BLASK UBOGICH
Prowadzę życie kontemplacyjne, ale kiedy na furtę klasztoru przychodzi ubogi i puka do naszych drzwi, to ja chcę słyszeć to pukanie, bo to jest konsekwencja mojej wiary w Ewangelię.

FOT. VIJAY PUTRA / PEXELS PHOTO


Michał Osek OP: Pomaganie męczy?

s. Lucia Caram OP: Pomaganie i współpraca z innymi wymaga wiele energii. Zaangażowanie męczy, ale każdy z nas ma swoją przestrzeń na regenerację. Ja mam wspólnotę, przestrzeń ciszy, modlitwy, w tych przestrzeniach odnawiam moje siły, żeby powrócić do tych, którym pomagam. Jezus także wychodził na górę sam, by potem zejść do ludzi. Znacznie bardziej męczyłoby mnie, gdybym nie pomagała, gdybym była głucha na pukanie potrzebujących do drzwi klasztoru. Byłoby to zmęczenie moralne, którego bym nie zniosła.

Jesteś ekstrawertyczką czy introwertyczką?

Jestem Argentynką: lubię mówić i kocham piłkę nożną (śmiech).

Komu pomagasz?

Tym, którzy cierpią. Koordynuję pracę fundacji zajmującej się osobami poszkodowanymi przez skutki kryzysu ekonomicznego w Hiszpanii. Na początku byli to imigranci, bo tak już jest, że pierwszymi ofiarami kryzysu ekonomicznego są najsłabsi. Najpierw korzysta się z ich usług, bo są tanią siłą roboczą, ale gdy rozpoczyna się kryzys, oni pierwsi są odrzucani. Pomagamy także osobom, które straciły pracę, matkom i ojcom samotnie wychowującym dzieci oraz bezdomnym. Prowadzimy bank żywności, z pomocy którego korzysta w tym momencie 1400 ubogich rodzin. Zajmujemy się także uchodźcami z Ukrainy i Afryki. A ostatnio wraz z administracją Katalonii rozpoczęliśmy program dożywiania dzieci.

Słyszałem, że wasz bank żywności „sprzedaje” jedzenie za punkty.

Wypracowaliśmy taki system. Każda z potrzebujących rodzin „kupuje” żywność za punkty, które przydzielają im wolontariusze. Na przykład rodzice wychowujący dzieci dostają więcej punktów, a osoby żebrzące mniej. Wolontariusze dużo rozmawiają z naszymi potrzebującymi, więc dobrze znają ich potrzeby.

Radzicie sobie sami ze wszystkimi przypadkami?

Każdego potrzebującego chcemy przyjąć razem z jego problemami, ale oczywiście nie jesteśmy w stanie pomóc każdemu, dlatego współpracujemy z opieką społeczną, z psychologami, szpitalami, urzędem miasta, szukamy dla nich pracy.

Wiesz… jest jeszcze drugi aspekt mojej pomocy.

To znaczy?

Pomagam także tym, którzy są tak biedni, że jedyne, co mają, to ich bogactwo… Otwieram im oczy i budzę ich sumienia.

Wiele jest takich osób?

Na ostatnim spotkaniu dla sponsorów zabrakło miejsc siedzących.

Przytułek dla ubogich w Manresie nazwałaś rezydencją. Pomagasz ubogim w innym stylu niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.

Tak, bo nasza rezydencja to bardzo komfortowe miejsce, każdy z przebywających tam ma swój pokój, jest czysto, wszędzie są kwiaty i obrazy. Jest wygodna kuchnia i jadalnia. W ten sposób chcemy pokazać potrzebującym, że mają swoją godność. Nie da się tego przekazać słowami, można to jedynie zrobić godnym traktowaniem, gestami, atmosferą, którą tworzymy wokół nich. To jest miejsce dla ubogich i bogatych. Wydaje mi się, że wszyscy czują się tam dobrze, dlatego nie brakuje sponsorów, którzy nas wspierają.

Nie interesuje mnie tworzenie getta dla biedaków. Jeśli chłopcy z ubogich rodzin chcą grać w piłkę, to wysyłamy ich do najlepszych klubów piłkarskich w Katalonii. Najchętniej do FC Barcelona, bo jestem fanką tego klubu!

Kto trafia do rezydencji?

Zdziwiłbyś się. Często są to osoby, które jeszcze kilka lat temu prowadziły własne firmy i zatrudniały kilkudziesięciu pracowników, co roku wyjeżdżały na egzotyczne wakacje i miały dobre samochody. Kryzys ekonomiczny spowodował, że ich dłużnicy nie wywiązali się ze zobowiązań finansowych. Musieli zwolnić pracowników, zostali bez pracy, małżeństwo się rozsypało, zostali na ulicy i zaczęli pić. To doświadczenie wielu z naszych podopiecznych. Czasem wystarczy im kilka miesięcy, żeby stanęli na nogi i zaczęli nowe życie. W rezydencji mieszkają także narkomani i kobiety, które straciły swoją godność. To miejsce ma być dla potrzebujących trampoliną, żeby znów wrócili do normalnego życia.

Trudne zadanie.

Bardzo trudne, ale często – z Bożą pomocą – się udaje.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Lucía Caram OP - mniszka dominikańska z klasztoru w Manresie (Hiszpania), urodziła się w Argentynie i tam wstąpiła do zgromadzenia sióstr dominikanek życia apostolskiego, po kilku latach zdecydowała się wstąpić do klasztoru kontemplacyjnego. Od 27 lat mieszka w Hiszpanii. Od 2009 roku współorganizuje prace Fundacji im. Rosy Oriol (Fundació Rosa Oriol). Autorka kilku książek m.in.: "Mi claustro es el mundo" (Moim klasztorem jest świat) - 2012, "Sor Lucía se confiesa" (Siostra Lucía się spowiada) - 2015. W 2014 roku otrzymała tytuł Katalonki Roku. (wszystkie teksty tego autora)

Michał Osek OP - ur. 1987, dominikanin. Pochodzi z Katowic, w 2019 r. został wybrany przeorem klasztoru w Gdańsku i proboszczem tamtejszej bazyliki św. Mikołaja. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

CZAS PRZESZŁY DOKONANY


komentarze



Facebook