WIDZĘ WIĘCEJ
Przypisywanie fotografom złych intencji jest czymś nowym. Nie czułem tego, gdy zaczynałem pracę. Ta zmiana nastąpiła w ostatnich latach. Nazywam ją fałszywą demokracją.

FOT. ALBERT ZAWADA / AGENCJA GAZETA


Paulina Wilk: Na co lubi pan patrzeć?

Chris Niedenthal: Na życie. Interesują mnie ludzie i to, co się dzieje wokół nich. Teraz, na starsze lata, trochę się uspokajam i zaczynam doceniać piękne miejsca, krajobrazy.

Jak pan patrzy na ludzi? Łapczywie, ciekawsko, subtelnie?

Nie wiem, czy subtelnie, ale w jakimś sensie – z ukrycia. Nie muszę być o metr czy pół metra od kogoś, by go sfotografować. Wolę być dalej, pozostać niewidzialny.

Z oddalenia widać lepiej?

Wolę taką sytuację, kiedy ktoś, kogo fotografuję, nie widzi mnie, może nawet nie jest świadomy mojej obecności. Teraz forsowane jest nowe, restrykcyjne prawo, ograniczające możliwość robienia i publikowania zdjęć. To pomysły niszczące pracę fotografa. Nie wierzę, że człowiek w miejscu publicznym ma prawo do ochrony wizerunku.

Czyli wszyscy mamy prawo do patrzenia?

I do widzenia. Nagle prawnicy – najpierw w Ameryce – powiedzieli ludziom, że fotografowanie jest wkraczaniem w prywatność. I że można zarobić na jej ochronie.

Pojawił się lęk, że patrzący może nas skrzywdzić. Choćby tym, że widzi nas takich, jacy jesteśmy.

Owszem, fotograf widzi gesty, reakcje, miny, każdy ruch. Chwyta to, co tworzy ciekawe zdjęcie. Zwraca uwagę na naturalne zachowania. Czy to źle? Uważam, że ludzie, którzy znaleźli się w moich albumach z lat 70. czy 80., powinni być zachwyceni, że zostali uwiecznieni, kiedy byli młodzi, i to w ważnych, przełomowych momentach – także własnego życia.

No właśnie, do niedawna bycie fotografowanym traktowano jak komplement.

I tak powinno być. W dostrzeżeniu kogoś, uwiecznieniu go na zdjęciu, nie ma niczego złego. Oczywiście, jeśli paparazzi naruszają prywatność, wchodzą na czyjś teren i dosłownie grzebią w brudach, to co innego. Ale to nie są fotoreporterzy, tylko ludzie, którzy umieją obsługiwać aparat i robić na tym pieniądze.

Może mylimy patrzenie z podglądaniem?

Rzeczywiście. Przypisywanie fotografom złych intencji jest czymś nowym. Nie czułem tego, gdy zaczynałem pracę. Ta zmiana nastąpiła w ostatnich latach. Nazywam ją fałszywą demokracją – niedobrym rozumieniem prawa.

To tak, jakbyśmy stracili do siebie zaufanie, zakazali patrzenia w oczy, dostrzegania siebie nawzajem.

Najbardziej czuje się to w przypadku dzieci. Szkoda, bo one są wdzięcznymi modelami. Rok temu na Malcie, tuż przed zmrokiem, obserwowałem grupkę dzieci idących przez ulicę i sfotografowałem je z przystanku autobusowego. Momentalnie podskoczyły do mnie i powiedziały, żebym ich nie fotografował i nie wrzucał zdjęć na Facebooka. Dzieciom się wpaja, że człowiek fotografujący to ktoś zły.

A zdjęcie skojarzyły z mediami społecznościowymi. Może nie wiedzą, że istnieje ktoś taki jak zawodowy fotograf?

Robienie zdjęć smartfonami i małymi aparatami fotograficznymi doprowadziło do tego, że wszystkich traktuje się jak fotografów. To ogromna zmiana. A dzieci rzeczywiście mogą mieć wrażenie, że zdjęcia robi się tylko po to, by umieścić je na Facebooku.

Zdarzyło się panu kiedyś nie opublikować zdjęcia, bo mogłoby ono kogoś zranić, sprawić mu przykrość?

Wiele razy. Robię zdjęcia, myśląc o świecie pozytywnie, a nie zastanawiając się nad tym, by komuś zaszkodzić. Jeśli się zdarza, że za bardzo wkraczam w prywatność, smutek, tragedię, to zawsze mogę się wycofać. To kwestia wyczucia. Często fotografowałem ludzi w sytuacjach religijnych. Starałem się nie robić zdjęć katolikom podczas sakramentu komunii świętej, uważałem, że to moment prywatny. Nawet w ostatni dzień

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Chris Niedenthal - ur. 1950, fotograf. Dokumentował upadek komunizmu w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Jako pierwszy zrobił zdjęcia strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r., fotografował także stan wojenny. Współpracował z magazynami "Newsweek", "Time" i "Forbes". W 1986 r. otrzymał nagrodę World Press Photo za portret Jánosa Kádára. Urodził się w polskiej rodzinie w Londynie, w Warszawie mieszka od 1973 roku. Pierwszy aparat dostał jako jedenastolatek, w nagrodę za zdanie egzaminu. (wszystkie teksty tego autora)

Paulina Wilk - ur. 1980, reportażystka, dziennikarka, eseistka. Autorka książki "Lalki w ogniu. Opowieści z Indii", nominowanej do Nagrody Literackiej Nike 2012 i wyróżnionej nagrodą Bursztynowego Motyla im. Arkadego Fiedlera dla najlepszej książki podróżniczej 2011 r. Specjalizuje się w problemach Azji i kulturze współczesnej. Od 2003 do 2011 roku dziennikarka "Rzeczpospolitej". Współpracuje m.in. z tygodnikiem "Uważam Rze", magazynem "Kontynenty" i TVP Kultura. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

PRAWDOPODOBIEŃSTWO PRZYJAŹNI

WSZYSTKO ROZPROSZONE

CZĄSTKI ODNALEZIONE

NIEWIDZIALNA NIĆ

DO ŚWIĄTYNI PRZEZ TARG


komentarze



Facebook