Archwium > Numer 521 (01/2017) > Początki chrześcijaństwa > CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT

CODZIENNOŚĆ PIERWSZYCH WSPÓLNOT
Spotykali się w niedzielę w prywatnych domach. Jedna liturgia jednoczyła i gromadziła całą gminę. Pilnowano, żeby na Eucharystię nie przedostał się nikt niepowołany.

Maciej Müller: Kiedy słyszy ksiądz profesor, że ktoś mówi: „Już w pierwotnym Kościele”...

ks. prof. Marek Starowieyski: ...to doskonale wiem, że padnie jakieś głupstwo. I rzadko kiedy się zawodzę. Niestety, znajomość historii starożytnej, w tym starożytnego Kościoła, jest dość nikła. W efekcie obserwuję dwie tendencje: pierwsza to „archeologizacja” Kościoła – przekonanie, że wszystko, co było dawniej, jest wspaniałe i należy do tego wrócić. A druga to rwanie do przodu i deptanie wszystkiego, co było dawniej. Jedno i drugie podejście jest niemądre. Kościół jest ciałem żywym, ma oczywiście swoją przeszłość, która rzutuje na stan obecny. Nie możemy jednak się zamykać tylko w dawnych formach, najbardziej nawet czcigodnych, ale nieprzystających do rzeczywistości, a równocześnie nie można niszczyć wszystkiego, co było dawniej, bo w ten sposób odcinamy się od korzeni.

Obserwuje ksiądz profesor instrumentalne podchodzenie do pierwotnego Kościoła?

Jak najbardziej. Robią to zarówno tzw. katolicy tradycyjni, jak i tzw. postępowi (czyli soborowi). Jedni i drudzy zazwyczaj niewiele wiedzą, ale chętnie wedle swoich tez piszą historię starożytnego Kościoła.

Niedawno pewien pobożny bloger napisał tak: „Największy biblista w dziejach Kościoła, św. Hieronim, podał chyba najważniejszą zasadę odnośnie do czytania tej Księgi: Trzeba ją odczytywać »w tym samym duchu, w jakim została napisana«. Niestety, przez ignorancję ludzką i działanie złego ducha ta najważniejsza zasada jest jednocześnie najczęściej łamana”. To chyba przykład bezkrytycznego podejścia do spuścizny wczesnego Kościoła?

Zależy, jak to zrozumiemy. Bloger miał dużo racji, jeśli myślał o poznaniu czasów i ducha, w którym Biblia została napisana. A o nich często dziś wiemy więcej niż św. Hieronim. Dały nam to wieki biblistyki. Ale św. Hieronim wiedział też coś, o czym często zapominają współcześni bibliści: że Pismo Święte jest listem Boga do ludzi, że jest święte i że obok metody krytycznej i filologicznej istnieje jeszcze inny sposób wgłębienia się w jego treść: przez modlitwę i ascezę, a także wnikanie w treść Księgi czytanej w czasie „łamania chleba”, czyli w czasie liturgii. Ale tych metod, niestety, nie uczą na Biblicum…

Ksiądz nie ukrywa w swoich artykułach, że w pismach ojców spotyka się głupstwa, a w katakumbach malowidła bywały kiepskie.

Oczywiście. Dlaczego to ukrywać? W katakumbach grzebali swoich zmarłych w większości ludzie bardzo prości, którzy chcieli jakoś wyrazić swoją wiarę. Ich malunki są wzruszające, mają ogromną wartość archeologiczną, ale artystycznie znikomą. Jeśli zaś chodzi o literaturę okresu patrystycznego, to wspominam rozmowę z prof. Christine Mohrmann, twórczynią szkoły filologicznej w Nijmegen, która powiedziała: „Osiemdziesiąt procent pism okresu patrystycznego jest niewiele warte, ale reszta to – jak powiedziała z zachwytem – ho, ho”! Bierzmy więc z nich to, co dobre i piękne, a zostawmy w spokoju głupstwa, których nie brak. Podejrzewam, że taką samą proporcję moglibyśmy znaleźć w teologii współczesnej…

Cofnijmy się do samych początków chrześcijaństwa. Podkreśla ksiądz profesor, że padło ono na glebę spulchnioną. Czy świat rzeczywiście czekał na religię uniwersalną, monoteistyczną?

To była bardzo religijna epoka. Nieczęsto w kulturze śródziemnomorskiej można było zobaczyć aż taką potrzebę poszukiwań kontaktu z Bogiem u ludzi, którym nie wystarczały religia grecka i rzymska. Stąd ogromne powodzenie religii misteryjnych, które przypomniały rolę ofiary duchowej łączącej się z materialną, potrzebę modlitwy, którą człowiek dosięga bóstwo. One to spulchniały glebę dusz pod nową religię, one mówiły o powszechnym zbawieniu wszystkich; one stanowiły owo praeparatio Evangelica (przygotowanie do Ewangelii), co tak pięknie pokazuje w swych książkach Anna Świderkówna. Świat był przygotowany na Ewangelię, tęsknił za wartościami, które ona niosła.

Czy judaizm nie mógł spełniać tej funkcji?

Próbował. Na przełomie er, mniej więcej do połowy II wieku, judaizm otwierał się na świat. Trwało to jednak zbyt krótko, żeby wywołać trwały efekt – mimo że prozelici żydowscy trafili nawet na dwór cesarski. Żydzi ponownie zamknęli się na świat po dwóch wielkich tragediach – zniszczeniu Świątyni Jerozolimskiej w 70 roku i przegranym powstaniu Bar-Kochby w 135 roku.

Skoro świat tak czekał na chrześcijaństwo, to dlaczego stosunkowo szybko się pojawiła ostra kontra wobec tej religii,

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marek Starowieyski - ur. 1937, kapłan archidiecezji warszawskiej, profesor nauk teologicznych, specjalizujący się w historii wczesnego chrześcijaństwa i patrologii, jest emerytowanym wykładowcą Instytutu Filologii Klasycznej Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładał też m.in. w Papieskim Instytucie Patrystycznym Augustinianum oraz w Papieskim Instytucie Wschodnim w Rzymie. Obecnie jest profesorem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie. Autor wielu książek i artykułów naukowych i popularnonaukowych; ostatnio wydał "Z historii wczesnego chrześcijaństwa" (Petrus, Kraków 2015). (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

O książce katolickiej myśli kilka

Odbudować mosty

PODOBNI DO MAŁPY

NAPRAWIANIE KOŚCIOŁA

CZY BOZIA SIĘ POGNIEWA?


komentarze



Facebook