SZTUKA UWALNIANIA
Z niepokojem patrzę na rodziców, którzy z zadowoleniem i dumą mówią: Moje dziecko jest takie grzeczne. A ja mam gabinet pełen ludzi, którzy się nigdy nie zbuntowali...

FOT. GRATISOGRAPHY.COM


Katarzyna Kolska: Czy zdarza się księdzu przejechać samochodem na czerwonym świetle?

ks. Grzegorz Kudlak: Niestety, czasami mi się zdarza.

Co wtedy ksiądz myśli: Złamałem przepis? Zachowałem się nieodpowiedzialnie?

Czuję jakiś dyskomfort i postanawiam sobie, że muszę być bardziej uważny.

Gdybym nie był odpowiedzialny, pomyślałbym pewnie: „Nikogo nie było, nic się nie stało, będę robił tak dalej”. Czyli uruchomiłbym mechanizm zaprzeczania, idealizowania i tłumaczenia.

Jeśli moje wykroczenie zauważyłaby akurat policja, to najprawdopodobniej zapłaciłbym mandat. I bez żadnej dyskusji zgodziłbym się na to.

I co by księdza bardziej bolało – to, że został ksiądz ukarany, czy poczucie, że zachował się nieodpowiedzialnie?

Kara byłaby konsekwencją nieodpowiedzialnego zachowania, które zagrażało innym. Takie są zasady. Natomiast mandat na pewno wzmocniłby moje wewnętrzne postanowienie, że trzeba uważać.

Skąd się w nas bierze odpowiedzialność?

To jest złożony i głęboki proces kształtowania osobowości, który się zaczyna w chwili narodzin, a nawet może jeszcze wcześniej, to znaczy wtedy, gdy rodzice odpowiedzialnie myślą o poczęciu dziecka. Jeśli rodzi się ono w takim środowisku, jeśli jest oczekiwane i przyjęte z radością, to ma bardzo udany start. Nie ma oczywiście gwarancji, że proces wychowawczy idealnie się powiedzie, że coś się rodzicom nie „omsknie”, bo przecież wychowując, popełniamy różne błędy i w efekcie może się zdarzyć tak, że mamy dorosłego człowieka, który jest wykształcony, inteligentny, a jednak całkowicie nieodpowiedzialny.

Czy zakazy i nakazy są jakimś elementem wychowania, służą kształtowaniu odpowiedzialności?

Mądre tak. Mam niestety wrażenie, że my zakazujemy i nakazujemy, ale nie wychowujemy. To znaczy, że dzieci nie ponoszą realnych konsekwencji swojego zachowania.

Nie stosujemy systemu kar?

Stosujemy, tyle że kara jest zupełnie nieadekwatna do popełnionego czynu i często zależy od nastroju i humoru opiekuna. Mam też wrażenie, że rodzice nie dają dzieciom przestrzeni do popełnienia błędów, a przecież tak się między innymi uczy odpowiedzialności, która polega na wewnętrznej samodyscyplinie. To znaczy, że ja unikam złego zachowania czy postępowania nie dlatego, że zostanę ukarany, ale dlatego, że rozumiem jego konsekwencje i umiem rozpoznać, co jest dla mnie i dla innych dobre, a co jest złe.

Kiedy dziecko wyleje herbatę, dostaje karę, zamiast usłyszeć od mamy: „O, wylało się, musimy posprzątać”. Tu jest konsekwencja – dziecko uczy się, że skoro się wylało, to trzeba posprzątać. Natomiast jeśli zostanie ukarane czy ocenione negatywnie, to następnym razem będzie może bardziej uważne, ale nie zrozumie, na czym polega ponoszenie konsekwencji. A przecież odpowiedzialność to jest właśnie umiejętność przewidywania i ponoszenia konsekwencji każdego czynu, który podejmujemy w życiu.

Mówi ksiądz, że rodzice nie dają przestrzeni do popełnienia błędów. Gdzie jest granica między przestrzenią, którą możemy dziecku dać, a odpowiedzialnością za jego bezpieczeństwo?

Ta granica jest w nas. Moja koleżanka powiedziała mi niedawno tak: „Jeśli decyduję się na wciągnięcie dziecka w obowiązki domowe i godzę się na to, żeby piętnastolatek ugotował obiad, to decyduję się również na to, że zjem ten obiad, nawet jeśli on będzie niesmaczny. Można oczywiście skrytykować dziecko i powiedzieć: Synku, więcej już nie gotuj, bo robisz to źle. Ale ja siadam i jem te twarde ziemniaki, mówiąc, że one są niedogotowane, dlatego następnym razem musisz je gotować trochę dłużej. Godzę się na to, że mój syn się uczy, i mam nadzieję, że za każdym kolejnym razem ten obiad będzie coraz smaczniejszy”.

A jeśli ten piętnastolatek nie chce założyć czapki, choć na dworze jest silny mróz i wiatr? Wiemy, że zmarznie, że może się rozchorować. Czy pozostawienie mu wyboru nie jest brakiem odpowiedzialności z naszej strony?

Rozumiem, o czym pani mówi, chociaż wydaje mi się, że czapka nie jest najszczęśliwszym przykładem – dziecko i tak może ją zdjąć, gdy tylko zamknie za sobą drzwi domu. I dodam od razu, że znam 30-letnich facetów, do których mama dzwoni i pyta, czy mają kalesony, ciepły sweter i czapkę.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Grzegorz Kudlak - kapłan archidiecezji warszawskiej, psycholog, psychoterapeuta, pracownik naukowy Instytutu Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego, kapelan w Schronisku dla Nieletnich w Warszawie Okęciu i w Klinice Psychiatrii Sądowej w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Waszawie. Autor licznych publikacji naukowych w zakresie psychologii i resocjalizacji. Prowadzi psychoterapię indywidualną, grupową i par. Pracuje z osobami uzależnionymi, mającymi trudności w budowaniu i utrzymywaniu bliskich relacji, nieakceptującymi swoich odczuć homoseksualnych. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

SPĘTANI

Sześćdziesiąt minut

BOJĘ SIĘ LIŚCI, KTÓRE ŻÓŁKNĄ

Drodzy Czytelnicy,

KTO JE UKRADŁ?


komentarze



Facebook