ZAWSZE BYŁEM DZIECKIEM
Żyjemy w społeczeństwie, które nie chwali, a wytyka braki. Mówi się uczniowi: Jestem tu, żeby poprawić cię w dziedzinie, w której nie jesteś dość dobry - zamiast poszukać tego, w czym jest dobry, i jeszcze go w tym podciągnąć.

FOT. MEGAN SOULE / UNSPLASH.COM


Dominik Jarczewski OP: Śni się panu czasem szkoła?

Andre Stern: Nie. Nigdy nie chodziłem do szkoły i w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, że można śnić takie koszmary. Aż pewnej nocy obudził mnie krzyk żony. Śniło się jej, że zaspała na ważny egzamin. Sprawdziany, konieczność porównywania się z innymi, strach, że się nie jest wystarczająco dobrym, były mi całkowicie obce.

Ale prędzej czy później życie postawi nas przed niejednym egzaminem, często bardzo praktycznym. Nie uciekniemy od tego.

Tyle że wszystkie życiowe egzaminy są w jakiś sposób związane z wyborami, których dokonujemy. W szkole natomiast jesteśmy oceniani według arbitralnego kryterium, jakim jest wiek, ktoś sprawdza naszą znajomość rzeczy, które niekoniecznie nas interesują, nie wtedy, kiedy mamy na to ochotę, i nie zawsze w sposób, jaki nam odpowiada. Kiedy sprowadzimy nauczanie do sprawdzianów, sama nauka stanie się czymś traumatycznym. Z wielką szkodą dla niej samej. Przecież wszystkie dzieci chcą się uczyć, poznawać świat. Rodzą się z apetytem na wiedzę. To pragnienie nowego jest czymś naturalnym, ale zaczyna nas przerażać, jeśli potencjalnie stanowi materiał do oceniania nas i kontrolowania. Wtedy nauka staje się czymś bolesnym, a nowość – zagrożeniem. I unikamy obu rzeczy, z którymi się urodziliśmy.

Szkoła zabija tę naturalną ciekawość?

Nie jestem krytykiem szkoły. Stwierdzam jedynie, że wielu dorosłych ma traumę związaną z nauką w szkole. Jeśli chcemy myśleć o tolerancji w dzisiejszym świecie i nie odrzucać nowości jako zagrożenia (co obecnie wydaje się szczególnie ważne), nie możemy tego traumatyzować od najmłodszych lat. To jest raczej pytanie o paradygmat społeczny, a nie o samą szkołę.

W innych kulturach podejście do szkoły jest inne? Czy może mówimy o jakiejś utopii?

Myślę, że to przede wszystkim pewna nostalgia.

Za czym?

Za światem, w którym było więcej zaufania.

Istniał kiedykolwiek taki świat?

Na pewno.

Gdzie?

Wszędzie.

Kiedy?

Z pewnością w epoce łowiecko-zbierackiej.

Z tygrysami szablozębnymi to niekoniecznie było rajskie życie.

Proszę mnie dobrze zrozumieć: nie postuluję żadnego powrotu do przeszłości. Zwracam uwagę na to, co podkreślają niektórzy historycy, że przejście z trybu zbierackiego do rolniczego stanowiło jedną z największych rewolucji społecznych. Dotąd żyłem z tego, co dała mi ziemia. Natomiast rolnik żywi rodzinę z tego, co wyprodukował w pocie czoła. Od wdzięczności przechodzimy do stawiania wymagań.

Sobie i dzieciom.

Nie traktujemy poważnie dzieciństwa. Patrzymy na nie jedynie jako na pewien etap od urodzenia aż do momentu, gdy uzna się nas za dorosłych. Czyli tych, którym się należy szacunek. Widać to po tym, jak traktujemy dzieci. Jak się do nich zwracamy, jak organizujemy im życie, ale również w tym zranionym dziecku, które nosi w sobie każdy dorosły.

Na czym polega ta rana?

Na tym, że któregoś dnia (pewnie niejeden raz) usłyszeliśmy: Nie wystarczasz mi taki, jaki jesteś. Musisz się zmienić. To się zaczyna bardzo wcześnie. Mój młodszy syn miał zaledwie dwa dni, gdy kierowca taksówki zagadnął nas: „I co, pozwala wam spać?”. Takie niby banalne pytanie, a prowokuje rodziców do myślenia: Kochałbym cię bardziej, gdybyś dłużej spał. Ten przymus spełniania oczekiwań innych będzie nam towarzyszył przez całe życie. I akceptujemy to, bo od początku nam to powtarzano. Jeśli skupiam się na tym, kim mam się stać, nie mam czasu być sobą. Prawdziwa rewolucja polega na uznaniu, że kocham cię takiego, jaki jesteś. Jeśli w ten sposób będę traktował dziecko, stanie się ono zupełnie innym dorosłym. A ci nowi dorośli stworzą nowy świat. Wierzę, że to możliwe.

Załóżmy, że mamy takich kochających rodziców, którzy nie popełnili błędów wychowawczych. Dziecko kończy 6–7 lat i trafia do szkoły, w której spotyka się z systemem wymagań, sprawdzianów, nagród i kar. I co wtedy?

W ciągu dziewięciu miesięcy życia płodowego każdy z nas ma szczególne doświadczenie przywiązania: fizjologicznego, ale również psychicznego. To jest doświadczenie konstytutywne dla naszego istnienia. Co ciekawe,

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Andre Stern - ur. 1971, kompozytor, lutnik, dziennikarz i pisarz. Przewodniczący Instytutu Arno Sterna, w ramach którego kontynuuje i propaguje badania z pedagogiki swojego ojca. Mąż i ojciec dwójki dzieci. Nigdy nie chodził do szkoły. W języku polskim nakładem wydawnictwa Element ukazały się jego książki: "...I nigdy nie chodziłem do szkoły. Historia szczęśliwego dzieciństwa" (2016), "Zabawa. O uczeniu się, zaufaniu i życiu pełnym entuzjazmu" (2017). (wszystkie teksty tego autora)

Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, absolwent filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim i teologii na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, studiuje filozofię w Paryżu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

ZIEMIA NICZYJA

TO, CO NAS WIĄŻE

ŚWIATY NIEZNANE

PRZYMIERZE I BŁOGOSŁAWIEŃSTWO

ESTETA


komentarze



Facebook