IDĄCY PO ŚLADACH
Wolę Pana Boga słuchać, niż mówić Mu, że nie wie, co robi. To mało poważne zajęcie - tłumaczyć Bogu, że powinien być inny.

Adam Chmielowski, późniejszy św. Brat Albert FOT. ARCHIWUM ZGROMADZENIA SIÓSTR ALBERTYNEK


Małgorzata Bilska: O czym mówił ksiądz biskup w niedzielę do Misjonarzy Miłosierdzia na zakończenie ich rekolekcji w Łagiewnikach? Pewna redaktor naczelna chrześcijańskiego magazynu dla kobiet, pobożna żona i matka dzieciom, zamieściła na swoim profilu na Facebooku link do streszczenia kazania, dodając post: „OK, przyznam się. Bp Grzegorz Ryś to biskup, do którego czuję naprawdę miętę :-)”. Ponieważ sporo owieczek płci obojga czuje tę miętę do pasterza, ośmielam się zapytać. To nie jest zbyt częste, podobną reakcję wywołuje natomiast styl posługi papieża Franciszka.

bp Grzegorz Ryś: Nic nie mówiłem, głównie słuchałem Misjonarzy Miłosierdzia. Może interesujące było to, że biskup słucha…

Kazanie jednak było, a w nim na przykład o tym, żeby nie mówić wciąż o nakazach i zakazach, ale dawać ludziom nadzieję. O miłości było. Za często moralizujemy?

Mam nadzieję, że nie. Ale jeśli już mam się odbić od spotkania, to ono wzięło się stąd, że papież Franciszek przedłużył w Kościele posługę Misjonarzy Miłosierdzia. Zależy mu na tym, by to, co Kościół – jak ufamy – przeżył podczas Jubileuszu Miłosierdzia, było jego trwałym doświadczeniem. Możliwą zmianą, która nie skończy się tylko dlatego, że Drzwi Święte zamknięto. Na czym ona miałaby polegać? W najgłębszym wymiarze na zmianie naszego myślenia na temat Pana Boga. Kim jest Bóg?

Przypomniałem Misjonarzom Miłosierdzia wywiad, którego niedawno udzielił kard. Luis Antonio Tagle. Dziennikarz zapytał go: „Co to jest miłosierdzie?”. A kardynał odpowiedział z właściwą sobie przenikliwością, że Miłosierdzie to nie jest coś, tylko Ktoś. Z tego potem wszystko wynika. Jeśli wiemy, na tyle, na ile to dla nas możliwe, kim jest Pan Bóg, to powoli zaczynamy rozumieć, jaki ma być Kościół; w jakim kluczu ma posługiwać ludziom. Dopóki nie rozmawiamy o Bogu albo uciekamy od doświadczenia Boga w Jego najgłębszej tożsamości, spieramy się o różne rzeczy. O postawy, nakazy, zakazy.

W najgłębszej tożsamości? Co to znaczy?

Franciszek bardzo pięknie mówi, że imieniem Boga jest miłosierdzie. To pójście w głąb tego, co czytamy w wielu miejscach u św. Jana, że Bóg jest miłością. Bycie miłością, w szczególności w odniesieniu do człowieka, zawsze jest byciem miłosierdziem. Bo nie może być inaczej.

Miłosierdzie jest skandalem nad skandalami. Niedawno doszłam do wniosku, że ludzie odwołujący się do dawnego obrazu Boga surowego, rozdzielającego kary i nagrody, akceptują Jego miłosierdzie, ale… – do pewnego stopnia. Stały argument to słowa Jezusa, który mówi co prawda grzesznicy: „Nikt cię nie potępił? (…) I Ja ciebie nie potępiam”, jednak zaraz dodaje: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8,11). Stawia jej warunek. Raz wybaczył, jak ojciec synowi marnotrawnemu, no ale nie oczekujmy, że zrobi to po raz drugi i siedemdziesiąty siódmy, są granice! Jezus przyszedł do recydywistów. Boże miłosierdzie działa odwrotnie niż zasady prawa karnego. Recydywa powoduje zaostrzenie kary, u Boga jest inaczej. Zarzucają Mu, że jest zbyt pobłażliwy.

