JESTEM TRĄBĄ
Jeśli ktoś pyta, co ma zrobić, to w tym pytaniu widzę z jednej strony jego tęsknotę za tym, żeby nie popełnić błędu, a z drugiej strony oczekiwanie, żeby usłyszeć: Jakkolwiek zdecydujesz, będzie dobrze. Masz prawo popełnić błąd.

FOT. JAKOB OWNES / PEXELS.COM


Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Napisałeś książkę zatytułowaną Dojrzała niedojrzałość. Jest coś paradoksalnego w tym sformułowaniu.

Wojciech Prus OP: Pamiętam, jak opowiadałem o tym tytule ks. Krzysztofowi Grzywoczowi. Powiedział mi: Bardzo mi się ten tytuł podoba, bo większość ludzi prezentuje postawę niedojrzałej dojrzałości. To znaczy, pozornie są dojrzali, a tak naprawdę w środku wszystko jest w nich niedojrzałe. Krzysztof przywołał wtedy Zenomenę Płużek, na której wykłady chodził na KUL-u, i powtarzał za nią, że przejawem dojrzałości jest odkrycie swojej niedojrzałości, pogodzenie się z tym, a nawet zaprzyjaźnienie.

A gdybyś słowo „niedojrzałość” miał zestawić ze słowem „bezradność”?

Dojrzałą niedojrzałość postrzegam raczej jako przejaw „radności”, a nie bezradności. Ta „radność” w praktyce wyraża się proszeniem o pomoc: odkrywam jakiś obszar swoich trudności, na przykład jestem nałogowym palaczem papierosów, nie potrafię rzucić palenia, a bardzo tego chcę, więc szukam pomocy. Chcę schudnąć, ale mimo wieloletnich wysiłków mi się to nie udaje. Dlatego decyduję się na spotkanie z dietetykiem, który mi w tym pomoże. Oczywiście w sformułowaniu „dojrzała niedojrzałość” tkwi paradoks, bo większość z nas chce sama sobie radzić ze swoimi problemami.

Gdzie jest granica między „radnością” a bezradnością? Ktoś może się przecież uwiesić czyjegoś rękawa i powiedzieć: Prowadź mnie, bo sam nie mogę.

W tym poproszeniu, symbolicznym czepianiu się czyjegoś rękawa, jest jednak mimo wszystko coś pozytywnego. Bo to jest próba wyjścia ze swojego świata, szansa na dialog.

Czy ten dialog nie jest przypadkiem takim ukrytym sposobem przerzucania odpowiedzialności na kogoś? Podejmij za mnie decyzję, a jeśli coś nie wyjdzie, to nie ja będę temu winien.

Tu można popaść w skrajności. Wyobraźmy sobie, że idziemy z kimś w wysokie góry. W pewnym momencie kogoś zaczyna boleć głowa, źle się czuje, ma problem aklimatyzacyjny, czyli chorobę wysokościową. Nie chce nikomu robić kłopotu swoją osobą, więc nie mówi o tym, co się z nim dzieje. Zamiast poprosić o pomoc, o radę – kontynuować wyprawę czy zawrócić – zagryza zęby i idzie dalej. Ale w pewnym momencie słabnie, potrzebna jest akcja ratunkowa.

Z drugiej strony można sobie wyobrazić, że ktoś ma delikatny ból głowy i natychmiast zwala ten problem na drugiego człowieka. Oczekuje, że to on podejmie za niego decyzję.

Porównując te dwie sytuacje, uważam, że powiedzenie o swojej słabości jest mimo wszystko lepsze i bardziej obiecujące niż zagryzanie zębów. Bo w pierwszym przypadku wymagam od siebie za dużo. Polegam na swojej wszechmocy. Jestem atlasem. A obrazem tej drugiej skrajności jest dla mnie dziecko, noszone przez rodzica na rękach.

Tylko że góry są trochę abstrakcyjne.

Dla tych, którzy po nich chodzą, nie.

Ale gdybyśmy to jednak przełożyli na doświadczenie księdza, który ma pewien autorytet i ludzie go pytają: Co ja mam zrobić? Takie pytanie świadczy o pewnej niedojrzałości, bezradności, prawda?

Być może postawienie takiego pytania jest niedoskonałą formą, ale jednak stoi za tym pewna otwartość, chęć dopuszczenia do siebie kogokolwiek. To daje szansę na rozmowę.

W mojej książce Dojrzała niedojrzałość opowiadam o ojcach pustyni. Kiedy przychodzili do nich uczniowie, oni uciekali przed udzielaniem rad. Nie chcieli się przedstawiać jako ci, którzy wiedzą lepiej. Mądrość mistrza polegała na tym, że nie pozwalał zbyt łatwo zabierać sobie słowa, w końcu jednak, gdy uczeń wytrwale go przyciskał, coś mówił. Uczeń to zapamiętywał. A my to, co zapamiętał, mamy zapisane w formie apoftegmatów.

Za pytaniem: „Co ja mam robić?” kryje się chyba jakiś lęk.

No tak, pytam, bo się obawiam, że zrobię coś źle, że nie trafię, że moja decyzja będzie pomyłką. I tutaj znowu przywołam (...)

 
(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Prus OP - ur. 1964, dominikanin, doktor patrologii, studiował w Krakowie i Rzymie, przez osiem lat był dyrektorem Wydawnictwa "W drodze", obecnie jest duszpasterzem wspólnoty Lednica 2000. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo "W drodze 2016"). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika "W drodze", mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Ważniejszy jest człowiek

DROGA WIARY

Mapa pielgrzymów

Śniło mi się, że spowiadam

Święci o upadłych


komentarze



Facebook