Archwium > Numer 528 (08/2017) > Karol Meissner OSB 1927-2017 > ŚREDNIOWIECZNY POMYSŁ NA ŻYCIE

ŚREDNIOWIECZNY POMYSŁ NA ŻYCIE
W zakonie chciał zostać bratem i wiele lat zabrało przełożonym przekonanie go, by przyjął święcenia kapłańskie. Ale to marzenie o byciu prostym bratem pozostało w nim do końca.

FOT. ROBERT ŻMIEJKO OSB


Mówiliśmy o nim: „szalony Karol”, „Karol artysta”, „Karol – człowiek renesansu” – był kapłanem, lekarzem, psychiatrą, biblistą, muzykiem – on się uśmiechał, zezwalał, ale widać było, że te określenia go nie łechtały. Zdawało się, że kornik próżności go nie dotyka. Pewnego razu siedzieliśmy w celi dominikanina ojca Jana Góry. Dyskutowaliśmy o czymś zawzięcie i on, chcąc mi udowodnić, że mówi prawdę, położył się na podłodze i powiedział, że mogę się po nim przejść, bo jest prochem.

Zapytałem go, czy jego „osobowej bujności” można upatrywać w genach, które odziedziczył po dziadku, oryginalnym filozofie, znanym platoniku, Wincentym Lutosławskim, po urodzonej w Hiszpanii babce, poetce Sofii Casanovie, a może po ojcu, wybitnym lekarzu i polityku II RP, bliskim współpracowniku Romana Dmowskiego.

Skrzywił się i machnął ręką. – Zostawmy to, bo to nic nie da. Jeżeli chodzi o moje szaleństwo, to nic w tym dziwnego. Jeśli ktoś chce zostać mnichem, to znaczy, że ma nierówno pod sufitem.

Rodzina nie była dla niego powodem do chwalenia się. Nie był wyznawcą herbarzy, rodzinnych nobilitacji i koneksji. Człowiek był jego zdaniem wart tyle, ile ze sobą zrobił w procesie samowychowania. Zapytałem go jednak, czy rodzice mieli wpływ na wybór jego drogi życiowej.

 – W domu nie mówiono o światopoglądzie, a raczej o czymś, co nazwałbym wartościami. Taką wartością na przykład była sprawa polska. Ale tak było wówczas w większości rodzin. O religii się nie mówiło wiele. To była rzeczywistość, w której się żyło. Matka była bardzo wrażliwa na to, żeby była w tym prawda. Nie było u nas na przykład zwyczaju modlitwy przed jedzeniem. Kiedyś gościliśmy na obiedzie księdza, który się przed jedzeniem pomodlił. Będąc już wówczas studentem, też się przeżegnałem przed posiłkiem. Po obiedzie matka mi powiedziała: Jeśli chcesz się modlić przed jedzeniem, to dobrze, ale w takim razie módl się zawsze, a nie tylko wtedy, kiedy w domu jest ksiądz. Natomiast skoro mówisz codziennie pacierz, to choćby się ziemia waliła, na wycieczce, wśród innych ludzi, powinieneś go zawsze odmawiać. Nawet jako kapłanowi mówiła mi niejednokrotnie: Uważaj, żebyś nie był zakłamany w kazaniach. Nie znosiła egzaltacji religijnej.

Kiedy powiedział swojemu ojcu, na krótko przed jego śmiercią, że chce wstąpić do benedyktynów, ten się uśmiechnął i szepnął: To taki

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jan Grzegorczyk - pisarz, w latach 1982-2011 roku redaktor miesięcznika "W drodze". Wydał m.in. "Dziurawy kajak i Boże miłosierdzie", pięcioksiąg "Przypadki księdza Grosera", opowiadania "Niebo dla akrobaty", powieści "Chaszcze i Puszczyk". Jego ostatnią książką jest Święty i błazen, rozmowa z Janem Górą, która jest swoistym testamentem ojca Jana. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Złamana deska

NA STAROŚĆ POSTANOWIŁ ZOSTAĆ KAPŁANEM

Matka na zawsze

Pęknięcie w Kościele czy krzywa Gaussa?

Dzieje Abrahama Wyrwikufla (II)


komentarze



Facebook