Archwium > Numer 532 (12/2017) > Ksiądz też człowiek > POSŁUCHAJMY, CO MÓWIĄ INNI

POSŁUCHAJMY, CO MÓWIĄ INNI
A właściwie to dlaczego nas nie lubicie? Poświęcamy się, jak tylko możemy. Bez żony, w zasadzie bez domu. I zamiast wdzięczności... ech, lepiej nie mówić.

 Ileś lat temu na murach miast, a pewnie nie tylko, pojawiły się napisy: „Księża na księżyc”, co oczywiście wywołało oburzenie nie tylko wśród duchownych, ale i świeckich, zwłaszcza zaangażowanych politycznie. Niejeden z nas, jeśli pojawił się na ulicy w sukni duchownej, usłyszał za plecami: „Pedzio”, „pedał”. Przeżył coś podobnego jeden z moich współbraci w tramwaju. Wracał z pogrzebu na Powązkach. Na Nowolipkach wpadła do pojazdu grupa młodzieży w wieku licealnym. Śmichy-chichy, jak to młodzi, naraz poczuł czyjś oddech na karku i usłyszał: „Pedofil”. Niewiele myśląc, odparował: „Ej, młody, mam na sumieniu pewnie wszystkie grzechy główne, ale tego akurat nie mam. Pudło”. Konsternacja i po chwili salwa śmiechu. No i zaczęła się rozmowa. Po przejechaniu paru przystanków znieważony zakonnik już wiedział, do której szkoły chodzi ta „banda”, a na pożegnanie usłyszał: „Przepraszamy”. Opisuję to zdarzenie, gdyż wydaje się, że w oczach ludzi gubią nas nie tyle nasze grzechy, ile sposób, w jaki próbujemy sobie z nimi poradzić. Po prostu reagujemy nie po chrześcijańsku. Zapominamy, jak na wyrządzone naprawdę ciężkie krzywdy reagował Jezus. No tak, ale On był Bogiem, powie ktoś, a ja jestem tylko człowiekiem. Prawda to i nieprawda. Spróbujmy więc na chwilę zapomnieć o tym, co wiemy o Jezusie z ewangelicznych opowiadań, zwłaszcza o Jego cudach. Popatrzmy na Jego czysto ludzkie zachowania, to wystarczy, by osłupieć z zachwytu nad Nim i zapłakać nad naszą nieudolnością w pojmowaniu Jego przesłania.

Nie gardź prorokiem

Pamiętamy Jezusowe przykazanie o nadstawianiu prawego policzka, czyli o miłości nieprzyjaciół, ale jak przyjdzie co do czego i trzeba postąpić zgodnie z tym przykazaniem, odstawiamy je do kąta – przecież jest tak naiwne, nieżyciowe, niepraktyczne. Owszem, byłoby tak, gdybyśmy mieli jedynie słowną formę tego przykazania, zgoda, można by je włożyć do antologii pięknych i pobożnych aforyzmów, żeby nie powiedzieć życzeń. Ale nie, Jezus to przykazanie wypróbował na sobie. Uderzony w twarz, nie pokornieje, nie gra bohatera, nie ofiarowuje też bólu Panu Bogu za zbawienie świata, ale do swojego oprawcy mówi: „Jeśli źle coś powiedziałem, to udowodnij, co było złe, a jeśli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?”. Na tym właśnie polega miłość nieprzyjaciół, że bardziej powinien nas interesować los naszych krzywdzicieli niż nasz własny. Jezus nie zważa na to, co się z Nim dzieje, ważniejsze dla Niego jest to, co się dzieje w umyśle, w sercu, w sumieniu, w duszy tego człowieka. A ponieważ jest zepsutym człowiekiem, tym bardziej trzeba się nim zająć. Trzeba do niego podejść podobnie, jak Jezus podszedł do Judy Iskarioty, gdy ten przyszedł, aby Go wydać w ręce nieprzyjaciół. Jezus powitał go nie inaczej, jak słowem „przyjacielu”.

Szukając więc przyczyn antyklerykalizmu, warto zapytać, czy nie spłodził go klerykalizm. Mówiąc inaczej, trzeba zapytać, czy przypadkiem nie jest tak, że sami sobie jesteśmy winni. Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zwykle, gdyż na wszystko, co inne od naszego, reagowaliśmy jak zwykle, wcale nie podle, ale po kościelnemu, zgodnie z prawem kanonicznym, katechizmem, zgodnie z nauką Kościoła, a nawet z dogmatami, ale jednak nieewangelicznie. Zapomnieliśmy, że podstawą chrześcijańskiego życia nie jest wiara w wiarę, nadzieję i miłość, nie wiara w Kościół i dogmaty, ale miłość do Jezusa Chrystusa. Dopiero z tej miłości rodzi się wszystko inne. Widocznie jako Kościół nie zawsze o tym pamiętaliśmy, skoro co jakiś czas zwoływaliśmy synody i sobory, żeby zaradzić narosłym do granic wytrzymałości kłopotom. Co tu dużo mówić, zapatrzeni w niezmienność doktryny, zbyt długo nie dostrzegaliśmy, że – jak mówi papież Franciszek – odpowiadaliśmy na pytania, których nikt nam nie zadawał. Można dodać, że jeśli już odpowiadaliśmy, to na pytania, które sami stawialiśmy. Nie wolno nam zapominać, że wielu katolików, których ekskomunikowaliśmy z Kościoła po wsze czasy, a niektórych doprowadziliśmy do śmierci, dzisiaj czcimy jako świętych. Mając to na uwadze, jak też pamiętając o Cyrusie i oślicy Balaama, zanim kogoś odsądzimy od czci i wiary albo tylko zlekceważymy jego zdanie, pomyślmy, czy przypadkiem nie gardzimy prorokiem, czyli kimś, kto jest żywym słowem Boga.

Posłuchajmy proroków

Posłuchajmy więc człowieka, którego niejeden ma co najmniej za nieuprawnionego krytyka Kościoła, jeśli nie wroga, czyli prof. Leszka Kołakowskiego. Profesor twierdzi: (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wacław Oszajca SJ - ur. 1947, jezuita, poeta, eseista, publicysta prasowy i radiowy, autor licznych książek, znany kaznodzieja i rekolekcjonista, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Słowna liturgia codzienności

ZIMNO W NASZYM DOMU

WIARA AMBASADORA

MIEĆ ALBO NIE MIEĆ

SERCE LEZIE DO TEGO, CO LUBI


komentarze



Facebook