MAM TO W NOSIE
O sztuce renesansu słyszymy już w podstawówce. O zapachach nikt nam nie mówił. Nie umiemy o nich opowiadać, nie wiemy nic o tym, jaki wpływ mają na nasz umysł, a szkoda.

FOT. PIOTR LITWIC


Michał Osek OP: Ciekaw jestem, jakich perfum pani używa.

Marta Siembab: Mam nadzieję, że nie czuje ojciec moich perfum, bo w sytuacji biznesowej, w której teraz jesteśmy, powinniśmy być bezzapachowi. Taka jest zasada etykiety zapachowej. Zbyt mocny zapach jest jak zbyt donośny głos, może przeszkadzać w relacji.

Nadgarstki i skóra za uszami to miejsca, które należy delikatnie skropić perfumami, żeby ładnie pachnieć?

To przekaz jeszcze z czasów antycznych, kiedy niewiele wiedziano o funkcjonowaniu ludzkiego ciała. I uważano, że perfumy należy nakładać w te miejsca, gdzie pulsuje krew. Czasami jednak skóra wydziela trochę więcej kwasu mlekowego, a to sprawia, że zapach perfum zmienia się w kwaśny, nieprzyjemny. Jeśli tak funkcjonuje nasze ciało, wówczas lepiej perfumować się od zewnątrz, czyli na przedramionach, w miejscach, w których rosną włosy – tam jest mniej kwasu mlekowego.

Można krople perfum zostawić na kolanach, włosach, wnętrzu dłoni. Perfumowanie dłoni to zabieg biznesowy, np. wtedy, kiedy idziemy na rozmowę i chcemy zostawić swój ślad na osobie, z którą się spotykamy. Przypomina to zwierzęcy sposób zostawiania swojego zapachu na terytorium przeciwnika, jeśli tak właśnie traktujemy drugą osobę. Jeśli ktoś jest sojusznikiem, to nie ma takiej potrzeby.

Zapachem możemy powiedzieć coś o sobie?

Oczywiście. Robimy to świadomie i celowo albo zupełnie przypadkowo. Co więcej, jeśli używamy zapachów w sposób nieprzemyślany, możemy sobie dodać lat, kilogramów, powagi lub ująć profesjonalizmu.

Jak to możliwe, żeby za pomocą zapachu dodać sobie kilogramów?

To kwestia naszych skojarzeń sensorycznych. Jeżeli czujemy zapach cytryny, który określa się jako odświeżający, lekki, to on w pewnym sensie idzie w górę. Gdy pijemy lemoniadę z miętą, to mamy poczucie jakby oderwania się od ziemi, ruchu ku górze, tak jak lemoniada musuje w górę. Ruch ku górze, podobnie jak w wymiarze religijnym, jest dobry. Jeżeli mamy zapach, który nas odrywa od ziemi, czyli jest lekki, powietrzny, to on sprawia wrażenie lekkości, także fizycznej. Osoba pachnąca cytrusami wydaje się lżejsza. Natomiast osoba, która pachnie ciężkimi zapachami, wydaje się cięższa. To bardzo naturalne skojarzenia, których sobie często nie uświadamiamy.

Czy ciało każdego człowieka ma swój własny zapach?

Tak. Osoby pochodzące z różnych kultur pachną w inny sposób. Zapach ciała zależy po pierwsze od liczby gruczołów apokrynowych. Im ciemniejsza skóra, tym tych gruczołów jest więcej, dlatego osoby ciemnoskóre pachną intensywniej, a Azjaci bardzo często tych gruczołów nie mają w ogóle – gdy się spocą, są mokrzy, ale nie wydzielają brzydkiego zapachu.

Nasz zapach w dużej mierze zależy od tego, czym się odżywiamy – jeśli zjemy dużo czosnku i cebuli, to on się zmieni. Gdy ktoś je dużo drobiu, który jest karmiony antybiotykami, to ten zapach także wychodzi nam przez skórę. Jeśli ktoś je dużo wieprzowiny, to zapach jego skóry jest bardziej słodki, a jeżeli preferuje nabiał, to bardziej kwaśny. Zapach ludzkiego ciała jest wypadkową wielu czynników, często nieuchwytnych.

Czy w takim razie jesteśmy w stanie ocalić ten właściwy zapach naszego ciała?

On jest dynamiczny, ewoluuje pod wpływem zmian hormonalnych. Inaczej pachnie dziecko 3-letnie, inaczej 12-latek, a jeszcze inaczej ktoś, kto ma 70 lat. Wielu osobom się wydaje, że zapach starości jest niewyczuwalny, tymczasem jest to konkretna substancja chemiczna, która pojawia się na ludzkim ciele w momencie, kiedy proces starzenia się jest zaawansowany. Akceptowanie tego zapachu to kwestia kulturowa. U nas zapach starości jest czymś naturalnym, to znaczy nie jest uważany za nieprzyjemny, nie zwalcza się go w żaden sposób. Tymczasem w Japonii, gdzie ludzie przyzwyczajeni są do tego, że ciało jest bezwonne, istnieją specjalne linie kosmetyczne przeznaczone dla osób starszych, które służą do zwalczania zapachu starości. W japońskich szpitalach na oddziałach geriatrycznych stosuje się zabiegi, które mają niwelować ten zapach.

A co z liniami kosmetyków bezzapachowych? Czy to oznacza, że jest w nas potrzeba, by wrócić do naturalnego zapachu swojego ciała?

To trochę przekłamanie. Bezzapachowe kosmetyki to kosmetyki nieperfumowane. Środki chemiczne, z których komponuje się mydła, proszki do prania, kremy, a nawet kosmetyki dla dzieci, mają swój specyficzny zapach. Gdybyśmy nie dodali do nich zapachów, to używanie ich byłoby bardzo nieprzyjemne, a czasem wręcz niemożliwe. Do wszystkich kosmetyków dodaje się tzw. białe piżma, czyli substancje, które dają wrażenie czystości. Mydłem białopiżmowym jest np. „Biały jeleń”. To mydło proste, surowe, w pewnym sensie naturalne, nieperfumowane, co nie oznacza, że nie ma substancji zapachowych, które trafiają do naszego nosa i przekazują mózgowi wrażenie czystości. Ludzie lubią rzeczy pachnące, tak jak rzeczy kolorowe i słodkie.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marta Siembab - jedyna w Polsce senselierka, profesjonalny trener zapachowy, ekspert w obszarze wykorzystania zapachu w komunikacji, projektowaniu, sztuce i biznesie. Współpracuje z uczelniami wyższymi, instytucjami kultury i mediami, jest współtwórczynią pierwszych w Polsce warsztatów sense brandingu. Angażuje się także w projekty integracyjne, terapeutyczne i akcje charytatywne. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Michał Osek OP - ur. 1987, dominikanin. Pochodzi z Katowic, w 2019 r. został wybrany przeorem klasztoru w Gdańsku i proboszczem tamtejszej bazyliki św. Mikołaja. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

CZAS PRZESZŁY DOKONANY


komentarze



Facebook