Archwium > Numer 529 (09/2017) > Gdzie dwóch lub trzech > TWORZYMY ZBIOROWĄ ORKIESTRĘ

TWORZYMY ZBIOROWĄ ORKIESTRĘ
Trudno nam otwierać się na Boga, wsłuchiwać w to, co ma nam do powiedzenia. Trudno też mówić do Niego. Kiedy jesteśmy w większym gronie, jest trochę łatwiej, zawsze ktoś niesie kogoś.

FOT. RADEK GRZYBOWSKI/UNSPLASH.COM


 Po co komu wspólna modlitwa? Czy nie wystarczy indywidualna rozmowa z Bogiem? Wiele razy słyszałam pogląd, że wiara i modlitwa to sprawy prywatne, z którymi nie należy się obnosić. Sama widzę wielką wartość w tym, by modlić się razem.

Jako świecka dominikanka odwołam się do naszych dokumentów, na podstawie których przyłączamy się do zakonu, odbywamy w nim formację, a potem realizujemy swoje dominikańskie powołanie.

W Regule Fraterni Świeckich św. Dominika czytamy, że źródłami, z których świeccy dominikanie czerpią siłę na drodze swojego powołania, jednocześnie kontemplacyjnego i apostolskiego, są między innymi: słuchanie słowa Bożego i czytanie Pisma Świętego, w miarę możliwości codzienne uczestnictwo w ofierze eucharystycznej, celebrowanie liturgii godzin w łączności z całą Rodziną Dominikańską (Reguła II.10). Dyrektorium Świeckich Zakonu Kaznodziejskiego Prowincji Polskiej podkreśla, że „pamiętając o swej przynależności do Zakonu Kaznodziejskiego, każdy jego członek świecki wspiera zakon swoją modlitwą, zarówno indywidualną, jak i wspólnotową” (Dyrektorium, art. 9).

To tyle, jeśli chodzi o prawo. A jak wygląda praktyka?

Razem, ale osobno

Chyba każdy, kto przychodzi do fraterni dominikańskiej (podobnie jak kandydaci do innych wspólnot i grup religijnych) odczuwa potrzebę duchowej łączności i z góry zakłada, że będzie ona realizowana także poprzez modlitwę. Kandydat ma już zwykle sporo doświadczeń zdobytych wcześniej, np. w duszpasterstwie, i chce je kontynuować w kontekście swojej aktualnej sytuacji życiowej. Inni z kolei przychodzą właśnie dlatego, że odczuwają głęboką tęsknotę za wspólnotą, która razem się modli, a nigdy przedtem do takiej nie trafili. Czasem dojrzewają wiele lat, by się do tej tęsknoty przyznać i ją zaspokoić. Są też tacy, którzy mają potrzebę wspólnoty duchowej, a jednocześnie odczuwają przed nią lęk, gdyż modlitwa w grupie kojarzy im się z koniecznością odsłaniania się, przekraczania granic prywatności i intymności. Obawiają się też wchodzenia w prywatność i intymność innych.

Z własnych doświadczeń, a także na podstawie wielu rozmów wiem, że często mamy rozmaite problemy związane z modlitwą. Czujemy się słabi, niegodni, zbyt grzeszni, by oczekiwać, że Bóg poświęci nam swoją uwagę. Brakuje nam doświadczeń lub umiejętności modlitwy. Nie spotkaliśmy wcześniej kogoś, kto poprowadziłby nas na tej drodze, był przewodnikiem, nauczycielem. Trudno nam otwierać się na Boga, wsłuchiwać w to, co ma nam do powiedzenia. Trudno też mówić do Niego. Kiedy jesteśmy w większym gronie, jest trochę łatwiej, zawsze ktoś niesie kogoś. Czasem to my jesteśmy bardziej aktywni, innym razem jesteśmy niesieni przez współmodlących się. Każdy daje tyle, ile może w danym momencie, i czerpie tyle, ile potrzebuje. Niekiedy wystarczy sama bierna obecność w modlącej się wspólnocie, by wrócić do domu silniejszym. A kiedy indziej wzmacnia nas świadomość, że wspólnota modli się razem, choć mnie w tym momencie nie ma z nimi. Bo modlitwa wspólnotowa niekoniecznie oznacza, że zawsze jest ona wspólna, jednoczesna w miejscu i w czasie. Znamy takie sytuacje, kiedy z powodu odległości, złego stanu zdrowia czy innych problemów ktoś nie jest w stanie fizycznie uczestniczyć w spotkaniach. Jednoczy się jednak z duchowymi siostrami i braćmi przez to, że sięga po swój brewiarz czy różaniec w tym samym czasie, gdy oni się modlą razem. Jako osoby żyjące aktywnie w świecie, mające obowiązki rodzinne, zawodowe, społeczne nie jesteśmy w stanie spotykać się często w gronie całej wspólnoty. Stąd pojawiają się różne inicjatywy, by przestrzeń wspólnej modlitwy zachować. Członkowie niektórych fraterni umawiają się na przykład, że będą codziennie o tej samej porze odmawiać jutrznię lub nieszpory – każdy w swoim domu. Czasem mobilizujemy się wszyscy i ustalamy, że przez określony czas, w danym terminie, będziemy się modlić w konkretnej intencji, odmawiając litanię dominikańską. To wszystko powoduje, że wspólnota trwa, niezależnie od tego, gdzie się akurat znajdujemy. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Małgorzata Mazur - ur. 1959, pedagog, absolwentka teologii na ATK w Warszawie, terapeutka "Szkoły dla rodziców i wychowawców", przełożona prowincjalna Fraterni Świeckich Zakonu Kaznodziejskiego mieszka w Szczecinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

JESZCZE RAZ

Kryzysy w małżeństwie

Instytucja wykluczenia społecznego

MEBLOŚCIANKI I KRYSZTAŁY

Dlaczego aniołowie potrafią latać?


komentarze



Facebook