NIEBO ZA 9,99
W kościele w Halle zebrano wprawdzie tylko osiem tysięcy relikwii, ale wśród nich 42 pełne ciała świętych - co dawało ponad 39 milionów lat odpustu.

FOT. WIKIPEDIA


Maciej Müller: Jan Tetzel. Człowiek o wyglądzie rubasznego kabareciarza (jeśli wierzyć XVI-wiecznym portretom), domniemany autor wierszyka: Gdy tylko złoto w misce zadzwoni, do nieba jakaś duszyczka pogoni, słynny sprzedawca odpustów. Jego spór z Marcinem Lutrem sprawia wrażenie spotkania faryzeusza z prorokiem. Tymczasem kiedy planowaliśmy tę rozmowę, zapowiedziałeś, że zamierzasz tego dominikanina bronić…

Tomasz Gałuszka OP: I mam nadzieję, że mi się to uda. Chciałbym uwolnić tę postać od narosłej przez wieki mitologii. Opinie, które przytoczyłeś przed chwilą, są niesprawiedliwe. Tetzel nie był tępym półgłówkiem – jak nieraz przedstawiają go historycy. W sposób zaskakujący dla siebie stał się jedną z najsławniejszych postaci początku reformacji.

Kim wobec tego był ten człowiek?

Komisarzem papieskim do spraw odpustów. Takiego urzędu nie obejmował pierwszy lepszy kaznodzieja. Jeżeli przyjrzymy się bliżej biografii Jana Tetzla, zobaczymy, że był to człowiek, który daleko wykraczał poza przeciętność intelektualną. Urodził się około 1465 roku, wychował w Lipsku i tam studiował sztuki wyzwolone, następnie poszedł na uniwersytet.

Około 1486 roku wstąpił do klasztoru dominikanów w Lipsku – był to dom z nurtu odnowy, kładącego nacisk na ubóstwo, prostotę, ascezę i studia, wołającego o reformę w Kościele. W tym czasie rodził się renesans. Mieszały się różne idee i koncepcje, dotychczasowe pewniki były podważane. W Rzymie zasiadali papieże, którzy łamali celibat, zakładali dynastie…

Tetzel wybrał klasztor proponujący bardzo surowe życie. Co więcej, po kilku latach uznał, że dominikanie lipscy nie spełniają wymogów reformy. Oddał się pod opiekę samego generała i około 1500 roku otrzymał zgodę na wybranie sobie innego klasztoru. I wybrał – to rzecz dotychczas przez badaczy niedostrzeżona! – klasztor w Krakowie. Niewykluczone, że zaprosił go tu sam Albert z Siecienia, prowincjał prowincji polskiej i bliski doradca króla Jana Olbrachta.

Podczas kapituły w Cieszynie w 1501 roku został przedstawiony braciom jako lektor teologii i bakałarz filozofii. Albert z Siecienia włączył go do polskiej prowincji, a jednocześnie obdarzył zaszczytną funkcją kaznodziei generalnego (Tetzel może więc głosić kazania w całej prowincji). To świadczy o jego bardzo wysokiej pozycji już na wejściu. Został też kaznodzieją dla wspólnoty niemieckojęzycznej w Krakowie.

Po kilku latach Tetzel objął funkcję przeora klasztoru w Głogowie. W tym czasie polskim prowincjałem był już Jan Wójcik, silnie związany z ruchem reformy, a w prowincji wzmagał się nacisk na reformowanie życia klasztornego – przede wszystkim poprzez studia, powrót do klasycznej teologii, wierne zachowywanie konstytucji. Jan Tetzel był w centrum tych działań. W 1509 roku prowincjał zwrócił się do generała zakonu Tomasza de Vio (kardynała Kajetana) z prośbą o możliwość mianowania Tetzla inkwizytorem w polskiej prowincji, co znowu świadczy o jego silnej pozycji. Kto wie, może nawet był szykowany na prowincjała?

Jak się zaczęła przygoda Jana Tetzla z odpustami?

Około 1510 roku papież wyznaczył go do głoszenia kazań związanych ze specjalnymi odpustami w prowincji Saksonii. Został też mianowany inkwizytorem papieskim, a w 1516 roku komisarzem zobowiązanym przez Leona X do zbierania pieniędzy na określone przez niego cele.

Przełom XV i XVI wieku to czas ogromnego kryzysu Kościoła. Na ile Jan Tetzel i dominikanie zdawali sobie z tego sprawę?

Obserwowali ten kryzys na każdym kroku. Stąd właśnie silny nurt reformy, obserwancji w zakonie – czyli powrotu do pierwotnego, surowego życia. A poczucie, że Kościół jest wewnętrznie zepsuty, było powszechne; od XV wieku zewsząd słychać było wołanie o reformę. Wspomnijmy choćby Savonarolę we Florencji. Tetzel był człowiekiem, który świetnie zdawał sobie sprawę z tego zepsucia. On naprawdę nie nadaje się do przedstawiania jako „antyteza” Lutra, obrońca tego, co złe. Obu tym zakonnikom zależało na naprawie Kościoła.

W 1512 roku Juliusz II zwołał sobór laterański V – to zmarnowana szansa na naprawę Kościoła. W mowie otwierającej obrady Idzi z Viterbo, przełożony Marcina Lutra i generał augustianów, ubolewał, że cały Kościół i wszystkie stany krwawią od nadużyć, zepsucia i spustoszenia moralnego i intelektualnego. Niestety ojcowie soborowi nie zdecydowali się na żadne istotne reformy.

Dlaczego?

Chyba zbyt silne było wtedy zaślepienie pieniądzem. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Gałuszka OP - ur. 1978, dominikanin, dr hab. historii, dyrektor Dominikańskiego Instytutu Historycznego, wicedyrektor Instytutu Historii oraz kierownik Katedry Historii Starożytnej i Średniowiecznej UPJPII, sekretarz Międzynarodowej Komisji Studiów nad Chrześcijaństwem Polskiej Akademii Umiejętności, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego oo. Dominikanów, autor kilku książek, m.in. Inkwizytor też człowiek i Badania nad Biblią w XIII wieku, oraz kilkudziesięciu artykułów naukowych. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

CZESKI FILM O JANIE HUSIE

ZABIĆ BISKUPA

PRZEKLĘTA TRÓJCA

SERCE W ZGLISZCZACH

JEZUS I BESTIE


komentarze



Facebook