INSZALLAH
Możesz mieszkać w namiocie, baraku, pustostanie bez prądu i bieżącej wody. Możesz dzielić łazienkę i kuchnię z kilkoma czy kilkunastoma rodzinami twoich sąsiadów. Wrogowie mogą odebrać ci prawie wszystko, ale nigdy, nie zapominaj, kim jesteś.

FOT. RAFAŁ WAWRZYŃCZYK OP


 Siostrze Lumie przełożona wręczyła kluczyki do samochodu i powiedziała: Jedź! Gdy zapytała, dokąd, usłyszała tylko: Przed siebie. Siostra Laetitia zastanawia się, czy pranie, którego nie zdążyła wyciągnąć, nadal jest w pralce. Podobnie jak tysiące mieszkańców Karakosz obie siostry nigdy nie zapomną nocy z 5 na 6 sierpnia 2014 roku. O piątej nad ranem obudziły je wystrzały z dział oznaczające zbliżającą się ofensywę tzw. Państwa Islamskiego. Parę godzin później w morzu uchodźców, pieszych i zmotoryzowanych przemierzały drogę do Irbilu. Normalnie to tylko godzina jazdy. Tego dnia podróż zajęła dziesięć godzin.

Pomysł

Nasza historia zaczęła się nieco później. We wrześniu 2015 roku uczestniczyliśmy w spotkaniu młodych sióstr i braci zakonnych na Jasnej Górze, zorganizowanym z okazji Roku Życia Konsekrowanego. Wykłady, konferencje, wspólne rozmowy z pełnymi entuzjazmu rówieśnikami były niezwykle interesujące i budujące. Nas jednak zaprzątało w tym czasie co innego. Od paru dni w mediach toczyła się gorąca dyskusja na temat uchodźców, którzy w ogromnej liczbie decydowali się przybyć do Europy w poszukiwaniu lepszego i bezpieczniejszego życia. Również papież Franciszek zabrał głos i powiedział, że byłoby czymś ewangelicznie pięknym, gdyby każda parafia w Europie przyjęła choćby jedną rodzinę. Ta myśl dodawała nam skrzydeł. Co za piękny pomysł: prosty, a z takim potencjałem! Dla parafii to tylko jedna rodzina, ale jeśli przemnożyć to przez liczbę parafii, to w samej Polsce dach nad głową znalazłoby kilkadziesiąt tysięcy uchodźców. Bardzo szybko się okazało, że nie jest to aż tak proste. (Dzisiaj, być może, wydaje się to jeszcze trudniejsze niż dwa lata temu). Wówczas któryś z nas zapytał: Skoro nie jest realne, żeby ludzie doświadczający cierpienia na Bliskim Wschodzie przyjechali do nas, to może my powinniśmy pojechać do nich?

W pomyśle tym od początku było coś więcej niż podmuch młodzieńczej wyobraźni. Mateusz przez ostatni rok mieszkał w klasztorze w Oksfordzie, gdzie miał okazję poznać ojca Timothy’ego Radcliffe’a, byłego generała naszego zakonu. Pół roku wcześniej ojciec Radcliffe został przez braci i siostry zaproszony na tydzień do Iraku. Wrócił bardzo poruszony sytuacją chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Dzielił się usłyszanymi historiami, w których wybrzmiewało poczucie opuszczenia i zapomnienia przez Zachód. Ojciec Timothy był przekonany, że pomimo ciągle niestabilnej sytuacji w regionie powinniśmy znaleźć odwagę i być z tymi ludźmi, dzieląc chociaż przez chwilę ich trudną sytuację.

Decyzja

Świadectwo ojca Radcliffe’a dodało nam śmiałości. Postanowiliśmy nawiązać kontakt z dominikankami, które odwiedził były generał, i przekonać się, czy rzeczywiście chciałyby, żebyśmy przyjechali. Od początku byliśmy zgodni, że nie ma sensu robić nic na siłę albo tylko dla szlachetnie brzmiącej idei. Jednym z podstawowych problemów związanych z organizacją każdego wolontariatu jest to, że praca, którą ma wykonywać wolontariusz, musi mieć sens i powinna być pożyteczna z perspektywy tych, do których jest skierowana. Nie wystarczy sama chęć pomagania. Zwłaszcza że potrzebujący rzadko kiedy powiedzą wprost, że dana forma wsparcia jest bez sensu i jedyną korzyść z wolontariatu odnosi sam wolontariusz. Długo się zastanawialiśmy, jak nie wpaść w taką pułapkę. Po konsultacjach z siostrą Lumą Khuder, mieszkającą i pracującą na miejscu, wyklarował się pomysł nauczania angielskiego.

Sama idea i gotowość do pracy to jeszcze za mało. Jako zakonnicy musieliśmy przedstawić nasze plany przełożonym i w posłuszeństwie przyjąć ich decyzję. Zgoda przełożonych pozwoliła zobiektywizować nie tylko realność takiego wyjazdu, ale i jego sensowność. Dodatkowo, oprócz konkretnego wsparcia ze strony starszych i bardziej doświadczonych braci, zyskiwaliśmy 

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Mateusz Grzelczak OP - ur. 1989, dominikanin, studiuje teologię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

Rafał Wawrzyńczyk - ur. 1982, dominikanin, studiuje teologię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów, mieszka w Krakowie (wszystkich teksty tego autora)

Gaweł Włodarczyk - ur. 1988, dominikanin, studiuje teologię w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów, mieszka w Krakowie (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także


komentarze



Facebook