Archwium > Numer 523 (03/2017) > Kto chce zostać milionerem? > RAZ JESZCZE TELEFON DO PRZYJACIELA

RAZ JESZCZE TELEFON DO PRZYJACIELA
Moja koleżanka zapytała mnie kiedyś: "Nie miałbyś ochoty zostać przyjacielem mojego męża?". Zanim zrobiło się naprawdę interesująco, dodała: Startuje w "Milionerach".

FOT. MATEUSZ SKWARCZEK / AG


Były trzy – pół na pół, pytanie do publiczności i telefon do przyjaciela. Z czasem w Polsce doszły jeszcze pytanie do eksperta i zamiana pytania, ale nigdy nie zyskały takiej popularności jak trzy wyjściowe koła. „Poproszę pół na pół” – mówił odtąd nierzadko mąż, gdy żona prosiła go o radę, którą sukienkę ma włożyć. „Pozostaje telefon do przyjaciela” – żartowano podczas biznesowych narad. Wszystko za sprawą teleturnieju „Milionerzy”, który po siedmiu latach przerwy znów można oglądać w telewizji.

Teleturniej rozsławiony przez film Slumdog. Milioner z ulicy i sformułowania, które weszły do języka codziennego, został zdjęty z anteny między innymi z tego powodu, że w Polsce przez długi czas nikt nie zdobył finałowego miliona. Nadawany od 1999 roku przez TVN program swego pierwszego triumfatora doczekał się dopiero po jedenastu latach. Krzysztof Wójcik ze Szczecina odpowiedział poprawnie na pytanie: „Z gry na jakim instrumencie słynie Czesław Mozil?”. Do wyboru miał kornet, akordeon, djembe i ksylofon. Bez koła ratunkowego wskazał akordeon i posypało się confetti.

Gra polegała bowiem na tym, że uczestnik otrzymywał pytanie i cztery możliwe odpowiedzi. Miał wybrać jedną, prawidłową. Klasyczny quiz, można powiedzieć najprostszy z możliwych. Owa prostota stanowiła o jego sukcesie. Gracz siedział w fotelu sam na sam z prowadzącym, którym w Polsce był Hubert Urbański. Miał szansę dojść do miliona złotych, o ile nie pomylił się ani razu, odpowiadając na zadawane mu kolejno pytania za rosnące geometrycznie stawki.

Tomasz Lipiński, poznański radny, doszedł do 125 tys. zł. – Znałem odpowiedź wartą 250 tys. zł. To znaczy, na 90 procent byłem pewien – mówi. Zrezygnował jednak. Pytanie dotyczyło tego, gdzie wprowadzono pierwsze prawa wyborcze dla kobiet. Samo przekonanie, żeby z grona: Finlandia, Francja, Wielka Brytania i Polska wybrać Finlandię, nie wystarczyło.

– Ratowało mnie to, że byłem młody, miałem zaledwie 18 lat. Przyszedłem się dobrze bawić, nie rozważałem wszystkiego tak głęboko, jak robią to osoby starsze – opowiada. Działał szybko, nie dawał się zwieść pytaniom prowadzącego typu: „Czy jesteś pewien?”, „Czy aby na pewno?”. Stawiał i trzymał się swojej wersji.

– 125 tysięcy złotych w zupełności wystarczało – twierdzi. – Prawda jest taka, że gdy tam siedziałem, nie docierały do mnie istotne różnice między tą kwota a inną.

Za wygraną kupił mieszkanie i samochód. – No i coś tam rozpuściłem – uśmiecha się.

Tylko dwunastu uczestników usłyszało pytanie warte milion złotych. I tylko dwóch zdecydowało się na nie odpowiedzieć. Pozostali rezygnowali i brali pół miliona. Sprawa nie była prosta, bo „Milionerzy” to rodzaj wspinania się po drabinie z dość marnym zabezpieczeniem. Najpierw odpowiada się na proste pytania za 100, 200, 500 złotych, następnie rośnie stawka i trudność pytań. Aż wreszcie teoretycznie najtrudniejsze było to piętnaste, za milion. Po drodze znajdowały się dwa progi gwarantowane – na poziomie tysiąca złotych oraz 32 tysięcy złotych, po piątym i dziesiątym pytaniu. A zatem ktoś, kto źle odpowiedziałby na pytanie za milion, nie zostawał z niczym. Kasował przewidziane w progu gwarantowanym 32 tysiące złotych. Wielu graczom to wystarczało.

 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Radosław Nawrot - ur. 1973, studiował prawo na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dziennikarz, autor wielu książek o tematyce sportowej. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

DO SERCA PRZYTUL PSA

GULASZ, LECZO I BŰVÖS KOCKA

Barwy honoru

ŁOWCA MOTYLI

CZY PAN MNIE SŁYSZY?


komentarze



Facebook