Archwium > Numer 525 (05/2017) > Zaborcze matki > KOCHAM CIĘ. KROPKA.

KOCHAM CIĘ. KROPKA.
Dorosłe dzieci nie mają żadnego obowiązku być posłuszne swoim matkom, niezależnie od argumentów, jakich te matki wobec nich używają.

FOT. UNSPLASH


Katarzyna Kolska: Był ksiądz kiedyś zły na swoją mamę?

No pewnie. Skoro na Pana Boga byłem zły, to tym bardziej na mamę.

Czyli można się złościć na swoich rodziców?

Można. Trzeba być naturalnym i prawdziwym wobec każdego, także wobec swojej matki czy ojca. Jeśli więc jest powód do złości, to należy ją wyrazić. Ważna jest tylko forma, ale ta zależy już od danej osoby.

I ta złość nie jest grzechem?

Nie. Jest emocją. Większym grzechem jest kłamstwo. Życie rodzinne i w ogóle życie człowieka powinno być udane, a nie udawane. Jeżeli mamy potrzebę, żeby wyrazić swój bunt, swoje niezadowolenie i złość, a tego nie robimy, bo nie chcemy naszej mamy skrzywdzić albo wpędzić jej do grobu, to jest to udawana sytuacja, która prowadzi do patologii.

Ale od dziecka słyszymy, że mamy być posłuszni rodzicom.

Posłuszeństwo posłuszeństwu nierówne. Jest posłuszeństwo oparte na strachu – jestem posłuszny, bo się boję, że spotka mnie kara. Jak w wojsku. Słaby motyw posłuszeństwa.

Wyższą formą jest posłuszeństwo oparte na autorytecie. Jestem ci posłuszny, ponieważ jestem przekonany, że to, co mówisz, jest słuszne, a uważam, że warto być posłusznym czemuś, co jest słuszne, więc okazuję ci posłuszeństwo. A ponadto wierzę, że naprawdę chcesz mojego dobra.

Jest jeszcze posłuszeństwo, które dotyczy naszej relacji z Panem Bogiem. Jestem posłuszny, ponieważ tak chce Bóg. Panie, na Twoje słowo wypłynę – mówi Piotr do Jezusa. To, co mi proponujesz, jest głupie, nienormalne, nielogiczne, bo nie łowi się ryb rano, ale ponieważ TY to mówisz, ja to zrobię i na Twoje słowo wypłynę…

Zatrzymajmy się na posłuszeństwie opartym na autorytecie, bo chyba o takim mówimy w relacji rodzice – dzieci.

Tak powinno być. Proponuję zajrzeć do Katechizmu Kościoła katolickiego. Wyróżnia się tam dwa etapy w życiu dziecka. Pierwszy – kiedy ono jest z rodzicami, czyli okres dzieciństwa. W kanonie 2217 czytamy: „Dopóki dziecko mieszka z rodzicami, powinno być posłuszne każdej prośbie rodziców, która służy jego dobru lub dobru rodziny”. A więc nie ma tu mowy o posłuszeństwie totalnym. I dalej: „Jeśli jednak dziecko jest przekonane w sumieniu” – dziecko, nie dorosły – „iż jest rzeczą moralnie złą być posłusznym danemu poleceniu, nie powinno się do niego stosować”.

Wysoko stawia się dzieciom poprzeczkę.

Wysoko, to prawda. I chyba rzadko im o tym mówimy i je w ten sposób wychowujemy.

Drugi etap, o którym czytamy w Katechizmie, dotyczy czasu, gdy dzieci stają się dorosłe. „Wzrastając, dzieci będą nadal szanować swoich rodziców. Będą uprzedzać ich pragnienia, chętnie prosić o rady i przyjmować ich uzasadnione napomnienia. Posłuszeństwo wobec rodziców ustaje wraz z usamodzielnieniem się dzieci, pozostaje jednak szacunek, który jest im należny na zawsze” – jak każdemu człowiekowi.

W życiu nie słyszałam tego na ambonie!

Posłuszeństwo ustaje, po prostu. Dorosłe dzieci nie mają więc żadnego obowiązku być posłuszne swoim matkom, niezależnie od argumentów, jakich te matki wobec nich używają. Szacunek, wdzięczność, potem także troska o zapewnienie godnego bytu rodzicom są naturalne, jesteśmy to winni każdemu człowiekowi.

Dlaczego w kościele nie mówimy o tym, że dziecko może być nieposłuszne swoim rodzicom, a nawet, że w pewnym momencie nie powinno być posłuszne?

Może jesteśmy niewolnikami stereotypów.

To znaczy?

Mamy silnie wdrukowany kult macierzyństwa. Matka równa się istota święta. Ona nas zrodziła, ona ma do nas jakieś szczególne prawo ze względu na więzi, które łączyły nas biologicznie przez pierwszych dziewięć miesięcy…

Ale matki same czasami mówią: Ja się dla ciebie tak poświęcam, a ty jesteś taki niewdzięczny!

To należy wówczas powiedzieć: Mamo, dziękuję ci za twoje poświęcenie, ale nie jestem tobą, jestem sobą. Katechizm mówi też, że pierwowzorem rodzicielstwa jest Pan Bóg. Czyli że dzieci zawsze są najpierw dziećmi Pana Boga, a dopiero potem dziećmi swoich rodziców. Ta kolejność jest istotna.

I dlatego Pan Jezus w Ewangelii św. Łukasza mówi, że „…kto nie ma w nienawiści ojca i matki, nie może być moim uczniem”?

Pan Jezus mówi 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Adrian Galbas SAC - ur. 1968, pallotyn, prowincjał Prowincji Zwiastowania Pańskiego, doktor teologii duchowości, ceniony duszpasterz i rekolekcjonista, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Plecami do Pana Boga

WIELKI NIEOBECNY?

DLA NASZEGO ZBAWIENIA

UMĘCZONY I POGRZEBANY

Wybierajcie życie


komentarze



Facebook