak. No, może nie bardzo, jednak tęsknię za nim, ponieważ elektroniczne instrumenty, z których korzysta się obecnie, to już nie jest taka muzyka. A poza tym tęsknię z sentymentu – na tym pianinie skomponowałem prawie wszystkie najistotniejsze dla mnie rzeczy.

Nigdy nie kusiło pana, żeby się zupełnie przerzucić na elektronikę, a pianina pozbyć się raz na zawsze?

Nie, bo na jego sprzedaży zarobiłbym grosze, o ile w ogóle znalazłby się jakiś kandydat do kupna. Kiedy technologia rzeczywiście zdominowała rynek muzyczny, czyli kiedy powstały instrumenty i studia cyfrowe, korzystałem z tego przez kilkanaście lat. Wspaniale komponuje się w ten sposób muzykę telewizyjną czy teatralną, ale kinową już nie.

Dlaczego?

Bo w kinie takie rzeczy muszą być najwyższej jakości. Natomiast lata pokazują, że żywy instrument i żywa orkiestra są nie do podrobienia. W ogóle myślę, że żyjemy w czasach, kiedy technologia idzie do przodu, za to cywilizacja się cofa. Jesteśmy cofnięci w sensie intelektualnym. Nie wiem, czy powszechnie znane są eseje pana Adama Zagajewskiego. Poezja owszem.

W jaki sposób pracuje pan nad muzyką? Zaczyna się od pomysłu w pańskiej głowie czy raczej od konkretnego zlecenia?

Miło, kiedy to jest zlecenie, i przez całe dziesiątki lat pracowałem właśnie w ten sposób. Tak się szczęśliwie złożyło, że gdy z Markiem Grechutą zaczęliśmy robić muzykę dla siebie, dostałem zaproszenie, by komponować muzykę dla telewizji, co wydawało mi się wtedy wielkim halo. Kiedy jednak przyjrzałem się temu z bliska, to byłem zdruzgotany brakiem umiejętności i szacunku do muzyki pani inżynier, z którą musiałem współpracować. Jak można tak strasznie nagrywać? Myśmy z Markiem Grechutą jednak bardzo o takie rzeczy dbali.

Czyli muzyka telewizyjna, filmowa, teatralna powstawała na zlecenie.

Owszem, dlatego nazywam ją, bo tak się przyjęło w tradycji, muzyką usługową, którą oczywiście można komponować, czerpiąc z tego satysfakcję. Jeśli byłbym reżyserem filmowym, to wtedy mógłbym sobie komponować taką muzykę stale i wciąż, i albo bym jej używał, albo nie.

Wtedy nie musiałby się pan ze sobą kłócić, nie byłoby konfliktu interesów. A może by był?

Nie, z reżyserami na ogół nie ma konfliktu interesów, oprócz takiego, że radykalnie się rozstajemy. Właśnie trzy tygodnie temu coś takiego mi się zdarzyło.

To z kim się pan rozstał?

Nie ma potrzeby wymieniać nazwiska. Powiem tylko, że jeśli reżyser mówi: Ja nie mam słuchu, ale mam pomysły na muzykę, to mnie tym absolutnie uwodzi.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jan Kanty Pawluśkiewicz - ur. 1942, kompozytor muzyki filmowej, teatralnej i rozrywkowej; autor opery "Kur zapiał", musicalu "Szalona lokomotywa" stworzonego z Markiem Grechutą, oratorium "Nieszpory Ludźmierskie", poematu symfonicznego "Harfy Papuszy" i in.; z wykształcenia architekt; zajmuje się również malarstwem ? tworzy obrazy wymyśloną przez siebie metodą żel-artu. Mieszka w Krakowie i na Spiszu. (wszystkie teksty tego autora)

Anna Sosnowska - ur. 1979, absolwentka studiów dziennikarsko-teologicznych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, współautorka książki "Zioło-lecznictwo, czyli wywary na przywary", wcześniej związana z kanałem religia.tv, gdzie prowadziła programy "Kulturoskop" oraz "Motywacja jest kobietą". Redaktor naczelna portalu Aleteia. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

SZUKAM BRATA

U NICH W GŁOWACH

MIZANTROP I GWIAZDA

KIEDYŚ CIĘ ZNAJDĘ

KOBIETY, NIE ANIOŁY


komentarze



Facebook