PRÓBA WIARY
"Milczenie", reżyseria: Martin Scorsese; występują: Andrew Garfield, Adam Driver, Liam Neeson, Tadanobu Asano, Ciarán Hinds. Japonia, Meksyk, USA, Włochy, Tajwan 2016, dystrybucja: Gutek Film.

Najnowszy film twórcy Ostatniego kuszenia Chrystusa powstawał niemal przez trzydzieści lat – reżyser wielokrotnie musiał przerywać prace z powodu braku funduszy. Udało się. Wreszcie możemy zobaczyć dramat historyczny o ogarniętej przemocą i prześladowaniami siedemnastowiecznej Japonii, do której przybywają dwaj jezuici z Portugalii, by głosić słowo Boże, a jednocześnie odnaleźć swojego dawnego mentora.

Niezwykły to film, niestroniący od scen przemocy; nie epatuje jednak okrucieństwem. Utrzymuje poetykę baśniowego snu, w którym się zanurzamy, by w otoczce Azji sprzed kilku wieków zadać ważne pytania o naszą wiarę.

I rzekł do nich: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! (Mk 16,15)

Poszli więc, a raczej popłynęli. W Japonii spotkali ludzi, którym chrześcijańskie poczucie więzi i wiara w Boga były bardzo potrzebne. Niestety, odizolowane od świata Królestwo Japonii rządziło się własnymi prawami i w niedługim czasie się okazało, że przybysze wraz z ich Bogiem nie są mile widziani. Strach rządzących był widać na tyle duży, że postanowili rozprawić się z wrogiem krwawo. Zaczęły się prześladowania.

Dwaj młodzi misjonarze, ojcowie Sebastião Rodrigues i Francisco Garupe, przybywają w tajemnicy do Japonii i w czasie poszukiwań swojego dawnego mistrza zostają wystawieni na najcięższą próbę. Stają się świadkami najstraszniejszych prześladowań ludzi, którzy ośmielili się uwierzyć… Niosą nadzieję, ale też sami walczą o to, by ją w sobie ocalić.

Tak wiele pytań…

Milczenie przyciąga i hipnotyzuje. Przedstawia historię opartą na faktach, jednak nie wymusza interpretacji. Daje do myślenia. Oglądamy dramat tysięcy ludzi, udręczonych trudnymi warunkami życia i męczonych przeraźliwie przez swoich rodaków, którzy próbują narzucić im jedyny słuszny sposób życia. Z zadziwiającą częstotliwością ta sama sytuacja powtarza się w historii ludzkości pod każdą szerokością geograficzną.

Od pierwszej chwili zastanawia mnie, czy przybysze z Europy mają w ogóle prawo nawracać mieszkańców Japonii. Być może powinni uszanować czyjąś tradycję? Jednak ich posłannictwem jest przecież głoszenie słowa Bo żego, ponadto w dalekim kraju odnaleźli bardzo liczną grupę ludzi, dla których nasza wiara była bardzo ważna. Nie zmienia to jednak tego, że niewinnym ludziom zaczęła grozić śmierć tylko dlatego, że ośmielili się wyznawać „innego” Boga. Czyja to wina? Albo może raczej: kto zawinił bardziej?

W kontekście nieopisanych cierpień chrześcijańskiego ludu Japonii zadaję sobie za twórcami Milczenia pytanie, dlaczego Bóg nie reagował, gdy Jego dzieci cierpiały? Ktoś powie – nie pierwszy i nie ostatni raz. W przyszłości, zwłaszcza w czasie drugiej wojny światowej, Bóg zamknie przecież oczy na długo… Czy możemy wymagać, żeby ingerował w nasz świat? A może sami jesteśmy winni tego, co się dzieje, bo zbyt mocno pragniemy władzy, a kiedy już ją zdobędziemy, chcemy podporządkować sobie świat? Fanatyczne przekonanie, że ktoś wie lepiej, jakie poglądy powinni mieć inni ludzie, prowadzi do takich sytuacji jak ta, której doświadczają jezuici w filmie Martina Scorsese.

Kiedy ojciec Rodrigues odwiedza wioskę japońskich chrześcijan, zderza się nie tylko z biedą, lękiem o to, co będzie jutro, ale też z ogromną miłością. Mieszkańcy mają w sercach Boga, wierzą prawdziwie, czują, że tylko wewnętrzna siła i obecność przybyszów pozwolą im przetrwać w wierze. Są dla niej w stanie poświęcić wszystko. Nie jestem pewien, ilu dzisiejszych europejskich chrześcijan byłoby w stanie oddać życie za wiarę…

Jak się zachować w godzinie próby?

Nie ma jednej recepty na to, która postawa jest słuszna w obliczu zagrożenia śmiercią. Czy lepiej jest postawić na życiowy konformizm i pójść z prądem (w tym wypadku wyznawać buddyzm), czy też walczyć o swoje przekonania nawet za cenę najwyższej ofiary? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie. To zawsze kwestia wyboru i sumienia.

