CZEKAJĄC NA ŻYCIE
Nie da się pogodzić antykoncepcji z troską o płodność. To się wyklucza. Nie można być lekarzem, który zajmuje się naprawianiem kobiecej płodności i jednocześnie ją niszczy.

Katarzyna Kolska: Chciałabym zacząć osobiście…

Przemysław Binkiewicz: Bardzo proszę.

Ile ma pan dzieci?

Ośmioro. I dwójkę w niebie.

Dużo.

Czujemy z żoną pewien niedosyt. Dwie ostatnie ciąże skończyły się niepowodzeniem, dwa razy żona straciła dziecko, ale nie przestaliśmy być otwarci na życie, mimo że mamy już swoje lata. Nasza najstarsza córka wyszła za mąż.

Wyobraża pan sobie, że tych dzieci nie ma?

Zostaliśmy z żoną obdarowani potomstwem, więc nigdy nie musiałem sobie zadawać pytania, co by było, gdybyśmy tych dzieci nie mieli. Ale spotykam ludzi, którzy nie mają dzieci, albo mają olbrzymie kłopoty z ich poczęciem, czekają na ich narodzenie wiele lat. Wiem, co przeżywają.

Ogromny brak.

A mogliby spojrzeć na swoją bezdzietność jako na dar od Pana Boga.

Łatwo powiedzieć, gdy się ma ośmioro dzieci.

Wcale nie jest łatwo, bo mając tak liczną rodzinę, człowiek żyje właściwie tylko dla niej. Dzieci determinują wszystkie sfery życia człowieka. Trzeba zrezygnować z bardzo wielu różnych przyjemności i aktywności i myśleć o tym, żeby dostosować się do potrzeb innych. Ludzie, którzy nie mają dzieci, mają zupełnie inne możliwości. Mogą tę swoją bezdzietność przeżyć bardzo owocnie, zrobić coś dobrego dla innych. I nie mam tu na myśli wyłącznie adopcji.

Często staje pan przed koniecznością powiedzenia kobiecie, że nie urodzi dziecka?

Wyjątkowo rzadko. Takie sytuacje są efektem chorób onkologicznych lub innych zabiegów, które powodują trwałe ubezpłodnienie jednego z małżonków. Zwykle ci ludzie mają świadomość swojej ułomności w tym względzie.

Mówi się, że co piąta para ma problemy z poczęciem potomstwa.

To są nieprawdziwe statystyki. Poważne badania naukowe mówią o co najwyżej pięcioprocentowym odsetku małżeństw, które nie mogą w biologiczny sposób posiadać dzieci, albo mają z tym trudności, co oznacza, że dotyczy to co dwudziestego małżeństwa. Jestem pewny, że większość par, które przedwcześnie stają się klientami klinik in vitro i dla których kończy się to sukcesem, byłaby biologicznymi rodzicami, gdyby trochę dłużej poczekali.

Dłużej, czyli ile? Zegar biologiczny tyka.

U większości kobiet zegar biologiczny tyka na ich własne życzenie – zaczynają starania o potomstwo o dziesięć lat za późno, a więc już na starcie są o dziesięć lat do tyłu.

A kiedy w takim razie powinny zacząć?

Wtedy, kiedy znajdą męża. Poczęcia potomstwa nie można odkładać na później, gdy już zrobimy karierę i zarobimy dużo pieniędzy.

A jeśli chodzi o wiek? Bo mówi pan: Dziesięć lat za późno.

No tak. Bo młode kobiety z reguły rodzą dzieci bez większych problemów, unikają również konieczności robienia niepotrzebnych cięć cesarskich. Dobry wiek, żeby zacząć myśleć o potomstwie, to moim zdaniem

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Przemysław Binkiewicz - ur. 1969, doktor nauk medycznych, specjalista chorób kobiecych i położnictwa, konsultant medyczny naprotechnologii, od 2005 roku ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w Pyskowicach na Śląsku. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Nie ma życia na parafii

Minuta trwa całe wieki

TO NIE ICH WINA

Sześćdziesiąt minut

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook