RYZYKO UZALEŻNIENIA
Człowiek ma obowiązek działania w zgodzie z własnym sumieniem. Głos Kościoła jest bardzo ważny i powinien być przez człowieka uwzględniany, ale Kościół "zatrzymuje się przed sanktuarium sumienia". Na tym polega dramat człowieka.

FOT. VADIM SHERBAKOV / UNSPLASH.COM


Marcin Gutowski: „Brać się za politykę czy nie?”. Takie pytanie zadał mi po wywiadzie pewien profesor politologii, któremu zaproponowano start w wyborach. Teoretykiem jest świetnym, ale coś mu podpowiadało, że nie powinien mieć do czynienia z praktyką. Chyba nie jest odosobniony w tej intuicji.

ks. prof. Piotr Mazurkiewicz: To prawda, wielu ludzi ma takie przekonanie.

Czy to znaczy, że polityka nie jest dla ludzi, którzy mają sumienie?

W adhortacji Christifideles laici Jan Paweł II pisze o obowiązku zajmowania się polityką przez katolików.

Obowiązku?

Tak. Mowa jest jednak nie o polityce partyjnej, ale o polityce rozumianej jako podejmowanie odpowiedzialności za życie społeczne. Papież przywołuje całą listę argumentów, które są wytaczane przeciwko takiemu zaangażowaniu. Jednym z nich jest przekonanie, że w polityce nie da się zachować czystego sumienia. To za mało, by się wycofać z polityki – konkluduje Ojciec Święty.

Pamiętam przedwyborcze spotkanie kilka lat temu, w którym brali udział dwaj kandydaci postrzegani jako konserwatywni: Jarosław Gowin i Ryszard Legutko. Ktoś z sali zadał im pytanie, czy polityk może nie kłamać. Odpowiedzi były odmienne. Tylko jedna z nich była prawdziwa. Która?

Cóż, prestiż społeczny zawodu polityka nie jest najwyższy. Z drugiej jednak strony również politycy mają swojego świętego patrona. Niedawno przeżywaliśmy beatyfikację współczesnej austriackiej polityk Hildegardy Burjan. Według klasycznej definicji polityka to roztropna troska o dobro wspólne. Kościół przypomina, że powinna być ona formą miłości.

To piękna definicja. Zapewne znał ją profesor, który obawiał się bezpośredniego kontaktu z polityczną praktyką. Ponowię pytanie, czy da się zachować czystość moralną w polityce?

Mam doświadczenie współpracy z politykami w Brukseli. Nie napawa ono wielkim optymizmem, jeśli chodzi o sposób funkcjonowania klasy politycznej, ale jednocześnie spotkałem tam wiele osób, które bardzo cenię. Jestem przekonany co do ich prawości. Wbrew pozorom nie są to wyjątki. Na ogół jednak nie zajmują one najważniejszych stanowisk partyjnych czy państwowych. Kryteria awansu w polityce w niewielkim tylko stopniu uwzględniają kwalifikacje etyczne.

Wynika z tego, że mijają tysiąclecia, a my się nie zmieniamy. Już Platon zauważał, że mędrcy i pragnący dobra wcale nie pragną władzy i się o nią nie ubiegają, choć to oni powinni ją sprawować. Z kolei sprawują ją często ci, którymi kieruje żądza bogactw. Uważał, że na czele państwa powinien stać filozof.

Gdy Platon próbował się angażować w praktykę polityczną, spotkała go banicja. Stało się tak dlatego, że filozofowie nie zawsze są dobrymi politykami. Polityka jest działalnością praktyczną, a nie tylko intelektualną. Wymaga posiadania dwóch cnót: mądrości i roztropności. Pierwsza jest teoretyczna, a druga praktyczna. Cnotą teoretyczną jest mądrość – trzeba wiedzieć, co jest dobre i co należałoby realizować. Drugą cnotą jest roztropność – trzeba potrafić to robić w praktyce. Nie zawsze te dwie cnoty idą w parze. Można mieć dobre chęci, jak wspomniany profesor, ale nie umieć wykorzystać możliwości. Z drugiej strony istnieje kategoria ludzi określanych jako „zwierzęta polityczne”, oni instynktownie wyczuwają, jak poruszać się w tej sferze, żeby być zawsze na wierzchu. Temu politycznemu sprytowi nie zawsze towarzyszy mądrość. James Madison mawiał, że gdyby ludzie byli aniołami, nie potrzebowaliby rządu, a gdyby światem rządzili aniołowie, nie byłyby potrzebne mechanizmy kontroli.

Władzy trzeba patrzeć na ręce, ale czy podskórne przekonanie wielu ludzi, że rządzą nimi raczej cwaniacy niż mędrcy, jest zgodne z rzeczywistością?

Gdyby tak było, nie świadczyłoby to dobrze o nas, którzyśmy tych ludzi wybrali w demokratycznych wyborach. Czasem jednak można odnieść wrażenie, że ludzie, którzy chcą trzymać się z dala od polityki, by zachować czyste sumienie, powierzają władzę tym, którzy – jak sądzą – skutecznie będą zabiegać o ich interesy, nie zważając na jakiekolwiek skrupuły moralne. Uważają politykę za brudną, lecz konieczną działalność, a polityków zatrudniają tak, jak wynajmuje się ludzi do wywozu nieczystości. To bardzo przewrotny sposób myślenia. Na pewno nie ma on nic wspólnego z zachowaniem czystych rąk. Karl Jaspers pytał o odpowiedzialność polityczną wszystkich Niemców za zbrodnie Trzeciej Rzeszy. W sensie odpowiedzialności moralnej i politycznej można ją przypisać – zdaniem Jaspersa – także tym, którzy w sytuacji katastrofy nic nie zrobili.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Piotr Mazurkiewicz - ur. 1960, święcenia kapłańskie przyjął w 1988 roku, profesor UKSW; specjalista w zakresie europeistyki, filozofii polityki, katolickiej nauki społecznej, etyki społecznej i politycznej; w latach 2008-2012 był sekretarzem generalnym Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej; mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Marcin Gutowski - ur. 1983, absolwent Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Od 2006 roku reporter związany z Programem III Polskiego Radia. Prowadzi autorski program "Przyciasny beret". W 2015 roku wydał zbiór kilkuset rozmów i reportaży "Święta ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny". Jest żonaty, ma dwie córki. Mieszka pod Warszawą. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Zatrzymać ruchome piaski


komentarze



Facebook