Archwium > Numer 532 (12/2017) > Początki chrześcijaństwa > CZY BÓG URODZIŁ SIĘ W GRUDNIU

CZY BÓG URODZIŁ SIĘ W GRUDNIU
Biblia zapowiadała przyjście Boga na świat jako przyjście światłości. Chrześcijanie uznali, że momentem najdogodniejszym do świętowania zwycięstwa światła nad ciemnością będzie przesilenie zimowe: czas, kiedy dzień zaczyna przeważać nad nocą.

FOT. FABRIZIO VERRECCHIA / UNSPLASH.COM


 Maciej Muller: Po co chrześcijanom święta, skoro mają Eucharystię?

prof. Józef Naumowicz: Wzorem dla nas jest Jezus, a On obchodził święta. W szabat chodził do synagogi, wielokrotnie pielgrzymował do Jerozolimy na święto Paschy. Wiemy też, że uczestniczył w obchodach Święta Namiotów i Chanuki (Święta Świateł).

Święta wczesnego chrześcijaństwa są kontynuacją starotestamentalnych. Apostołowie zrozumieli, że świętom żydowskim trzeba nadać nowy wymiar, bo wszystko się wypełniło w Chrystusie. Nie chcieli przejmować całego kalendarza liturgicznego, ale wybrali obchody, które po ofierze i zmartwychwstaniu Chrystusa nabierały nowego znaczenia. Żydzi święcili szabat, więc chrześcijanie też ustanowili dzień święty, jednak obchodzili go nie jako pamiątkę stworzenia, tylko odnowienia stworzenia. Wybrali pierwszy dzień po szabacie, ponieważ to wtedy Jezus zmartwychwstał i ukazał się uczniom. Tą drogą, w sposób naturalny, zrodziło się świętowanie niedzieli.

Podobnie powstały święta Wielkanocy. Jezus został ukrzyżowany w okresie Paschy, najważniejszego święta żydowskiego. Aby świętować Jego śmierć i zmartwychwstanie, pierwsi chrześcijanie wykorzystali teologię Paschy.

Czy chrześcijański sposób świętowania różnił się istotnie od żydowskiego?

Święta żydowskie miały charakter wspomnienia o ważnych wydarzeniach. Święta chrześcijańskie są czymś więcej niż obchodzeniem rocznicy. Boże Narodzenie to nie urodziny Pana Jezusa, tylko świętowanie tego, że Jezus narodził się dzisiaj. Nie chodzi o przypominanie ważnych wydarzeń historycznych, tylko o uobecnianie ważnych tajemnic wiary. Podobnie jak Eucharystia uobecnia tajemnicę przejścia ze śmierci do życia, tak święta są dniami, w których zostaje uobecniona tajemnica wcielenia, objawienia czy zstąpienia na Kościół Ducha Świętego. Każde święto ma w sobie „dzisiaj”. Chrystus dzisiaj się rodzi, umiera, zmartwychwstaje, wysyła swojego Ducha.

A czy w samym sposobie obchodzenia świąt pierwsi chrześcijanie sięgali po obyczaje judaizmu?

Przede wszystkim sięgali po teksty Starego Testamentu. Co ciekawe, najstarsze homilie paschalne nie rozważają opisu męki Jezusa, ale skupiają się na wyjściu z Egiptu, ofierze z baranka czy na proroctwach Izajasza o umęczonym Słudze Jahwe. Pewne elementy obyczajowości żydowskiej zachowały się u chrześcijan do dziś: przede wszystkim przaśny chleb i kielich wina używane podczas każdej mszy świętej. Oczywiście elementy wzięte z tradycji żydowskiej zyskują nowe znaczenie. Nie zabija się już w ofierze baranka, bo teraz barankiem jest Jezus Chrystus.

Od kiedy chrześcijanie obchodzili Wielkanoc?

Nie ma co do tego pewności. Pierwsze pisane źródła chrześcijańskie pochodzą dopiero z drugiej połowy II wieku. Nie jest jasne, co się działo po czasach apostolskich. Wiemy jednak, że około 156 roku toczył się spór o datę Wielkanocy. Chodziło o to, czy obchodzić ją dokładnie w pierwszą wiosenną pełnię Księżyca, czy w niedzielę przypadającą po tym dniu. Skoro już wtedy doszło do tak istotnego sporu – który zresztą o mało nie doprowadził do pierwszego rozbicia Kościoła i spowodował zwołanie wielu synodów – można domniemywać, że Wielkanoc miała wysoką rangę i musiała być obchodzona od samego początku istnienia Kościoła.

Na ile w jej obchodach widoczne były korzenie żydowskie?

Wspomnieliśmy już, że dla zrozumienia znaczenia Wielkanocy niezbędna jest teologia Paschy, związana ze świętowaniem wyjścia z niewoli egipskiej i przejścia przez pustynię. W późniejszym okresie w związku z Paschą Żydzi wspominali wszelkie interwencje Boga w historię, jak na przykład wyzwolenie z niewoli babilońskiej. W jaki sposób chrześcijańska teologia wyrasta z żydowskiej? W 12. rozdziale Księgi Wyjścia czytamy o zabiciu baranka, a Jezus staje się nowym barankiem. Umiera w tym samym czasie, gdy w świątyni ofiarowywano baranki. Z krzyża widzi wzgórze świątynne i dym tych ofiar. W ten sposób korzenie żydowskie zapowiadają rzeczywistość Nowego Testamentu.

Tradycja Starego Testamentu zawiera wiele treści, które pomagają głębiej zrozumieć święta Nowego Testamentu. Święty Augustyn powiedział, że Nowy Testament ukrywa się w Starym, a Stary znajduje wyjaśnienie i wypełnienie w Nowym.

Czy z Wielkanocą od początku łączył się Wielki Post?

Już w tradycji żydowskiej wielkie święta poprzedzały dni przygotowania. Ewangelie wspominają, że Żydzi nie wchodzili do domu Piłata, ponieważ był to dzień przygotowania do święta Paschy (zob. J 19,14). Takie dni szybko się pojawiły w tradycji chrześcijańskiej, przyjmując nazwę wigilii albo czuwania. Na dzień przed Wielkanocą poszczono i czuwano przez całą noc. Chodziło oczywiście nie tyle o powstrzymywanie się od spożywania pokarmów, o umartwienia, ile o oczyszczenie wewnętrzne. Liczba dni postnych z czasem rosła, powstało wiele tradycji: postu tygodniowego, ośmiotygodniowego, czterdziestodniowego... Ostatecznie ustalił się w Kościele zwyczaj poszczenia przez 40 dni przed Wielkanocą, a tradycja postu krótszego przerodziła się w Wielki Tydzień.

Wielki Post w starożytności pełnił dodatkową rolę – to wtedy katechumeni podejmowali intensywne przygotowania do przyjęcia chrztu. Słuchali katechez, modlili się, odmawiano nad nimi egzorcyzmy. Sakrament przyjmowali w noc paschalną.

Z kolei po nocy paschalnej następowało, jak pisze już w II wieku Tertulian, pięćdziesiąt dni Wielkanocy. Aż do Zesłania Ducha Świętego trwał okres radości, kiedy w kościołach nie klękano, a tajemnicę zmartwychwstania przeżywano już w połączeniu z tajemnicą zesłania Ducha Świętego, której punktem kulminacyjnym była z kolei Pięćdziesiątnica.

Dlaczego właściwie Wielkanoc jest świętem ruchomym?

Pascha jest ruchoma tylko w naszym kalendarzu słonecznym, ma natomiast stałe miejsce w kalendarzu księżycowo-słonecznym używanym przez Żydów. W obszarze śródziemnomorskim niebo jest na ogół bezchmurne i księżyc staje się doskonałym wyznacznikiem upływu czasu, bo łatwo określić każdą jego fazę. W kalendarzu księżycowym każdy miesiąc zaczyna się od nowiu. W połowie miesiąca następuje pełnia. Wadą miesięcy księżycowych jest natomiast niedopasowanie do pór roku (w używanym przez nas kalendarzu słonecznym pory roku rozpoczynają się zawsze w tych samych dniach miesiąca). Żydzi stworzyli więc rok księżycowo-słoneczny: co dwa–trzy lata dokładali trzynasty miesiąc, żeby miesiące przypadały mniej więcej na te same pory roku. Czternastego dnia miesiąca nisan (pierwszego miesiąca wiosennego) zabijano baranki, a piętnastego odbywała się wieczerza paschalna. Na te dni przypadała pełnia Księżyca: zjawisko stałe w kalendarzu żydowskim, ruchome w chrześcijańskim.

Chrześcijanie od początku posługiwali się kalendarzem słonecznym?

Tak, przyjęli stosowany w Cesarstwie Rzymskim słoneczny kalendarz juliański, zatwierdzony przez Juliusza Cezara. Nie chcieli jednak rezygnować ze starotestamentalnej podbudowy teologicznej świąt Wielkanocy, dlatego datę tego święta zdecydowali się wyznaczać, sięgając do kalendarza żydowskiego: należało ją tylko przeliczyć na kalendarz słoneczny.

Ale skoro istniało coś takiego, jak listy wielkanocne biskupów, w których ogłaszali oni datę święta, to znaczy, że funkcjonowały różne daty?

Nie. To ze względu na częste wśród chrześcijan trudności z wyliczeniem daty ustalił się zwyczaj, że na początku roku, na ogół 6 stycznia, biskupi najważniejszych diecezji ogłaszali, kiedy zaczyna się Wielki Post i kiedy w danym roku przypada Wielkanoc. Tę okazję wykorzystywali, żeby podzielić się z duchowieństwem przemyśleniami na tematy teologiczne czy podjąć aktualne problemy nurtujące Kościół – podobnie jak we współczesnych listach Episkopatu.

