Archwium > Numer 525 (05/2017) > Zaborcze matki > SŁUCHAJ TYLKO MNIE!

SŁUCHAJ TYLKO MNIE!

FOT. GRATISOGRAPHY


Katarzyna Kolska: Straszne słowo pan wymyślił.

prof. Grzegorz Łęcicki: Straszne?

Antymatka! Aż boli…

Chciałem tym słowem zwrócić uwagę na negatywne formy realizowania tak pięknego powołania, jakim jest macierzyństwo.

I w związku z tym postanowił pan zrzucić matkę Polkę z piedestału?

Absolutnie nie!

Ale napisał pan książkę o antymatkach.

Pomysł podsunęli mi czytelnicy moich poprzednich książek o małżeństwie, rodzinie, narzeczeństwie. To oni zwrócili uwagę na istnienie owych antymatek, czyli kobiet zaborczych, nadopiekuńczych, oziębłych, które pozbawiają dziecko wolności. Doświadczenia osób wychowywanych przez antymatki były tak dramatyczne, że postanowiłem przeanalizować ten problem. A ponieważ jestem teologiem katolickim, wobec tego przyjrzałem się temu przez pryzmat tradycyjnego nauczania Kościoła o genezie zła, czyli o grzechu i jego źródłach. Starałem się wykazać, że toksyczne relacje w rodzinie, złe pojmowanie macierzyństwa mają źródło – patrząc z perspektywy duchowości chrześcijańskiej – w siedmiu grzechach głównych.

Kim jest antymatka?

Antymatka to kobieta, która kocha swoje dziecko złą miłością. Absolutnie nie dopuszcza do tego, żeby ono stało się wolne, dojrzałe, samodzielne i odpowiedzialne.

Ale przecież to jest rola matki, rodziców, żeby wychować dziecko odpowiedzialne i wolne.

Ano właśnie – wychować! Antymatka tego nie robi. Ona uzależnia.

Nie robi tego świadomie czy nieświadomie?

Świadomie. Trzyma dziecko za rękę i nie chce go wypuścić – najpierw, gdy jest malutkie, potem, gdy dorasta, i niestety także wtedy, kiedy jest dorosłe. Bo ona nie chce, żeby ono kiedykolwiek od niej odeszło i stało się samodzielne.

Jak wykazują współczesne statystyki, jedną z najczęstszych przyczyn rozwodów jest nadopiekuńczość rodziców. Mówiąc innymi słowy, młodzi ludzie, którzy w dzieciństwie doświadczyli nadmiernej, szkodliwej, toksycznej miłości, nie są przygotowani do samodzielnego i odpowiedzialnego życia, a ono zawsze niesie z sobą jakieś problemy.

Co to znaczy, że matka trzyma dziecko za rękę?

Nie daje mu wyboru, wszystko wie najlepiej, podejmuje za dziecko wszelkie decyzje. Świadomie ogranicza jego kontakty z innymi osobami, również z rówieśnikami. Budzi w dziecku poczucie winy za to, że ono, co przecież naturalne, szuka innego towarzystwa. Potem, w wieku dojrzewania, ostro krytykuje dziewczynę syna bądź chłopaka córki. Następnie sprzeciwia się ich małżeństwu. Czasami robi to tak skutecznie, że dziecko zostaje starym kawalerem bądź starą panną i do końca życia mieszka z matką.

Pan wierzy w to, że matka chce skrzywdzić swoje dziecko?

Wielokrotnie słyszałem o rodzinnych tragediach, które trudno wytłumaczyć inaczej niż świadomym działaniem. Czy matka, wiedząc, że sprawi dziecku ból, np. źle oceniając narzeczoną czy narzeczonego, podjudzając przeciwko współmałżonkowi, nie działa umyślnie? To dramatyczne i paradoksalne, wręcz nie do uwierzenia, ale dla antymatek najgorszym pojęciem jest wolność dziecka. A czy takie programowe ograniczanie wolności nie jest świadomym krzywdzeniem dziecka?

Słyszałem o matkach, a nawet z takimi rozmawiałem, dla których jedynym celem było rozbicie małżeństwa syna czy córki. A gdy już im się to udało, z satysfakcją mówiły: Odzyskałam syna. Wrócił do mnie. Zobaczył, jaki ten świat jest zły, jakie te inne kobiety są podłe! Tylko matka kocha naprawdę!

Ale antymatka jest przecież żoną.

I, niestety, głową rodziny, tyranem, despotą niepodzielnie panującym nad własnym mężem i dzieckiem. Jak się przekonałem, niektóre antymatki tylko po to zostały żonami, żeby mieć dom, rodzinę i dzieci. I tylko do tego potrzebny był im mąż. A małżeństwo bez miłości jako fundamentu zawsze będzie jakąś karykaturą i furtką dla zła.

Tak mówią antymatki?

Niektóre szczerze i otwarcie przyznawały się do tego, że wychodziły za mąż bez miłości. Któraś z pań, mająca za sobą ćwierć wieku małżeństwa, wprost powiedziała, że z mężem nic ją nie łączyło i nawet nie chce być z nim pochowana w jednym grobie. Mężowie takich toksycznych kobiet opowiadali, że ich małżeństwo było nieszczęśliwe, bo szybko spostrzegli, że są traktowani jak przedmiot. Żony skupiły się całkowicie na wychowaniu dzieci i otwarcie mówiły swoim mężom, by się w to nie wtrącali. I, o zgrozo, niektórzy mężczyźni na to przystali.

Antymatce nie zależy na tym, by jej małżeństwo było trwałe? Chce zostać sama?

Nie sama, tylko z dzieckiem. Bo ona ma zaburzoną hierarchię wartości.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Łęcicki - ur. 1958, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, apologetyk, teolog kultury i mediów, kierownik Katedry Teologii Środków Społecznego Przekazu w Instytucie Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na Wydziale Teologicznym UKSW; miłośnik filmu i kinematografii, szczególnie polskich filmów fabularnych, warszawiak z urodzenia i wychowania; mąż i ojciec. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

O tym jak dominikanie z Królową Tatr zamieszkali

Przez nich świeci światło

Jak pani może mówić o dziecku

Matka nie swoich dzieci

A gdy będziemy razem w niebie


komentarze



Facebook