KIEDY WSZYSTKO SIĘ WALI
Skoro niewinni cierpią, a złoczyńcom świetnie się powodzi, to gdzie tu logika? Może Bóg nie panuje nad swoim stworzeniem pełnym chaosu? Po co się starać być prawym i doskonałym, jeśli nie idzie za tym szczęście na ziemi?

FOT. SÉRGIO ROLA / UNSPLASH.COM


Za jakie grzechy? Dlaczego mnie to spotkało? Pytania te nie są obce nikomu, kto doświadczył bezsilności, kto stracił pracę lub współmałżonka, na kogo spadło nieszczęście ciężkiej choroby lub utraty dorobku całego życia. Chciałby płakać, wołać do Boga, lecz i na to nie zawsze starcza mu sił.

Hiob, bohater jednej z najbardziej dramatycznych ksiąg Starego Testamentu, nie złorzeczy Bogu z powodu tego, co go spotkało, ale nie może się pogodzić ze swoim losem. Przyzywa Boga swoim bólem, skarży się nie po to, by Go oskarżyć, lecz by pojąć, zrozumieć, dowiedzieć się, dlaczego cierpi. Wołanie Hioba do Boga to nie użalanie się nad sobą, lecz wyraz rozpaczy, a zarazem nadziei, że Bóg przyjdzie z pomocą. Hiob, lamentując, nazywa swoje cierpienie i przez to doznaje pewnej ulgi.

To, co nazwane, staje się mniej straszne

Niektórzy ludzie, czekając na diagnozę lekarską, mówią, że wolą najbardziej brutalną prawdę niż niepewność. Chcą wiedzieć, co im jest, by przygotować się na najgorsze. Inni do końca próbują się oszukiwać i wolą być oszukiwani. Ale czy niewiedza przynosi ulgę? Okrucieństwo i groteskę takiego kłamstwa opisuje Lew Tołstoj w opowiadaniu Śmierć Iwana Iljicza.

To kłamstwo męczyło go, męczyło i to, że nikt nie chciał się przyznać do tego, o czym wszyscy wiedzieli i o czym on wiedział, i że chciano go oszukiwać w jego okropnej sytuacji; chciano go oszukiwać i zmuszano go do brania udziału w tym kłamstwie. Kłamstwo, kłamstwo, to okłamywanie go w przededniu śmierci, kłamstwo, które sprowadzało ten straszny uroczysty akt śmierci do poziomu tych wszystkich ich wizyt, firanek, jesiotrów… było straszną męczarnią dla Iwana Iljicza. I rzecz dziwna, wiele razy, kiedy tamci wyczyniali te błazeństwa, był o włos od tego, aby zawołać do nich: przestańcie kłamać, i wy wiecie, i ja wiem, że umieram, więc przynajmniej przestańcie kłamać. Ale nigdy nie miał dość odwagi, aby tak zrobić1.

Gdy przed wielu laty lekarz skierował mnie do szpitala na obserwację, powiedział, że to, co mnie boli, może okazać się czymś poważnym, dlatego najlepiej od razu przyjrzeć się temu z bliska. Podczas porannego obchodu lekarz dyżurny nie chciał mi nic powiedzieć. Ból nie ustępował. Pielęgniarka zawiozła mnie na badania. Krew, mocz, a potem jeszcze biała maź do przełknięcia, rentgen, mało przyjemna sonda… I czekanie na wyniki. Do bólu można się przyzwyczaić, ale nie do niepewności. A gdy już wiemy, że przyjdzie najgorsze, zaczynamy rozmawiać z Bogiem, tak szczerze, jak być może nigdy w życiu nie rozmawialiśmy.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Żmudziński SJ - ur. 1961, jezuita, teolog biblijny i pedagog, dyrektor Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe, redaktor naczelny kwartalnika "Być dla innych". Mieszka w Warszawie-Falenicy. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Po latach w Prudniku

Pasterz (III)

Potyczka ducha z rynkową materią

WYSPY KOŚCIÓŁKOWEJ POPRAWNOŚCI

Tęsknota i przyjaźń (2)


komentarze



Facebook