MÓJ DOBRY, KOCHANY LĘK
Jeżeli ktoś nie reguluje swojego lęku, bo nie jest go świadomy - a większość ludzi tak robi, bo nikt ich nie nauczył, jak regulować lęk na podstawowym poziomie jego fizycznego odczuwania - wówczas taka osoba, napotykając wiele sytuacji stresowych, uczy się żyć w lęku.

FOT. FRANK MCKENNA / UNSPLASH.COM


Katarzyna Kolska: Zacznijmy naszą rozmowę od próby zdefiniowania tego, o czym mamy rozmawiać. Co to jest lęk?

Wojciech Sulimierski: Najkrócej i najprościej mówiąc, lęk jest uczuciem, emocją.

Czy lęk jest czymś innym niż strach?

Tak, chociaż niektórzy nie rozróżniają tych dwóch pojęć i używają ich zamiennie. Określenia lęk używamy wtedy, kiedy trudno nam znaleźć jego bezpośrednią przyczynę, jest on najczęściej reakcją na procesy zachodzące wewnątrz organizmu niezwiązane z bezpośrednim zagrożeniem. Słowo strach rezerwujemy raczej dla opisania reakcji na zetknięcie się z konkretnym zewnętrznym bodźcem zagrażającym, który łatwo wyodrębnić i od którego łatwo się uwolnić.

Jeśli się boję, że ugryzie mnie pies…

…to odczuwa pani strach. Gdy pies zniknie z horyzontu, strach mija.

Kiedy w naszym życiu pojawia się pierwszy lęk?

Bardzo wcześnie, można powiedzieć, że towarzyszy nam od pierwszych chwil naszego życia. Oczywiście lęk to jest nasze dorosłe słowo określające niemowlęce doznania.

Płacz nowo narodzonego dziecka to objaw lęku przed światem?

To nasza dorosła interpretacja tego, co się dzieje w wewnętrznym świecie niemowlęcia. Ale da się ją jakoś obronić. Dziecku, które się rodzi, jest przede wszystkim zimno, dotykają go nieznane ręce lekarza czy położnej, czuje dyskomfort. Jest to dla niego duża różnica w porównaniu z tym, co miało w łonie matki, więc doznaje szoku, czyli zderzenia z jakimś nieoczekiwanym bodźcem. To może wywoływać lęk.

Kiedy lęk staje się czymś świadomym, czymś, co umiemy rozpoznać i nazwać?

Już nawet dwu-, trzyletnie dziecko potrafi powiedzieć, że się boi. Oczywiście trzylatek powie o tym zupełnie inaczej niż osoba dorosła, ale komunikat jest ten sam: coś mi zagraża.

To uczucie, o którym pan mówi, musi się jakoś objawiać w naszym organizmie, skoro umiemy je określić i nazwać, że to jest lęk. Jak ono się wyraża?

To bardzo dobre pytanie, ponieważ podczas psychoterapii widać niestety jak na dłoni, że ludzie nie wiedzą, jak się objawia lęk, i ignorują jego objawy.

Najbardziej podstawowym i też najmniej inwalidyzującym objawem jest napięcie mięśni prążkowanych, czyli mięśni zależnych od naszej woli. Napięcie to zaczyna się w dłoniach oraz wokół ust, przechodzi przez przedramiona, ramiona, pas barkowy, dalej na kark, plecy, mięśnie klatki piersiowej oraz brzucha i dalej w dół na mięśnie prążkowane ud, podudzi i stóp.

Czasami widzimy kogoś, kto nerwowo potrząsa nogą. Po co to robi? Teoretycznie po nic. Ale to znaczy, że ten człowiek w nieświadomy sposób rozładowuje lęk.

Mówi się też, że ktoś ma serce w gardle albo ściśnięty żołądek.

No tak, bo jeśli nie zwrócimy świadomie uwagi na to napięcie, to lęk idzie dalej, na bardziej wewnętrzny poziom, co jest związane z działalnością układu nerwowego współczulnego. Oznacza to między innymi przyspieszenie akcji serca, robi się nam gorąco, mamy spocone lub zimne ręce, czujemy suchość w ustach i gardle, nerwowo chrząkamy, czasami mamy dreszcze. To jest poziom drugi. Jeśli zignorujemy te objawy lęku, pojawią się kolejne, związane z układem przywspółczulnym: ból brzucha, ściśnięty żołądek, nudności, czasami aż do wymiotów, zaparcia lub biegunki, zawroty głowy, omdlenia.

Czwarty, najgorszy poziom lęku jest związany z zaburzeniami zdolności poznawczo-percepcyjnych, przejawiającymi się utratą wątku myślenia, nagłym brakiem pamięci, zaburzeniami widzenia albo słyszenia. Jeżeli ktoś nie reguluje swojego lęku, bo nie jest go świadomy, nie zwraca na niego uwagi, ignoruje go – a większość ludzi tak robi, bo nikt ich nie nauczył, w jaki sposób regulować lęk na tym podstawowym poziomie – a z różnych powodów jest narażony często na stresujące sytuacje, wówczas taka osoba uczy się żyć w lęku.

Czy to znaczy, że lęk może być nieświadomy?

Bardzo często tak jest. Wystarczy obserwować ludzi w pociągu albo w tramwaju: ktoś obgryza paznokcie, przebiera palcami, ktoś zaciska oczy, inny potrząsa nerwowo nogą, ktoś siedzi skulony, napięty. Takie osoby żyją w wolno płynącym lęku, którego sobie nie uświadamiają. Lęk zaczyna w nich żyć swoim własnym życiem, najczęściej w oderwaniu od pierwotnych bodźców, których – w historii ich życia, w kontaktach z bliskimi – musiało być dużo.

Zupełnie czymś innym jest to, kiedy budzę się rano ze ściśniętym żołądkiem, bo za chwilę mam jakiś bardzo ważny egzamin albo na przykład rozmowę o pracę, na której mi bardzo zależy. Jest tutaj wyraźny bodziec i mój organizm reaguje na zagrożenie strachem. Lęk jest normalnym, dobrym i prawidłowym zjawiskiem.

Dobry lęk?

Tak, i zaraz o tym powiem, ale jeszcze chcę doświetlić tę jego ciemną stronę. Jeżeli człowiek zbyt często się lęka i nie potrafi wskazać przyczyny takiego stanu, a jeśli nawet wskazuje, to nie może się od tej zagrażającej sytuacji uwolnić (na przykład dziecko, które doświadcza w domu przemocy), to oprócz cierpienia, które się z tym wiąże, jest to też niezdrowe dla jego organizmu. Mówiąc obrazowo(...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Sulimierski - ur. 1972, filozof, psycholog, certyfikowany psychoterapeuta Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Europejskiego Stowarzyszenia Psychoterapii. Superwizor-aplikant psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Pracuje w Pracowni Dialogu w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

A ŻŁÓBEK BĘDZIE?

KLASYCY, JAZZMANI I FOLKOWCY

CHCE MI SIĘ WYĆ

Przez nich świeci światło

Nie ma życia na parafii


komentarze



Facebook