PO KROPCE
Cyprian Klahs OP, "Pamiętniki Jonasza i inne apokryfy", Wydawnictwo W drodze, Poznań 2016, s. 136.



Pomyślicie sobie: Cóż ciekawego można napisać o Biblii? Przecież tyle już napisano. Każdą z tych historii znamy na pamięć, słyszeliśmy je setki razy. Wystarczy, że usłyszymy pierwsze dwa zdania i już wiemy, co będzie dalej. Znamy zakończenie. Słyszymy o zagubionej owcy i już wiemy, że pasterz zostawił wszystkie i poszedł szukać tej jednej. Czytamy o śmierci Łazarza i że Jezus nie poszedł od razu do jego domu, a kiedy przyszedł, było już za późno, bo jego przyjaciel umarł. Ale przecież wiemy, że Jezus się rozpłakał, a chwilę później Łazarza wskrzesił. Wyrwani z najgłębszego snu powiemy, że uboga wdowa, która wrzuciła jeden maleńki grosz, wrzuciła najwięcej, bo ten jeden grosz był wszystkim, co miała. I nawet opowieść o męce Jezusa nie jest już taka straszna, bo doskonale wiemy, że historia Jego śmierci, jakkolwiek by nas wzruszała i wydawała nam się niesprawiedliwa, jest opowieścią o życiu. Jak więc zachwycić się Biblią? Jak się odnaleźć w tym, co znamy, co słyszymy i czytamy od tylu lat? Jak zobaczyć, że Biblia jest wciąż nowiną, dobrą nowiną?

Że ona jest o życiu, o naszym życiu. Teraz.

Wiele innych rzeczy

Czym więc chce nas zaskoczyć dominikanin Cyprian Klahs w swojej najnowszej książce Pamiętniki Jonasza i inne apokryfy? W jaki sposób chce opowiedzieć to, co już zostało opowiedziane na tysiąc sposobów? Czy dostrzegł coś, czego inni nie zauważyli?

Na przykład w przypowieści o synu marnotrawnym. „Pewien człowiek miał dwóch synów”… Wszystko jasne: jeden wziął przypadającą mu część majątku, poszedł w świat, przepuścił pieniądze, a kiedy nie miał już za co żyć, pomyślał, że wróci do ojca, przeprosi go i sprawa jakoś rozejdzie się po kościach. I już widzimy tego gagatka, jak wraca, jak ojciec wybiega mu na spotkanie i ze szczęścia wydaje przyjęcie, i drugiego syna, który nic nie rozumie, jest wściekły i zazdrosny… I nic nas już nie zaskoczy. Słowa mamy oswojone, każde jest na swoim miejscu.

„Przypowieść o marnotrawnym ojcu”? Jak to o ojcu? Marnotrawny był syn, bo to on przepuścił majątek, a ojciec… Więc raczej pomyłka. Na pewno. Zaczyna się przecież tak samo: „Pewien człowiek miał dwóch synów”…

Ale nie o syna tu chodzi. Ta przypowieść to tylko pretekst, punkt zaczepienia. To jest opowieść o ojcu, który miał dwóch synów i był szczęśliwy i dumny.

Później jednak, kiedy synowie dorastali, kiedy nastał czas ofiary i trzeba było, by dawał im swoje życie, nigdy nie był z nimi – zawsze obok i coraz dalej.

I nie objaśniał im świata.

Nie odpowiadał, kiedy zadawali pytania, nawet nie słuchał ich, ani kiedy się skarżyli, ani kiedy się chwalili.

Nie bawił się z nimi, nie zabierał ich do swoich prac.

Nie modlił się z nimi i modlitwy ich nie nauczył…

Tak właśnie Cyprian Klahs opowiada nam tę historię. Tak przynosi nam słowo Boga. W jednej chwili trzeba się pozbyć własnych wyobrażeń, przyzwyczajeń, utartych ścieżek. I spojrzeć na swoje życie zupełnie inaczej. A to bywa czasem trudne. A nawet niewygodne.

