ŻYCIE W UMIARZE
Człowiek skromny potrafi docenić swoje namiętności, nie wypierać się ich, lecz kierować nimi tak, by w pełni rozwijać swoją osobowość. Skromność jest więc umiarem, który cechuje ludzi sytych.

Jakiś czas temu natrafiłam na artykuł o przygotowaniach do pierwszej komunii. Jedna z matek zaalarmowała dyrekcję szkoły, a następnie prasę, zbulwersowana treścią pytań w rachunku sumienia, który jej córka otrzymała od szkolnej katechetki. Dziewczynka nie rozumiała, co oznaczają „nieskromne zabawy”, przyszła więc do mamy. Ta zaś odkryła, że w ramach przygotowań do spowiedzi ośmioletnie dzieci pytane są m.in. o to, czy bawiły się w nieskromne zabawy z kolegą/koleżanką, czy oglądały filmy niedozwolone dla dzieci, czy zachowywały się nieskromnie przy ubieraniu/rozbieraniu, czy malowały i oglądały nieskromne obrazki?

Rozumiem wściekłość matki. Sama mam ośmioletnią córkę i wiem, że takie pytania wzbudziłyby w niej niepotrzebny niepokój i zamęt. Jeśli ośmiolatek (lub młodsze dziecko) ma doświadczenia, które dają się opisać jako „nieskromne”, jest to oznaką, że doświadczył nadużycia ze strony starszych dzieci lub – co jeszcze gorsze – ze strony dorosłych. Z pewnością nie odkrył takich rówieśniczych zabaw sam z siebie. Dzieci bardzo szybko zyskują świadomość płciowości. Ich świat składa się z dziewczynek i chłopców, kobiet i mężczyzn, mam i tatusiów, babć i dziadków, koleżanek i kolegów. Jednak choć doskonale wyczuwają różnice między płciami i te różnice silnie wpływają na relacje, to umiejętność odczytywania pewnych pobudzeń, wrażeń, pragnień właśnie jako seksualnych rozwija się stopniowo. Konfrontowanie dzieci w tak delikatnym momencie z podobnymi pytaniami buduje fałszywe poczucie grzeszności i wstydu.

Podobne doświadczenia pamiętam z czasów mojej pierwszej spowiedzi. Starsze dzieci zorganizowały kiedyś zabawę w ślub i ustawiły mnie i mojego rówieśnika w roli młodej pary. Następnie powiedziały, że będziemy musieli się spowiadać z „nieczystych zabaw” – pamiętam, że padło wówczas właśnie to określenie. Dopiero jako dorosła kobieta zrozumiałam, jak wiele w naszym dziecięcym świecie było przejawów niewidocznych wtedy dla mnie nadużyć naszej niewinności, których doświadczyliśmy ze strony starszych koleżanek i kolegów. To wspomnienie pozwoliło mi jednak dostrzec przyczyny niepokoju związanego ze współczesną kulturą. Choć dziś dysponujemy znacznie lepszymi narzędziami rozpoznania rozmaitych form przemocy i programami ochrony dzieci i młodzieży, w praktyce nie potrafimy opanować tej siły, która pcha młodych ludzi do coraz wcześniejszej i bardziej brutalnej inicjacji. Kłopot polega bowiem na tym, że w kulturze, w której żyjemy, wszechobecne są tendencje do umasowienia i utowarowienia wszystkich aspektów życia, również tych najbardziej intymnych. Samo przeciwdziałanie konkretnym zachowaniom bez jednoczesnej pracy nad treścią kultury – znalezieniem nowych, adekwatnych do duchowości współczesnego człowieka sposobów ugruntowania bezinteresowności, samoograniczenia i wspólnoty, a zatem wartości radykalnie innych niż konsumpcyjne – jest nieskuteczne.

Na szczęście pojawiają się alternatywne ścieżki. 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominika Kozłowska - redaktor naczelna miesięcznika "Znak", doktor filozofii, publicystka, eseistka i działaczka społeczna, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Docenić dzieci, wspierać dorosłych

Shalom

"Pastores"

Obrońca u Boga

Tischner daje do myślenia


komentarze



Facebook