ZGODNIE PROSIĆ
Dlaczego "dwaj" mają się modlić razem, dlaczego to takie dobre? Czy jest to modlitwa skuteczniejsza? Przecież dobrze wiemy z własnego doświadczenia, że nawet żarliwa modlitwa wspólnotowa bywa przez Boga niewysłuchana.

FOT. MACIEJ CHANAKA OP


Święty Efrem Syryjczyk powiada, że z Pismem Świętym jest jak ze źródłem: nie da się wypić całego (na szczęście), ale kiedy człowiek jest spragniony, może do niego powrócić i znów ugasić pragnienie. Tak się właśnie czuję, gdy mam się zmierzyć z fragmentem Ewangelii: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). Może uda mi się wypić łyk lub dwa z tego źródła. Bo choć wiele razy te słowa słyszałem jako zachętę do wspólnej modlitwy i sam nieraz się do nich odwoływałem, to jednak, przyznaję, nigdy zbyt wnikliwie się nad nimi nie zastanawiałem. Zawsze traktowałem je jako coś oczywistego, zrozumiałego samo przez się – modlitwa wspólna czy wspólnotowa ma moc, jest godna zalecania i praktykowania. To zupełnie jasne. Wydaje się zresztą, że nie ja jeden łatwo nad tymi słowami Jezusa przechodziłem do porządku dziennego. W komentarzach biblijnych raczej trudno znaleźć coś na ten temat. Owszem, można wyczytać, że chodzi tu o zgodną czy uzgodnioną modlitwę, co osobiście kojarzy mi się z filmowymi scenami, w których dwie procesujące się strony w obecności sędziego zawierają ugodę (i wszyscy są zadowoleni… albo nikt nie jest zadowolony).

Na szczęście wszystkie oczywistości prędzej czy później są poddawane próbie i nieraz trzeba je zweryfikować. Bo dlaczego niby modlitwa „dwóch” miałaby być jakoś szczególnie ważna i skuteczna, skoro w tym miejscu Ewangelii, które można uznać za najbardziej kompletną naukę na temat modlitwy, Jezus mówi: „Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu” (Mt 6,6); w ukryciu, a więc dyskretnie, sekretnie nawet, zatem zapewne samotnie. Zresztą sam Jezus w najważniejszych momentach swojej misji odchodził na samotną modlitwę. Dlaczego więc „dwaj” mają się modlić razem, dlaczego to takie dobre? Czy jest to modlitwa skuteczniejsza? Przecież dobrze wiemy z własnego doświadczenia, że nawet żarliwa modlitwa wspólnotowa bywa przez Boga niewysłuchana, przynajmniej w naszym rozumieniu i odczuciu (powiedzmy, że niewypełniona, bo wysłuchana może tak).

O co nie chodzi?

Przychodzi mi na myśl starotestamentalna opowieść o pojedynku Eliasza z prorokami Baala (1 Krl 18,20–40). W pewnym momencie tej dramatycznej historii, kiedy Baal nie odpowiada na modlitwy swoich czterystu pięćdziesięciu wieszczów, Eliasz zaczyna z nich szydzić: „Wołajcie głośniej, bo to bóg! Więc może jest zamyślony albo zajęty, albo udaje się w drogę. Może on śpi, więc niech się obudzi!” (1 Krl 18,27). Otóż na pewno w modlitwie „dwóch” nie chodzi o to, że dociera ona łatwiej do Boga, który może akurat nie miał czasu, żeby się naszą sprawą zająć, albo nie dosłyszał wołania pojedynczego człowieka, „albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie” (Mt 6,8).

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Cyprian Klahs OP - ur. 1969, dominikanin, przełożony domu zakonnego na Wiktorówkach, napisał m.in. "Pamiętniki Jonasza i inne apokryfy" (W drodze 2016). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

KOCHAM... NIENAWIDZĄC

Za was i dla was

NA ZAKUPY

Poszukiwacze perły

Zdolni do miłości


komentarze



Facebook