Czytanie tej książki to odkrywanie, to czytanie między wierszami, dopowiadanie tego, co niedopowiedziane. Po kropce już nic nie ma. Czyżby? „Zawsze mnie intrygowało i prowokowało ostatnie zdanie ostatniej Ewangelii: »Jezus uczynił jeszcze wiele innych rzeczy, lecz sądzę, że gdyby to wszystko spisano, cały świat nie pomieściłby napisanych ksiąg«” – pisze we wstępie do swojej książki Cyprian Klahs. A więc po kropce coś jest. I w tej książce możemy to przeczytać.

Opowiedz jeszcze raz

Każdy z nas ma jakiś ulubiony fragment Pisma Świętego. Może całą księgę. Może jedną przypowieść, a może tylko jakieś zdanie, które porusza bardziej niż inne, które – takie mamy wrażenie – jakby było o nas i do nas, i dla nas specjalnie. Takie słowo, które wierci w głowie i nie daje spokoju.

Nie policzę, jak wiele razy czytałam fragment Ewangelii św. Jana opowiadający o spotkaniu Jezusa z Marią. O tym, jak Go nie poznała. I przypuszczała, że to ogrodnik. Rozpoznała swego Pana dopiero wtedy, gdy się do niej odezwał, gdy powiedział jej imię. Tylko On tak mówił. Nikt inny. W tym, jak wypowiadał jej imię, musiało być coś charakterystycznego – jakaś delikatność, czułość, może miłość. Wystarczyło, że usłyszała to jedno słowo i już nie miała wątpliwości, że to jest Pan. Znam fragment tej Ewangelii słowo po słowie. Wyobrażam sobie ten poranek, jeszcze ciemny, wilgotny, i ten moment, gdy Go zobaczyła. A jednak niezmiennie, gdy słyszę te słowa, próbuję się doszukać jeszcze czegoś. Przeczytać jeszcze więcej. Nigdy się jednak nie zastanawiałam, co jest po kropce. Wystarczyło mi tyle. I oto w Pamiętnikach Jonasza czytam dalej. To tu jest przepiękna, poetycka opowieść o Marii i Janie. O ich przyjaźni. O domu, który mu prowadziła. I o ich rozmowach. Jan wciąż ją prosił, by opowiedziała jeszcze raz, jak to było, gdy spotkała Pana.

I opowiedziała znów, co już tyle razy słyszałem, tak że niemal na pamięć znałem każde jej słowo. Opowiadała o owym poranku, kiedy przyszła do grobu Pana, a ja słuchałem chciwie, zapisując jej słowa nie na papierze, lecz w sercu swoim. „Ledwie po północy, by ubiec wszystkich, by nikt nie zakłócił mojej samotności, wyszłam w mrok i udałam się do ogrodu, jak najcichsze stawiając kroki. Chciałam Go opłakiwać, chciałam namaścić Jego ciało w pośpiechu pogrzebane, chciałam tam być przy Nim…” – zamilkła na chwilę i powtórzyła, tak, pamiętam tę ciszę i że powtórzyła: chciałam tam być przy Nim…

Dobrze wybrać się w taką opowieść. Dobrze przeczytać to, co jest dalej. Na miarę naszych wyobrażeń. O Jonaszu, Kohelecie, Samarytance i Eliaszu, który drzemał sobie pod krzakiem janowca.

Sięgając po tę książkę, decydujemy się na to, że zobaczymy inaczej i pomyślimy inaczej, i przeżyjemy coś inaczej. Może dzięki temu wytrąceni z rutyny, wrzuceni w słowa dobrze znane zobaczymy, że Dobra Nowina jest o nas. I że nigdy nas nie powinna znudzić. I że wciąż może zaskakiwać.

Więc jeśli ktoś jest gotowy na to, by zostawić to, co znane i oswojone, z dużą przyjemnością zanurzy się w tej książce – niezwykle poetyckiej. Dziś mało kto pisze w taki właśnie sposób.


Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

JESTEŚMY TU, ŻEBY WAS ZABIĆ!

NA ODWROCIE TWOJEGO KRZYŻA WISI JEZUS

CUDOWNA ZWYCZAJNOŚĆ

Przez nich świeci światło

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook