PROMIENIOWANIE WOJTYŁY
Wiedział, że szukając własnego spełnienia w ucieczce od ludzi i od odpowiedzialności za nich, popadnie w pułapkę samotności. Wzdrygał się przed tym i dlatego cały czas szukał ludzi.

VI Światowe Dni Młodzieży, Jasna Góra 1991. FOT. ARCHIWUM JANA GÓRY OP


Kim był ojciec Jan Góra, że tylu ludzi po nim płakało? Kim on był, skoro po jego śmierci, w dniu pogrzebu, w dni go poprzedzające i po nim następujące tylu tak namacalnie doświadczyło działania Bożej opatrzności? Pogrzeb na Lednicy był tak realny jak doskwierający mróz i mocne tego dnia słońce, i tak nierealny jak teatr, jak religijne misterium, jak Boża rzeczywistość ukryta za obrazami jeziora, Bramy Ryby i za twarzami ludzi. To był dzień, którego nie da się zapomnieć, jeden jedyny, naznaczony chrześcijańską metafizyką.

Trudno wytłumaczyć te łzy, tę duchową i głęboko ludzką atmosferę bez pojęcia więzi. Do Jana Góry przyznawały się tysiące ludzi. Łączyły ich z nim głębokie relacje, które tworzyły się w czasie sprawowanych przez niego mszy, głoszonych rekolekcji, spotkań w duszpasterstwie przy kawie z ekspresu, którą sam przyrządzał i częstował, wyjazdów wakacyjnych. Jak to jest możliwe, aby tylu z nich czuło się tak blisko niego? Najprościej chyba odpowiedzieć, posługując się językiem Karola Wojtyły, że Jan Góra promieniował ojcostwem: ludzkim, ciepłym, a jednocześnie duchowym, wyproszonym i otrzymanym od Boga. Bycie duchowym ojcem było dla niego ważniejsze niż kumplostwo i koleżeństwo, niż klasztorne braterstwo, więzy rodzinne, niż rodzeni ojciec, matka i bracia, ważniejsze niż przyjaźnie. Poruszały wyznania ojca Jana, który ze smutkiem mówił i pisał, że jego rodzice cierpieli z powodu jego nieobecności. W Prudniku odwiedzał ich dwa, trzy razy do roku. Rodzice, przyjmując księdza po kolędzie, wyciągali zdjęcie Jana z rodzinnego albumu i pokazując je, mówili: To nasz syn zakonnik, dominikanin, duszpasterz, mieszka w Poznaniu.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Nikodem Brzózy OP - ur. 1961, dominikanin, doktor filozofii i doktor hab. teologii. Duszpasterz wspólnoty "Wiary i Światła" oraz pracowników naukowych. Autor kilku książek. Publikował między innymi w "Rzeczpospolitej" i "Tygodniku Powszechnym". Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Chluba i zakała wszechświata

Stworzyciel

WIARA WCZEŚNIEJSZA NIŻ SAKRAMENTY

Krzykacze

Kogo boją się jezuici?


komentarze



Facebook