KONIEC CZY POCZĄTEK
Dn 12,1-3 | Ps 16 | Hbr 10,11-14.18 | Mk 13,24-32

Po co Jezus nam o tym mówi? Żeby nas wystraszyć? Jaka jest dobra nowina w Ewangelii o ciemniejącym słońcu i kosmicznej katastrofie, przed którą nie ma ucieczki? Tymczasem jest to Ewangelia o tym, że Królestwo Boże, które teraz jest ukryte i cierpi prześladowania, wreszcie się objawi, a sąd przywróci sprawiedliwość. Tak bardzo skupiamy się na pierwszej części opisu końca świata, że nie słyszymy tego, co Jezus mówi o przyjściu w chwale Syna Człowieczego. Podobnie uczniowie nie przyjmowali zapowiedzi Jezusa na temat Jego przyszłego losu: tak ich przerażała wiadomość o krzyżu, że nawet nie pytali o zmartwychwstanie, choć ono również było zapowiedziane. Kiedy Jezus będzie sądzony przez arcykapłana, ponownie zapowie nadejście Syna Człowieczego, tak jakby chciał powiedzieć: jeszcze zobaczymy, kto kogo tutaj sądzi! Czy trzeba przechodzić przez dramatyczne katastrofy, żeby dojść do sprawiedliwości pokoju? Równie dobrze można zapytać, czy krzyż Jezusa był konieczny. Nie wiemy, co by było, gdyby... Wiemy jednak, że Bóg z tej katastrofy, którą jest śmierć Jego Syna, wyprowadził zwycięstwo życia. Zniszczenie świątyni Jedynego Boga nie dzieje się bez Jego wiedzy i bolesnego przyzwolenia. Przygotował nową świątynię i nową Drogę, żeby się dawać ludziom. Nie ma takich gruzów, które nie zobaczyłyby przyjścia Syna Człowieczego w chwale. Nie trzeba, żeby cały świat się skończył. Wystarczy, że kończy się ten mój. Bo umiera ktoś ostatni, bo ostatnia córka wychodzi za mąż, bo to już emerytura, bo wyprowadzka z rodzinnego domu i te stare listy, które trzeba spalić, bo nie ma ich już kto czytać… Może to przemijające nie było najlepsze, ale było znane, było moje – moje życie z podłogą i sufitem. Chrześcijanie, podnieśmy głowy znad gruzów, bo Pan jest tym, który gromadzi na nowo! On, który „zbiera łzy moje do swego bukłaku”. Nie ma takiego zapomnianego zakamarka świata, który ukryłby Jego wybranych. Nie ma takiej miłości, dobra, którego by Jego aniołowie nie dostrzegli. Koniec ujawnia to, co jedynie trwałe, co ma trwać na wieki. Jak krzyż odsłania miłość Boga i zwycięstwo już w katastrofie. To, co wydawało się twarde, staje się miękkie, jak gałązki figowca pełnego soków – zbliża się nowe życie. Niebo nade mną i ziemia, po której stąpam – to Jego słowo.


Łukasz Popko OP - ur. 1978, dominikanin, biblista, wykładowca w EBAF w Jerozolimie i w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Jerozolimie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NADSTAW DRUGI POLICZEK

Miłość nie zazdrości

ZAMIESZKANIE

PSALMISTA I JEGO BÓG

Oddajcie Bogu


komentarze



Facebook