ŻYCIE BEZUŻYTECZNE
Jesteśmy tu dla Kogoś, łączy nas wspólny cel. Tym celem jest wielbienie Boga i my sobie to wzajemnie umożliwiamy. Gdy jedna słabnie, to druga ją podpiera.

Siostra Dominika Sokołowska OP w klasztornym ogrodzie. Święta Anna koło Częstochowy FOT. ARCHIWUM KLASZTORU


Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Ile metrów ma siostry przestrzeń życiowa?

Dominika Sokołowska OP: Trudno mi dokładnie określić.

Dużo czy mało?

Jak na siostry klauzurowe, to dużo. Nasze siostry w klasztorze na krakowskim Gródku mają zdecydowanie mniej.

A z perspektywy zwykłego człowieka?

Mogę powiedzieć, że – pomijając metry – jest to bardzo wielka przestrzeń. Bo to jest otwarcie się na świat.

Otwarcie na świat? Przecież oddzielacie się od tego świata kratą!

Krata i mur to tylko pewne ograniczenie przestrzeni. Gdy się wyjdzie do ogrodu, widać niebo. W pionie przestrzeń jest nieskończona i nieograniczona kratą czy murem.

Kratą się oddzielamy od kogoś, kogo się boimy, kto nam zagraża.

I taka jest geneza tej kraty. Zakon mniszek dominikańskich powstał w XIII wieku. To były czasy barbarzyńców i najazdów. Samotnie mieszkające kobiety nie miały żadnej możliwości obrony, tym bardziej że wiadomo, czego tacy barbarzyńcy czy najeźdźcy mogli chcieć od kobiet. Więc mury i kraty powstały w celu obrony. Później dorobiono do tego teologię oddzielenia od świata, od którego mniszka odchodziła i zamykała się z innymi po to, żeby się modlić. To oddzielenie ma dać mi wolność. Dopiero wtedy mogę zobaczyć, jak bardzo jestem uwikłana w różne swoje problemy. Nikt mnie tu na siłę nie zamykał, sama to wybrałam. To jest moja przestrzeń, mój dom, moje życie.

Po co się zostaje mniszką?

Raczej powiedziałabym, dla Kogo się zostaje mniszką. To jest po prostu powołanie. Człowiek idzie do zakonu dla Pana Boga i niczego więcej nie powinien oczekiwać.

I trzeba iść aż tak radykalnie?

Każde życie wymaga radykalności. Jeśli pani wybiera męża, to koniec z innymi. Tylu panów może się pani podobać, ale pani już wybrała tego jednego, inni są nieważni, już pani nie dyskutuje z sobą na ten temat. Podobnie jest tutaj. My zostawiamy wszystkie inne możliwości dla Pana Boga. Myślę, że radykalizm jest kwestią sposobu na życie. Wejście za klauzurę zewnętrznie jest radykalne, natomiast można się tu naprawdę bardzo wygodnie urządzić.

Nawet za kratą?

Oczywiście. I to jest niebezpieczne. Jeśli któryś z ascetów w najlepszej wierze i w postanowieniu pokuty decydował się spać na podłodze, to tak długo się układał, aż się wygodnie umościł. Taką mamy naturę. Człowiek gorliwy kładzie na ołtarzu ofiarnym wszystko, siebie samego, a potem po cichutku to i owo z tego ołtarza zabiera.

Mniszka zostawia wszystko dla Pana Boga. Czym było to „wszystko” w siostry wypadku?

Zostawiłam rodzinę – tę, którą miałam – i plany rodzinne na przyszłość. No i pracę. Nic więcej nie posiadałam.

Gdzie siostra pracowała?

Na Politechnice Śląskiej jako asystentka. Z wykształcenia jestem fizykiem.

Co było najtrudniej zostawić?

Góry i młodzież. Bardzo lubiłam pracę dydaktyczną ze studentami. A góry to było miejsce, w którym spotkałam Pana Boga, więc szkoda mi było, że do nich nie wrócę. Ale wróciłam. Pomógł mi w tym Jan Paweł II. Kiedy przyjechał pierwszy raz na pielgrzymkę do Polski, dostałyśmy pozwolenie na opuszczenie klauzury. Najpierw pojechałyśmy do Krakowa, bo tam było spotkanie z mniszkami, a na drugi dzień do Nowego Targu. Wybrałyśmy się w piątkę, nie miałyśmy żadnych biletów ani przepustek i cudem udało się nam dotrzeć prawie pod sam ołtarz. Gór niestety nie zobaczyłam, bo były zamglone, ale to, że mogłam tam być, zupełnie mi wystarczyło. Potem jeszcze raz miałam szansę znaleźć się w Tatrach.

Czytamy w Księdze Rodzaju, że wszystko, co Pan Bóg stworzył, było dobre. A wy to dobro zostawiacie, w jakiś sposób je negujecie.

Zostawiamy dla dobra najwyższego! A poza tym my go wcale nie negujemy. My je cenimy, jak nie wiem co. Będąc z dala od możliwości światowych, bardziej doceniamy to, co Pan Bóg stworzył. Wyrabia się w nas pewna wrażliwość na drugiego człowieka, na jego piękno, na wdzięk, na kolor, na stworzenie. Kot może być koślawy i drapieżny, ale i tak zachwyca.

Tego drugiego człowieka to mało siostry tu mają.

Mało?! Dwadzieścia pięć pod jednym dachem. A kiedy zaczynałam, było nas 40. Potem było nas 48 i przyszedł czas, że trzeba było zbudować nowy dom. Właśnie wtedy powstał klasztor w Radoniach pod Warszawą.

Uczymy się siebie stale, co rusz odkrywając słabość, ale też i piękno drugiego człowieka.

Macie siebie czasami dosyć?

Zdecydowanie.

I co wtedy?

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


s. Dominika Sokołowska - mniszka dominikańska, przeorysza klasztoru w Świętej Annie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

POPROSZĘ KILO MARCHEWKI

Matka nie swoich dzieci

Sześćdziesiąt minut

KTO JE UKRADŁ?

PO KROPCE


komentarze



Facebook