Za pontyfikatu Piusa X padła propozycja ustalenia stałego terminu Wielkanocy, ale nic z tego nie wyszło. Czy takie tendencje wracają w Kościele?

Owszem, co jakiś czas pojawia się pomysł, żeby ujednolicić w chrześcijaństwie datę Wielkanocy. Znajduje on tyluż zwolenników, co przeciwników. Sprawa jest niełatwa ze względu na rozbieżności między katolikami a prawosławnymi. O ile Kościół katolicki przyjął w XVI wieku kalendarz gregoriański, to prawosławny pozostał przy juliańskim. Gdyby więc Kościół katolicki wprowadził stałą datę święta bez uzgodnienia tego z prawosławnym, wprowadziłoby to dodatkowe zamieszanie. Taka decyzja, jeśli miałaby zapaść, to wyłącznie na drodze dialogu ekumenicznego.

A jaka data – teoretycznie – wchodziłaby w grę?

Wielkanoc musi przypadać w niedzielę, więc nie ma mowy o dacie stałej – najczęściej mówi się o pierwszej lub drugiej niedzieli kwietnia. Tyle że wtedy osłabilibyśmy znak jedności z tradycją starotestamentalną. To nie bez znaczenia, że Żydzi i chrześcijanie mają „w pobliżu” swoje najważniejsze święta.

Jak było z drugim z najstarszych świąt: Zesłaniem Ducha Świętego?

Do zesłania Ducha doszło wtedy, gdy apostołowie zgromadzili się w Wieczerniku w dniu Pięćdziesiątnicy (Dz 2,1–13). To drugie z najważniejszych świąt żydowskich, obchodzone 50 dni po święcie Paschy. Wydarzenie to jest, jeśli nie początkiem Kościoła, to na pewno jego ujawnieniem. Jezus działał tylko na terenie Palestyny, przyszedł do „swoich”. Po zesłaniu Ducha Kościół wychodzi z Dobrą Nowiną aż na krańce ziemi. A chrześcijanie postanawiają obchodzić pamiątkę tego wydarzenia w dniu Pięćdziesiątnicy. Żydzi w to święto przynosili do świątyni pierwociny plonów i wspominali nadanie Prawa na górze Synaj. I oto teraz przychodzi Duch Święty, który nadaje nowe Prawo i tworzy pierwociny Kościoła.

Wiemy coś o tym, w jaki sposób chrześcijanie obchodzili to święto?

Tylko tyle, że było poprzedzone wigilią, w centrum obchodów była Eucharystia, a po święcie następowała oktawa. W kaznodziejstwie podkreślano, że Duch Święty, obecny od samego stworzenia świata, zostaje w tym dniu zesłany – jak pisał św. Grzegorz z Nazjanzu – w sposób substancjalny, stając się obecny w Kościele. I że to dzięki Niemu chleb i wino stają się w Eucharystii ciałem i krwią Chrystusa.

A co ze Świętem Namiotów, trzecią z najważniejszych uroczystości żydowskich?

Początkowo nie pojawiało się w kalendarzu chrześcijańskim: nie wiązało się z nim bowiem żadne z kluczowych wydarzeń Nowego Testamentu. W późniejszym czasie znalazło w pewnym zakresie kontynuację w Bożym Narodzeniu. Zwrócono uwagę na słowa św. Jana, który w prologu swojej Ewangelii napisał, że Słowo „zamieszkało między nami” – co należałoby dosłownie przełożyć „rozbiło namiot wśród nas”. To aluzja do Święta Namiotów, upamiętniającego okres, kiedy Izraelici rozbijali namioty na pustyni, w drodze do Ziemi Obiecanej.

Dlaczego tak późno pojawiła się potrzeba obchodzenia Bożego Narodzenia?

Przede wszystkim dlatego, że (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. prof. Józef Naumowicz - ur. 1956, teolog, filolog klasyczny, tłumacz i wydawca pism ojców Kościoła, zajmuje się myślą i historią antyku chrześcijańskiego. Wydał "Filokalię", a nakładem wydawnictwa W drodze ukazały się "Cztery przyjścia Pana" oraz "Dwie są drogi. Przewodnik wczesnochrześcijański". Wykłada na UKSW i w stołecznym seminarium. Mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

Maciej Müller - ur. 1982, studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i dziennikarstwo w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera, w latach 2007-2012 pracował w "Tygodniku Powszechnym" jako dziennikarz, a następnie szef działu religijnego. Współautor książki "Miłość z odzysku" poświęconej związkom niesakramentalnym w Kościele, autor wywiadu z prof. Chazanem "Prawo do życia. Bez kompromisu"; redaktor książki Tomasza Gałuszki OP "Inkwizytor też człowiek. Intrygujące karty Kościoła". Mieszka pod Krakowem z żoną, synkiem i dwiema córkami. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

MIARA POSIADANIA

NAPRAWIANIE KOŚCIOŁA

CZY BOZIA SIĘ POGNIEWA?

PODOBNI DO MAŁPY


komentarze



Facebook