POLSKA JEST NASZA
Musimy wszyscy zobaczyć, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni w naszej agresji i w ostatecznym rachunku: w naszej niedoli. Potrzebujemy wszyscy chrześcijańskiego miłosierdzia. Dzięki niemu jesteśmy w stanie wykroczyć poza siebie.

Tomasz Maćkowiak: Mam wrażenie, że tocząc spory w życiu publicznym, jesteśmy dziś dużo bardziej bezwzględni wobec naszych przeciwników niż kiedyś.

Michał Łuczewski: Ma pan rację, agresja jest większa, a szacunku dla przeciwnika coraz mniej. W Polsce jest to szczególnie widoczne, bo w ostatnich latach zmieniły się linie podziałów społecznych. Kiedyś ta linia przebiegała między komunistami i społeczeństwem i nikt nie oczekiwał, że obie strony będą sobie okazywały jakiś szczególny szacunek.

Podział był oczywisty: władza nie szanowała obywatela, a obywatel nie szanował władzy. Tyle że ten podział już nie istnieje. Teraz jest nowa linia, która dzieli nas w dużo bardziej dotkliwy sposób: nie szanują się nawzajem i obywatele, i ludzie władzy. Być może dlatego intensywniej ten podział odczuwamy. Podzielone są elity pochodzące z tego samego pnia. A konflikt jest chyba znacznie bardziej radykalny niż ten wcześniejszy, z komunistami. On dotyka też społeczeństwa. Przy okazji kolejnych demonstracji, takich jak czarny marsz czy marsz niepodległościwidać, jak szybko wzajemny szacunek jest wycofywany. To teraz towar deficytowy.

Dlaczego?

Bo różnice między nami się zatarły. Elitom postsolidarnościowym, które budowały III RP, dysponując aparatem władzy i instytucjami zaufania publicznego, takimi jak media, wydawało się, że będą zajmowały pozycję elit na stałe. Tymczasem ich pozycja została podważona po zwycięstwie braci Kaczyńskich w 2005 roku, a potem po ostatnim zwycięstwie obozu politycznego PiS. Te kontrelity są też elitami postsolidarnościowymi i sięgają do tych samych źródeł legitymizacji władzy. Stąd konflikt.

Ale przecież to są po prostu dwa obozy polityczne. Elity jednego obozu i elity drugiego obozu mają różne pomysły i chcą je realizować, więc to naturalne, że będą się kłóciły.

Tak jest w demokracji. Moje pytanie brzmi: Dlaczego oni się żrą bardziej niż ich poprzednicy? Tego nie rozumiem.

Jeśli jest jakaś jedna socjologiczna prawda, to ta, że agresja i przemoc pojawiają się tam, gdzie rozchwianiu uległy dotychczasowe hierarchie i reguły. W takiej sytuacji jesteśmy właśnie od roku. Dziś nie ma jasnych społecznych podziałów, nie ma hierarchii, doszło do przemieszania elit i nie wiadomo, czy dawne elity są jeszcze elitami, czy już nie, albo czy nowe elity są już elitami, czy jeszcze nie. Zwaśnione partie muszą być ze sobą w większym konflikcie, bo realne różnice między nimi są mniejsze niż te, które występowały wcześniej.

Czyli ten konflikt jest pozorny? Albo sztucznie generowany?

Jego intensywność jest większa, gdyż to nie tylko konflikt o zasoby: kapitał ekonomiczny i wpływy polityczne, ale o pomysł na Polskę. Jeśli PiS zrealizuje swoje reformy, odbierze w ten sposób legitymizację całej III RP; jeśli mu się nie powiedzie, zniknie ze sceny politycznej, a III RP tryumfalnie powróci. To konflikt o kształt życia publicznego, o nowe zasady rozdziału uznania społecznego, a czasem także o własne przeżycie. Kluczową rolę odegrała tutaj także katastrofa smoleńska, która wykopała przepaść między dwoma obozami. Dotąd nierozstrzygnięta została kwestia odpowiedzialności za katastrofę: prawnej, politycznej i moralnej.

Dziennikarze narzekają, że spora część konfliktów jest generowana i wymyślana w firmach public relations, pracujących na zlecenie rozmaitych środowisk politycznych.

Nie wierzę w to. Naturalnym stanem społecznym jest stan wojny wszystkich ze wszystkimi.

Po 1989 roku postsolidarnościowe elity stworzyły III RP i weszły w miejsce komunistów, zajmując najwyższe pozycje w społeczeństwie. Komuniści byli kolonizatorami, mieli władzę i siłę, ale społeczeństwo nimi pogardzało. W takie koleiny weszli ludzie władzy po 1989 roku.

Czuli się trochę jak nietzscheańscy nadludzie – obaliliśmy komunizm, budujemy demokrację, weszliśmy do NATO, weszliśmy do Unii! Jesteśmy wszechmocni!

W taki sposób, za pomocą takiej retoryki dawna opozycja budowała swoją legitymację. I obiecywała: Było źle, a jest dobrze i dzięki nam będzie coraz lepiej! To była pierwsza „dobra zmiana” – legitymizuje nas nie przeszłość, nie nasze osiągnięcia, nie to, co zrobiliśmy, ale przyszłość – to, co będzie. W dodatku oni nie czuli tej narastającej niechęci do siebie. A ona musiała narastać.

Na pewno? Ludzie nie czuli wdzięczności albo przynajmniej uznania?

Myślę, że czuli coraz mniej. Według mnie bardzo dobrze pokazuje to protest przeciw nowej władzy pod hasłem: „Nie oddamy wam kultury!”. Czym w tej perspektywie jest „kultura”? To jest coś, co „my” mamy i nie chcemy „wam” tego oddać. To do nas „należy”, bo „my” to zrobiliśmy. I można kontynuować: Nie oddamy „wam” polityki, historii, nauki, mediów, sądów, społeczeństwa, przestrzeni publicznej. Niczego.

Nie sposób nie zauważyć, ile w tym myśleniu jest poczucia wyższości. Tak może mówić środowisko, które uważa, że jest właścicielem kraju. A kiedy coś traci, natychmiast reaguje agresją. Dotyczy to wszystkich sfer naszego życia. Nawet Andrzej Rzepliński, nobliwy profesor i wyrafinowany intelektualista, bardzo szybko zaczął używać retoryki działacza politycznego.

A może on tak reaguje na to, co nowa władza chce zrobić z Trybunałem Konstytucyjnym? Broni instytucji państwowych przed agresywną władzą wykonawczą?

Ja tego nie chcę oceniać. Opisuję ten proces w kategoriach socjologicznych. Chodzi mi o to, jak łatwe jest przejście od roli przedstawiciela elit, człowieka szacownego, elegancko się wyrażającego, do agresywnej retoryki.

Przyznam, że u Rzeplińskiego

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Michał Łuczewski - ur. 1978, socjolog, psycholog, metodolog, adiunkt w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, kierownik badań Centrum Myśli Jana Pawła II. Ostatnio wydał "Odwieczny naród. Polak i katolik w Żmiącej". (wszystkie teksty tego autora)

Tomasz Maćkowiak - ur. 1967, absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza (filologia polska), obecnie doktorant w Instytucie Filologii Słowiańskiej UAM. Były korespondent Gazety Wyborczej w Pradze, dziennikarz, związany m.in. z "Gazetą Wyborczą", tygodnikami "Newsweek Polska", "Forum" i "Polityka". (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

WINA I NAWRÓCENIE

Pośmiertne losy kozła ofiarnego

Pociągi kursowały punktualnie


komentarze



Facebook