Wolę Pana Boga słuchać, niż mówić Mu, że nie wie, co robi. To mało poważne zajęcie – tłumaczyć Bogu, że powinien być inny. Ta prawda o Bogu jest też ładnie wyrażona przez papieża Franciszka we frazie, której często używa: Pan Bóg nie męczy się miłosierdziem, to człowiek się męczy proszeniem o nie. W sytuacji recydywy, za czwartym czy piątym razem, na samą myśl, że miałbym iść do konfesjonału i prosić Boga o wybaczenie, przeżywam wątpliwości. Droga staje się dla mnie ciężka. Poza wszystkim innym jakoś działa we mnie wstyd. Za każdym razem problem jest po stronie człowieka, nie po stronie Pana Boga.

Brat Albert każdego przyjmował, wybaczał (miał co). Nie chował urazy, nie robił wyrzutów „wykolejeńcom”. Jak uwierzyć w miłosierdzie bez „ale”?

Kluczem do miłosierdzia Brata Alberta jest odkrycie, kim był dla niego Jezus. Nie ma innego sposobu. Odkryć, kim jest Jezus, trzeba nie w formie jakiejś abstrakcyjnej refleksji, zgody na – mniej lub bardziej atrakcyjne intelektualnie – nauczanie, tylko przez swoje doświadczenie. Dzisiaj to słowo w jednych kręgach jest modne, w innych – uznane za niebezpieczne, bo doświadczenie łatwo zredukować do emocji. Nie chodzi o emocje, lecz o doświadczenie miłości. Jest to doświadczenie całego człowieka, które dotyka także jego emocjonalności, choć do emocji nie da się go sprowadzić.

Można mówić o spotkaniu z drugą osobą, które nie wywołuje żadnych uczuć?

Spotkanie z Bogiem, co dla niektórych nie jest oczywiste, ma swój wymiar emocjonalny. To też staje się przedmiotem oskarżenia. Jeśli naprawdę doświadczam Boga, który się nade mną lituje, nade mną grzesznikiem; wiem, że robi to raz, drugi, dziesiąty, pięćdziesiąty i tysięczny, to takiej postawy pragnę również dla siebie w odniesieniu do innych. Jeśli nie mam osobistego doświadczenia, trudno je przekazać ludziom. W spotkaniu z Panem Bogiem mamy chyba jednak nadzieję na bezwarunkowe wybaczenie. Zdarza się i tak, że ktoś bardzo się spina, próbuje na Jego wybaczenie zarobić. To się może skończyć dramatycznie.

Brat Albert chciał zasługiwać u jezuitów…

No właśnie. On jest świetnym przykładem, że to uliczka zamknięta.

Brat Albert był bardzo ważną postacią dla Jana Pawła II, dla kardynała Franciszka Macharskiego, dla księdza biskupa chyba też. Co on w sobie ma, że jest ważny dla szczególnie lubianych hierarchów?

Najprostsze wyjaśnienie: Brat Albert to jest czysta Ewangelia.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


abp Grzegorz Ryś - ur. 1964, arcybiskup metropolita łódzki, w latach 2011 - 2017 biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej, przewodniczący Zespołu ds. Nowej Ewangelizacji działającego przy Konferencji Episkopatu Polski. Jest profesorem historii Kościoła, do 2011 roku był rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Małgorzata Bilska - publicystka, absolwentka studiów doktoranckich w Instytucie Socjologii UJ. Publikowała m.in. w "Rzeczpospolitej", "Znaku", "Więzi". Mieszka w Krakowie. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Kłopot z adwentem

Posłani w związku z grzechem

Słowo, które krzepi

Wszyscy szemrzą, nikt nie krzyknie

JEDEN KOŚCIÓŁ PODZIELONYCH CHRZEŚCIJAN


komentarze



Facebook