Nie zasługuje na podziw ktoś, kto broniąc siebie, wydaje przyjaciół. Tak czyni Kichijiro, choć i on nie może być jednoznacznie potępiony. Jego zachowanie wynika ze strachu, mężczyzna sam też sporo wycierpiał, być może jest w stanie znieść nieco mniej niż inni. Przez niego cierpią inni ludzie, ale są też momenty, gdy czujemy, że jego skrucha jest szczera. I tu pytanie dnia: Czy spowiedź naprawdę zmywa grzechy? Czy wystarczy, żeby wymazać wszystko, co się stało?

Kolejne trudne pytanie: Jak ma się zachować kapłan, który, realizując powierzoną mu przez zwierzchników misję, zostaje pozostawiony samemu sobie? Gdy Kościół katolicki uznaje, że czas zrezygnować z chrystianizacji, ma prawo się zastanawiać, czy jego wiara i praca mają sens. Zwłaszcza w obcym świecie. Trzech bohaterów Milczenia ma na ten temat odmienne zdanie. Można odnieść wrażenie, że ojciec Cristóvão Ferreira oszalał albo przeszedł procedurę prania mózgu. Głosi poglądy sprzeczne ze wszystkim, co było treścią jego dotychczasowego życia. Ale tylko on wie, jak wiele wycierpiał, zanim się złamał. A może tylko uśpił czujność swoich prześladowców?

Czy Bóg wybaczy, jeśli człowiek w obronie własnego życia będzie Mu bluźnił? Wyznawcy buddyzmu będą łamali „niewiernych”, każą im pluć na krzyż, deptać fumi-e (podobiznę Jezusa lub Maryi). Dla ojca Garupe świat jest biało-czarny: nie można tego zrobić i już. Rodrigues uznaje, że życie ludzkie dopuszcza wyjątki i w sytuacjach ostatecznych nie będzie to grzechem. Prości, niewykształceni mieszkańcy japońskich wiosek muszą rozstrzygnąć te dylematy we własnym sumieniu. Mają na to najczęściej tylko kilka sekund.

Dlaczego mamy potrzebę wiary?

Ojciec Rodrigues zostanie poddany wielu próbom. Wiadomo, że japońskie władze mogły go zgładzić w jednej chwili. Nie o to jednak chodziło. Dla tamtejszych chrześcijan stałby się symbolem walki o wiarę, męczennikiem. Inkwizytor prowincji doskonale wie, że o wiele większy efekt propagandowy będzie miało „przekonanie” kapłana do zmiany wiary. Metody, które mają go do tego skłonić, są okrutne. Obserwując i uczestnicząc niejako w cierpieniu niewinnych, Rodrigues zaczyna wątpić. Zadaje sobie pytanie, czy może być pewien siebie samego, czy jego intencje, z którymi przybył do Japonii, były szczere, wreszcie: zaczyna się zastanawiać, czy Bóg istnieje i jaki jest sens ludzkiego cierpienia. I czy japońscy chrześcijanie pozwalają się dręczyć nie tyle z miłości do Boga, co dla niego samego, który jest dla nich jedynym łącznikiem z wiarą katolicką.

Modlę się, lecz nie dostaję odpowiedzi

Martin Scorsese Milczeniem nie feruje wyroków ani nie wskazuje, które z naszych postaw są bardziej moralne od innych. Pokazuje, do czego mogą one prowadzić (tortury, ukrzyżowanie, bestialskie mordy), ale też daje nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone.

Bóg w tym fantastycznym obrazie niemal bez końca pozostaje nieuchwytny, jednak jest obecny, czego widz ma bezustanną świadomość. To chyba właśnie największa zaleta tego tajemniczego i fascynującego filmu. Piękno i prawda mieszają się z brutalnością świata. Pytania rodzą kolejne pytania. I tak powinno być, bo dzięki temu najlepsze chyba w karierze dzieło amerykańskiego reżysera zyskuje głębię przekazu. Niełatwy to film, pełen ontologicznych, duchowych i teologicznych problemów. Sygnalizuję tu tylko niektóre z nich.

Zatrzymując się na blisko trzy godziny dzięki filmowi Martina Scorsese, zyskujemy możliwość refleksji na temat siły naszej wiary. I jak się okazuje, nawet w najtrudniejszych chwilach, tracąc niemal wszystko, można zachować w duszy prawdę. O sobie, o Bogu, o tym, co najważniejsze. Piękne to Milczenie i smutne. Chcę wierzyć, że takie filmy powstają nie bez powodu.


Włodzimierz Neubart - nauczyciel języka polskiego, filolog i edytor. Zna kilka języków. Miłośnik teatru. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Zdzich

Czy powinno się uczyć Biblii w szkole publicznej?

Zwodniczy Harry czy sympatyczny Potter

Lekcja myślenia

Drodzy Czytelnicy,


komentarze



Facebook