NIECH NAS GNIECIE
Tłumacz Pisma Świętego powinien poważnie traktować swojego odbiorcę: jest nim ktoś, do kogo chce mówić Bóg i to zwykle mówić o poważnych sprawach. Infantylizacja, paternalistyczne podejście do czytelnika jest poważnym błędem.

FOT. WIKICOMMONS


Kultura może być rozumiana jako proces i owoc tłumaczenia, a więc przekazywania sensu. Jeśli tłumaczenie dotyczy dubbingu do filmu komediowego, oczekujemy, by publiczność śmiała się we właściwych momentach. Kiedy chodzi o akt prawny, zależy nam na precyzji tłumacza przysięgłego. Tłumaczenie tekstów piosenek wymaga częściej zachowania rytmu niż wierności słowom. By określić, czego oczekujemy w Kościele od tłumaczenia Pisma Świętego, warto powiedzieć, czego oczekujemy od Pisma Świętego w ogóle.

Dla człowieka wierzącego Biblia jest zbiorem tekstów, w których poprzez ludzi przemawia jeden Boski Autor. Cel, jaki sobie stawia ten Autor, jest więc nadprzyrodzony i ponieważ dotyczy Jego samego, pozostaje w dużej mierze tajemnicą, nawet jeżeli przybliżamy się doń, nadając mu miano zbawienia, komunii z Bogiem itd. Nie ma na świecie drugiej księgi, co do której chrześcijanin miałby oczekiwania tak daleko posunięte, a zarazem tak niedookreślone. Biblia formuje swojego czytelnika, powinien więc ją traktować na tyle poważnie, by uznać świat w niej przedstawiony za prawdziwy, by według niej kształtować swoje życie. Zrozumieć Pismo Święte to dać mu się przekształcić, uczynić je częścią swojego świata.

Relatywna wartość oryginału

Pismo Święte czytamy w Kościele po to, by spotkać się z Bogiem, a nie tylko po to, by zrozumieć jego treść: „Wiara chrześcijańska nie jest »religią Księgi«. Chrześcijaństwo jest religią Słowa Bożego: Słowa niespisanego, lecz Słowa Wcielonego i żywego” (KKK 108). Nawet oryginalny tekst Pisma jest pośrednikiem: jest tylko i aż słowem Słowa, jest obrazem Obrazu. Pismo Święte to tekst, który do Boga prowadzi, ale sam nie jest boski. Chrześcijaństwu obca jest idea świętego języka w takim sensie, jak święty jest język arabski dla Koranu; nie jest nim ani hebrajski, ani greka, nie jest też łacina. Fenomenem chrześcijaństwa jest to, że Nowy Testament nie został spisany w języku Jezusa. Nikt nie widział takiej konieczności. Tłumaczenie jako produkt i jako proces tkwi więc w sercu chrześcijaństwa od samego początku.

Niektórzy wierni łudzą się, myśląc, że dostęp do oryginału Pisma rozwiewa wszelkie trudności interpretacyjne albo czyni z „nic-do-mnie-nie-mówiącego” tekstu coś na kształt przesłania, które wlewa się wprost w serce odbiorcy, uwalniając go jednocześnie od konieczności interpretacji. Osoby powołujące się na oryginał bywają postrzegane jako gnostycy, którzy posiedli klucz do zrozumienia Pisma. Gorzej, jeśli tłumacze i bibliści sami w to wierzą, tak jak to się stało z Marcinem Lutrem. Tymczasem czytanie oryginału jest jedynie drogą do zrozumienia i nie gwarantuje automatycznie osiągnięcia celu, którym jest spotkanie z żywym Słowem. Podobnie czytanie tłumaczenia samo w sobie nie musi stanowić przeszkody. Wierzący może docierać do Boga za sprawą wiary, modląc się przed zdjęciem kopii obrazu jasnogórskiego. Niewierzącemu nawet zobaczenie oryginału niekoniecznie pomoże.

Septuaginta

Choć chrześcijaństwo nie ma opracowanej teologicznie teorii tłumaczenia, od zawsze je praktykowało. Jeśli mamy więc szukać tego, co sprawdzone, zacznijmy od żydowskiego tłumaczenia, którego autorytet

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Łukasz Popko OP - ur. 1978, dominikanin, biblista, wykładowca w EBAF w Jerozolimie i w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Dominikanów w Krakowie. Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Miłość nie zazdrości

PSALMISTA I JEGO BÓG

WŁADCA ŻYWIOŁÓW

CO ZNACZY NAJMNIEJSZY?

ZASMAKOWAĆ W CZASIE


komentarze



Facebook