NIE LUBIĘ FRANCISZKA
Papież nie szanuje naszych polskich, katolickich tradycji narodowych. Wprawdzie mówi nieraz o wartościach religijności ludowych, ale jak przyjdzie co do czego, jakoś o tym łatwo zapomina. Tak się zdarzyło na Jasnej Górze.

FOT. MAZUR/EPISKOPAT.PL


Nie lubię Franciszka, bo jak mam lubić kogoś, kto powinien być opoką, którego mowa powinna być „tak – tak, nie – nie”, a który tymczasem mówi, że „Istnieją takie pytania, na które nie ma żadnych ludzkich odpowiedzi”. Mówi też: „Do tej pory nie zdołałem zrozumieć, dlaczego dzieci cierpią. Dla mnie to tajemnica. Nie potrafię tego wyjaśnić. Zadaję sobie to pytanie. Moją odpowiedzią na ból dzieci jest milczenie lub słowo, które rodzi się z łez. Nie boję się płakać”1. A na pytanie siedmioletniego Amerykanina: „Co byś zrobił, gdybyś mógł czynić cuda?”, Franciszek odpowiedział: „Uzdrowiłbym dzieci”. Jakby tego było mało, w Krakowie Franciszek jak mantrę powtarzał: „Gdzie jest Bóg? Gdzie jest Bóg, jeśli na świecie istnieje zło, jeśli są ludzie głodni, spragnieni, bezdomni, wygnańcy, uchodźcy? Gdzie jest Bóg, gdy niewinni ludzie umierają z powodu przemocy, terroryzmu, wojen? Gdzie jest Bóg, kiedy bezlitosne choroby zrywają więzy życia i miłości? Albo gdy dzieci są wyzyskiwane, poniżane i kiedy także one cierpią z powodu poważnych patologii? Gdzie jest Bóg w obliczu niepokoju wątpiących i dusz strapionych? Istnieją takie pytania, na które nie ma żadnych ludzkich odpowiedzi”. Jeśli tak, to po co nam taka wiara, która na podstawowe ludzkie pytania nie daje żadnej odpowiedzi, choćby częściowej?

A przecież wystarczy wziąć do ręki katechizm dla dzieci, by dać odpowiedź na te pytania. Sprawa jest jasna, każdy przecież słyszał o grzechu pierworodnym, jak też o tym, że Bóg za złe karze, a za dobre wynagradza. Trochę bardziej poduczeni wiedzą też, że Bóg zła nie stworzył, ale dopuścił. Poza tym wiadomo, że kogo Pan Bóg kocha, temu zsyła krzyżyki, no i jest jeszcze niebo i tam otrzymamy wyrównanie za nieudane życie. Widocznie Franciszek ma te sprawdzone przez wieki prawdy za nic i wie o tym, bo wyraźnie mówi, że wiara bez wątpliwości nie istnieje. Jednocześnie wzywa do głoszenia Jezusa, ale jak mam przekonywać kogoś do czegoś, skoro sam nie do końca w to wierzę? Jak mam nawracać, o, przepraszam, ten papież mówi, że nawracać nie wolno. Jednym słowem Franciszek rzeczywiście robi raban w naszych duszach, nie pytając nas o zgodę.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wacław Oszajca SJ - ur. 1947, jezuita, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

METAFIZYKA I KLUSKI ZE SKWARKAMI

SERCE LEZIE DO TEGO, CO LUBI

Poczułem się oszukany

WIARA AMBASADORA

MIEĆ ALBO NIE MIEĆ


komentarze



Facebook