NIEDOCZEKANIE
Wyobraźmy sobie, że Symeon się nie doczekał. Jezus się nie urodził. Jakie by to stawiało pytania? Jaki kolejny dylemat dopisany by został do naszych rozterek wobec Abrahamów i Hiobów?

FOT. BENJAMIN BALÁZS/UNSPLASH.COM


O czekaniu wiem głównie tyle, że się nie mogę doczekać.

Niczego. Dobrego ani złego.

We wszystkim, co mnie czeka – w oczekiwaniu na to, co mnie czeka lub czeka na mnie – jestem jak dziecko, które dopytuje „kiedy dojedziemy?”.

Żeby tylko to już była ta chwila, jestem gotowy na wszystko. Nawet na zabicie czasu. Na zbrodnię na sobie samym. Na morderstwo, które skróci mi życie, pozbawi wszystkiego niewyobrażalnego, o które mogłoby być bogatsze. Na przykład o miłość, której się już nie spodziewam. Albo o zadośćuczynienie tym, których skrzywdziłem. O wyrażoną wdzięczność.

*

Może nie pisałbym o tym tak otwarcie, bezwstydnie, gdyby nie świadomość, że dotyczy to bardzo wielu – nieumiejętność czekania.

Weźmy podróż pociągiem.

Wśród ludzkich sylwetek, które mnie fascynują – nie ludzi konkretnych, których znam z imienia i nazwiska, lecz ludzkich typów – jedną z najważniejszych, najbardziej wyrazistych, zawsze była sylwetka mężczyzny i kobiety, którzy potrafią siedzieć na swoim miejscu i czekać na docelową stację. Na ogół (choć wydaje mi się, że zawsze) byli niemłodzi, bardzo szczupli, wręcz wysuszeni do kości, i schludni. W dodatku skromni i metodyczni. Mieli (i mają, bo ten typ człowieka 56 lat po moim urodzeniu wciąż jeździ pociągiem) kanapkę i termos z herbatą.

Ważny jest ten ich opis. Świadczy o cechach koniecznych, jak sądzę, do tego, by czekać z godnością. Czekać, odliczając przydrożne drzewa, domy i chmury, jak koraliki różańca.

A ja, zazdroszcząc im i podziwiając, nie potrafiłem czekać. Nie potrafię. Szedłem do Warsu. Jadłem i piłem. Czytałem gazetę. Unosiłem wzrok i widziałem, że po godzinie, dwóch, czterech oni wciąż siedzą tak samo. Schludni, ułożeni. Jak gdyby na czas podróży wstępowali do konserwującej kapsuły.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jarosław Mikołajewski - ur. 1960, poeta, tłumacz z języka włoskiego, eseista, reporter. W latach 2006-2012 dyrektor Instytutu Polskiego w Rzymie. Ostatnio wydał "Wielki przypływ" reportaż o włoskiej wyspie Lampedusa, tom poetycki "Żebrak" i książkę dla dzieci "Wędrówka Nabu". Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

POKÓJ

SĄD OSTATECZNY

RZYM JEST SZKOŁĄ WYRZECZEŃ

DOKTOR Z LAMPEDUSY

POZORNY ROZEJM JANA ZAPOLSKIEGO


komentarze



Facebook