Archwium > Numer 528 (08/2017) > Szukam ciszy > NACHODZONY PRZEZ BOGA

NACHODZONY PRZEZ BOGA
Idziemy jako jedni z wielu tysięcy, schowani w tłumie, niczym się niewyróżniający. W większości przypadków sami ze sobą i ze swoim życiem, w milczeniu odmierzając rytmicznie kroki.

FOT. ROMAN BIELECKI OP


Może powinienem zacząć tak – oto sześć skutecznych sposobów na znalezienie duchowej równowagi. Albo inaczej – oto cztery niezawodne kroki do osiągnięcia wewnętrznej przemiany. Albo jeszcze inaczej – oto siedem praktycznych rad na wyciszenie w życiu. W końcu na tym ostatnim zależy nam najbardziej, zwłaszcza kiedy już znajdziemy się w punkcie, w którym odejście od klawiatury komputera będzie ulgą, a smartfon z migającymi wiadomościami stanie się smyczą, od której będziemy chcieli się uwolnić. Kto z nas nie myślał o tym, by dokonać resetu życia albo chociaż liftingu, jak lubimy mówić w żargonie zgrabnie łączącym sfery sacrum i profanum. I to jeszcze resetu skutecznego, dostępnego na wyciągnięcie ręki, przyprawionego łyżką duchowego spa, na przykład podczas pielgrzymki do Santiago de Compostela.

Nasze pragnienia są bardzo szlachetne, jednak w chwili, kiedy zaczynamy o nich myśleć jako o kolejnym zadaniu do wykonania, nieświadomie wtłaczamy się w schemat, od którego próbujemy uciec – traktowania życia jak kolejnego projektu, który w kilku punktach powiedzie nas prosto do upragnionego szczęścia. To skaza naszych czasów, które żyją z autokreacji w mediach społecznościowych, gdzie nieustannie zmieniamy siebie w kogoś innego, tworząc wyreżyserowane wizerunki tego, jak chcielibyśmy wyglądać i żyć.

Mamy oczywiście chwile znużenia klikaniem, lajkowaniem i ćwierkaniem. To właśnie wtedy postanawiamy, że od jutra będziemy inni, bardziej wrażliwi, duchowi i wsłuchani w Boga. I najlepiej, żeby to się stało w dwa, trzy, góra cztery tygodnie. W tej perspektywie camino ma w sobie coś z romantycznej przygody, ale i duchowego wyzwania niosącego obietnicę czegoś nowego, co mogłoby się stać naszym udziałem. W końcu 800 kilometrów głównym pielgrzymim szlakiem przez północną Hiszpanię brzmi kusząco. Dlatego wyruszamy w tę podróż ze smartfonem w kieszeni, z nadzieją, że znikniemy ze swojego codziennego świata i doświadczymy ducha miejsca. Ale mniej więcej po jednym dniu nachodzi nas pragnienie, aby na fejsie zamieścić relację z pielgrzymiego szlaku. W ten sposób udowadniamy sobie, że nie uciekniemy od siebie, od bycia konkretnym człowiekiem, z konkretnymi przeżyciami, konkretnymi obciążeniami i, dajmy na to, nieprzepracowanymi relacjami. Nasz genialny pomysł na zmianę szybko się okaże źródłem frustracji i rozgoryczenia. Bo miało być przecież inaczej.

Czyli że nie?

Nie zamierzam nikogo zniechęcać do wędrówki Drogą św. Jakuba ani nakłaniać do weryfikowania własnych motywacji. Ale bądźmy uczciwi, w tym wszystkim nie chodzi o proste wyłączenie telefonu.

Mam w pamięci fragment pism św. Jana od Krzyża, gdzie jest mowa o tym, że Bóg zaciemnia przed nami świat po to, by ślepa dusza dała się poprowadzić tam, dokąd sama by nigdy nie poszła. I to zdanie świętego mistyka dobrze wspomnieć na początku drogi, choć to niezwykle wysokie duchowe „c”. Bo ten porywczy Kastylijczyk dobrze oddaje w tych słowach nastrój pielgrzymki, a jak podpowiada tradycja chrześcijańska, jest też tym, który powiedział, że nasze wewnętrzne dojrzewanie jest drogą i wspinaczką. Warto więc mieć to zdanie w pamięci zwłaszcza wtedy, gdy dużo się po camino spodziewamy i mamy wielkie wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać nasze nawracanie. Bo może doświadczymy zaciemnienia, czyli, dajmy na to, nagłego bólu tej lub innej części ciała, splotu nieprzewidzianych okoliczności, niespodziewanego deszczu, bo przecież miało być tak upalnie, jak to bywa w słonecznej Hiszpanii. I nic nie będzie tak romantyczne i mistyczne, jak sobie wyobrażaliśmy. Tak bywa, choć oczywiście nie zawsze.

Miałem teksty św. Jana ze sobą niejeden raz w pielgrzymim plecaku. To nie jest łatwy autor. Lektura rwała mi się w gąszczu poetyckich zwrotów, gubiła w zmęczeniu i braku skupienia. Zaczynałem, wielokrotnie wracając do przerwanego wątku, i może dlatego to jedno początkowe zdanie zostało mi w pamięci na dłużej, jako hasło wywoławcze tego, czym jest ta droga.

Coś więcej

W przejściu camino nie pomaga powtarzany od lat slogan, że na pielgrzymkę do Santiago de Compostela chodzą ci, którzy szukają Boga, siły wyższej lub zwyczajnie czegoś więcej w życiu. Frazes poparty jest licznymi książkowymi świadectwami tych, którzy przeszli i wrócili inni. Ich ikonami stały się hollywoodzkie gwiazdy – Shirley MacLaine czy niemiecki komik i celebryta Hape Kerkeling, których trudno było podejrzewać o związki z Bogiem. Ich opowieści o znalezieniu tego, co w życiu ważne i prawdziwe, dla wielu stały się inspiracją do podjęcia wielodniowego wysiłku i dowodem na to, że na europejskiej duchowej pustyni jest jedna wąska ścieżka, na której można, pomimo wszystko, doświadczyć tego, kim jest Bóg. Świetnie brzmi, ale to jednak tylko półprawda, bo hasło o poszukiwaniu tego, co najważniejsze, powoli blednie rozcieńczane w roztworze nieokreślonych duchowych poszukiwań – szukaj siebie, swojego serca, sensu świata i miłości. Przecież takie słowa można podpiąć pod większość codziennych zachowań. Najbardziej zaskakujący paradoks pielgrzymki do grobu świętego wyraża się

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Nostalgia większa niż prawda

Na całe życie

Drodzy Czytelnicy,

Jeżeli można mówić "happy"


komentarze



Facebook