JAK DZIECI
Iz 42,1-7 | Ps 29 | Dz 10,34-38 | Łk 3,15-22

Ma On wiejadło w ręku i oczyści swój omłot: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym (Mt 3,12).

Jan Chrzciciel był pewny tego, w jaki sposób przyjdzie Mesjasz. Będzie to sąd, podczas którego ludzie zostaną potępieni za swoje grzechy, o ile się nie nawrócą.

Jednak człowiek, którego spotyka nad brzegiem Jordanu, nie wygląda na okrutnego sędziego. Wiara Jana podpowiada mu, że stoi przed nim Pan, mimo że nie widzi cudów, nie ma żadnego ognia z nieba, nie ma surowego sądu, a jedynie znak gołębicy. Nie do końca rozumie to, co widzi, dlatego, kiedy będzie już w więzieniu, za pośrednictwem posłańca zapyta Jezusa:

Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? (Mt 11,3).

Obraz Boga, który nosimy w sobie, może się wiązać z władzą, terrorem, strachem czy sądem. Jednak nie jest to sposób, w jaki Bóg chce się nam objawić. Kiedy spoglądamy na Dzieciątko Jezus leżące w żłobie, jest dla nas jasne, że Bóg przyszedł do nas jako ktoś delikatny, bezbronny, ktoś, kto jest od nas zależny i kogo nie powinniśmy się bać. Przyszedł jako niemowlę, byśmy w naszej słabości nie czuli strachu, aby się do Niego zbliżyć.

We wcieleniu Chrystus bierze na siebie to, co ludzkie, ale także pokazuje nam, kim naprawdę jesteśmy. Być może powodem, dla którego trudno nam zaakceptować pokorę, słabość i bezbronność Boga, jest to, że musielibyśmy uznać, że i my jesteśmy słabi i bezradni. Jezus przychodzi do nas jako dziecko i prosi nas, byśmy jak dzieci przyjęli Go w naszych sercach.


Brian Doyle OP - ur. 1975, dominikanin, wykładowca teologii dogmatycznej, mieszka w Dublinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NIE JESTEM GODZIEN

TWOJA WOLA

UWIERZ SERCEM

Dzieci światłości

NUDZĘ SIĘ W KOŚCIELE


komentarze



Facebook