Archwium > Numer 525 (05/2017) > Początki chrześcijaństwa > ZŁOTO JEST PODOBNE TYLKO DO ZŁOTA

ZŁOTO JEST PODOBNE TYLKO DO ZŁOTA
Mody polityczne przeminęły, a to, co najważniejsze w wierze Kościoła, przetrwało, nawet jeśli się wydawało, że nie ma prawa przetrwać.

Sobór Nicejski ogłaszający Symbol wiary. Cerkiew Stawropoleos w Bukareszcie w Rumunii. FOT. WIKICOMMONS


Maciej Müller: Z naszej rozmowy o herezjach wynikało, że Kościół dość skutecznie radził sobie z tego typu problemami dzięki aktywności wielkich teologów, pisarzy, ojców Kościoła. Skąd więc się wzięła potrzeba zwoływania biskupów całego świata na soborach?

Damian Mrugalski OP: Zjawisko soboru to zagadnienie dość skomplikowane. Dziś sobór zwołuje papież – w starożytności robił to imperator. Dziś papież uczestniczy w obradach soboru albo nawet im przewodniczy – w starożytności papieże raczej nie pojawiali się na soborach, a jeśli brali w nich udział, to źle się to dla nich kończyło, jak w wypadku Wigiliusza. Papież ten w 553 roku przebywał w stolicy Bizancjum, gdzie odbywał się Sobór Konstantynopolitański II. Nie chciał jednak złożyć podpisu pod aktem potępienia biskupów, którzy umarli w jedności z Kościołem ponad sto lat wcześniej, i sam został potępiony przez sobór, a ostatecznie zmuszony przez imperatora do podpisania dokumentów, z którymi się nie zgadzał.

Wyobraźmy sobie, że dzisiaj przywódca jakiegoś mocarstwa, na przykład Donald Trump, zwołuje głowy różnych Kościołów świata do Waszyngtonu w celu poparcia prowadzonej przez siebie polityki. Po czym wszyscy, przekonani o słuszności poglądów tak wielkiego przywódcy lub przez niego zmuszeni potępiają papieża Franciszka, który nie zgadza się z polityką Trumpa. Czy coś takiego nazwalibyśmy soborem? Choć ten przykład jest dosadny, nie jest bezpodstawny. W podobny sposób działał cesarz Justynian, który dążąc do zachowania pokoju w swoim imperium, ingerował w teologię i zmuszał biskupów do przyjęcia odpowiednich zarządzeń. Ponadto w starożytności biskupi nie zawsze mieli nawet świadomość, że uczestniczą w soborze.

Jak to, przecież zebrali się w jakimś ustalonym miejscu, na zaplanowanych uprzednio obradach i pokonali w tym celu niekiedy długą drogę?

To prawda, ale nie zawsze chodziło o podjęcie decyzji dotyczących całego Kościoła. Tak było podczas zgromadzenia biskupów w 325 roku, które dziś nazywamy Soborem Nicejskim. Cesarz Konstantyn obchodził w owym roku jubileusz dwudziestolecia panowania i chciał, aby podczas uroczystych obchodów nie zabrakło biskupów, którzy byli gwarantem jedności imperium. W IV wieku chrześcijanie, w odróżnieniu od religii pogańskich, byli obecni w całym rzymskim świecie, a biskupi dbali o jedność wiary i dyscyplinę w poszczególnych prowincjach. Tak zorganizowana instytucja była pożyteczna również z politycznego punktu widzenia, co Konstantyn świetnie rozumiał. Zaprosił więc biskupów do swojego letniego pałacu w Nicei i chciał, aby przy tej okazji goście podali mu kalendarz dat Wielkanocy, które on jako Pontifex Maximus (najwyższy kapłan religii wyznawanych w imperium) miał ogłaszać, oraz wspólną formułę wyznania wiary chrześcijan.

Do Konstantyna dochodziły informacje, że wśród chrześcijan, którzy od niedawna cieszyli się wolnością, zaczynają się pojawiać spory doktrynalne i instytucjonalne, dlatego zaprosił biskupów nieco wcześniej, aby z nimi podyskutować o nurtujących ich problemach. Biskupi wzięli sobie sprawę do serca i przybyli z ogromną liczbą petycji, które imperator w końcu spalił, gdyż nie interesowały go sprawy mniejszej rangi.

Czyli w Nicei nie chodziło o potępienie Ariusza?

Bezpośrednio nie. Ariusza potępiono wcześniej, na synodzie w Aleksandrii ok. 323 roku. Choć do niedawna sądzono, że to właśnie w Nicei toczyła się zagorzała dyskusja na temat Ariusza, to w relacji Euzebiusza z Cezarei, uczestnika soboru, nie ma o tym ani słowa. Bezpośrednią przyczyną przyjazdu biskupów do Nicei nie było potępienie Ariusza, lecz cesarski jubileusz i polecenie dostarczenia wyznania wiary i kalendarza świąt.

To dlaczego nazywamy zjazd w Nicei soborem?

Dziś uważamy za sobór zjazd biskupów reprezentujących wszystkie prowincje kościelne świata, którego postanowienia są ortodoksyjne i dotyczą całego Kościoła. Synod w Nicei nie miał pretensji do powszechności i nie miał na celu konstruowania formuł dogmatycznych. Nicea stała się soborem dopiero później, kiedy na kolejnym soborze w Konstantynopolu w 381 roku (zwołanym jako synod biskupów wschodnich, a więc również bez pretensji do powszechności) potwierdzono i uzupełniono Credo nicejskie. Synod w Konstantynopolu z kolei stał się soborem, kiedy Credo konstantynopolitańsko-nicejskie zostało odczytane i potwierdzone jako ortodoksyjne na soborze w Efezie w 431 roku i w Chalcedonie w 451 roku.

Ale żeby potwierdzić ortodoksyjność Nicei, kolejne sobory musiały mieć jakiś materiał do tego. W Nicei powstało Credo, a w nim pojawiły się sformułowania antyariańskie, czyli jakiś spór dogmatyczny się pojawił.

Sprawa Ariusza rzeczywiście pojawiła się podczas dyskusji o Credo. Mało tego:

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Damian Mrugalski OP - ur. 1978, dominikanin, dr teologii i nauk patrystycznych, historyk idei, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów w Krakowie. Patrystykę studiował w rzymskim Augustinianum. Wydał książki "Logos. Filozoficzne i teologiczne źródła idei wczesnochrześcijańskiej" oraz "Koncept transcendencji Boga w aleksandryjskiej filozofii żydowskiej i chrześcijańskiej: Filon i Klemens". Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

ANTYCHRYŚCI, BOBRY I KASTRACI

O powołaniu chrześcijan

CZY BÓG KAŻE KRAŚĆ?

Jezus na co dzień

CZY BOZIA SIĘ POGNIEWA?


komentarze



Facebook