PRZEGRAŁ, ŻEBY WYGRAĆ
Jezus skończył życie, jak skończył - na krzyżu - i nie wolno o tym zapomnieć. Ten najpodlejszy dzień w historii świata w istocie był jednak dniem najszczęśliwszym.

Czy Jezus był spełnionym człowiekiem? Nie, nie był i nadal nim nie jest. Co więcej, nie jest również spełnionym Bogiem, jako że nie sposób oderwać od Jego osoby ani bóstwa, ani człowieczeństwa. Świadczy o tym rozmowa Jezusa z Filipem. „Panie, pokaż nam Ojca i to nam wystarczy” – mówi Filip. Jezus odpowiada: „Tak dawno już jestem z wami i jeszcze Mnie nie znasz, Filipie? Kto Mnie widzi, widzi też Ojca. (…) Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec jest we Mnie” (por. J 14,8–11). Z powyższej wypowiedzi wynika, że nie sposób też oddzielić Syna Bożego od Ojca, a z innych tekstów biblijnych wiemy, że również od Ducha. Syn Boży, stając się człowiekiem, stał się nim ze wszystkimi tego skutkami i na zawsze, w przeciwieństwie do znanych nam bogów, którzy też bywali ludźmi, ale tylko czasowo, okazjonalnie.

Prośbę Filipa: „Panie, pokaż nam Ojca i to nam wystarczy”, podjęły następne pokolenia chrześcijan, i – podobnie jak apostołom – również nam Jezus odpowiada, dostosowując formę odpowiedzi do zmieniającej się wciąż mentalności. Nie może postępować inaczej, gdyż zmiany w ostatecznym rozrachunku są dziełem Jego Ducha. Za przykład niech posłuży wypowiedź Leszka Kołakowskiego, który na pytanie: Czy Jezus był Bogiem?, odpowiada: „Nie mam pojęcia. Ale jeśli jakiś Boży człowiek żył kiedykolwiek na tej ziemi, to był nim On”1. Następnie dodaje, że, co prawda, „nie można podać »dowodów« boskości Jezusa, ale w sposobie, w jaki On zmienia moje życie, objawia mi się Słowo Boże. To w Jezusie znajduję Boga, nie dlatego, że akceptuję takie czy inne twierdzenie teologiczne, które wypowiedział, ale dlatego, że decyduję się iść za Jego wezwaniem. Przez tę decyzję nabieram zaufania do Boga i mogę już nie bać się przyszłości, ponieważ, choć przyszłość jest nieznana, jej sens wyznacza rzeczywista obecność Jezusa i jest to, z konieczności, sens zgodny z »boską« dobrocią”2. Z wypowiedzi Kołakowskiego wynika, że człowiek przekonuje się do Jezusa i odnajduje w Nim Boga, gdy zaryzykuje i zacznie na świat oraz Boga patrzeć Jego oczami. A to znaczy, że na pewnym etapie musi dojść do konfliktu. W którymś momencie człowiek – wbrew sobie, ale za Jezusem – będzie musiał powiedzieć: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ten kielich ode Mnie, ale nie Moja, lecz Twoja wola niech się stanie” (Łk 22,42).

To dopasowywanie naszych wyobrażeń o życiu do wzoru, według którego żyje Jezus, będzie trwało aż poza grób. Wierzymy przecież w czyściec. A to sugeruje, że w wieczności też istnieje jakiś rodzaj czasu. Niekoniecznie musi być tak, że niebo to senna kontemplacja nieruchomego bóstwa. Izajasz mówi, że Bóg przygotuje ludziom „ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win” (Iz 25,6–8).

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wacław Oszajca SJ - ur. 1947, jezuita, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PSY, ŚWINIE I PERŁY

PLACEBO

GDZIE, U DIABŁA, JEST BÓG?

Europejczyk w podróży

Aby do wieczora


komentarze



Facebook