Archwium > Numer 532 (12/2017) > Adwent inaczej > ŚWIĘTY CHARAKTERNY

ŚWIĘTY CHARAKTERNY
W historii Kościoła wschodniego św. Mikołaj jest pierwszy po Bogu i Matce Bożej. Do niego zwykło się zwracać w każdej potrzebie, tak jak na Zachodzie zwraca się w sprawach trudnych do św. Antoniego, św. Judy Tadeusza czy św. Rity.



Urodziłem się w Charkowie, dwumilionowym mieście we wschodniej Ukrainie, i z czasów dzieciństwa, a były to jeszcze lata radzieckiego zastoju, pamiętam, że w niemal każdym domu można było znaleźć ikony Chrystusa, Maryi i św. Mikołaja. W latach 90. ubiegłego wieku wielu kierowców umieszczało na desce rozdzielczej małą ikonę tego świętego. Wielu moich znajomych i przyjaciół nosi to imię. Skala zjawiska wyraźnie przekracza przeciętną. Długo nie mogłem zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. I nikt nie potrafił mi tego wytłumaczyć. Czułem, że nie jest to tylko kwestia mody. To raczej coś, co porównałbym do zielonych gałązek nieśmiało wybijających ze starego pnia.

Mikołaj prawdziwy

Tak naprawdę było ich dwóch. Życiorys tego „właściwego” św. Mikołaja jest często pomieszany z życiorysem innego, tego, który prowadził monastyczne życie w pewnym klasztorze nieopodal Patary – rodzinnego miasta tego pierwszego. To znany nie od dziś zabieg ubarwiania czyjegoś życia. Taki początek popkultury. W końcu jeszcze przed Homerem istniały odpowiedniki dzisiejszego „Tańca z gwiazdami”, tłum obsypywał swych idoli laurkami i wydawał ostatnie szelągi na bilety, by zobaczyć w teatrze kolejny blockbuster. Średniowiecznego Pulitzera zdobył mnich Jakub de Voragine za swój bestseller Złota legenda, który, jak na przebój przystało, powstał w oparciu o zestawienie ze sobą na kartach jednej książki kilku znanych i lubianych historyjek o świętych. Dziś, w imię uatrakcyjniania opowieści, jest podobnie. Czy to znaczy, że naszego świętego trzeba ratować przed jego współczesnymi klonami – radzieckim Dziadkiem Mrozem albo wszechobecnym Santa Clausem? Czy trzeba odkopywać jego życiorys i prostować nieścisłości? Myślę, że nie. Doskonale poradzi sobie sam. A co ciekawe, kiedy patrzymy na jakąkolwiek ikonę z jego wizerunkiem, jako jedyny ze znanych mi świętych ma na każdej mniej więcej te same charakterystyczne rysy. Może to dowód na to, że zawsze się go rozpozna, odróżniając bez problemu od innych postaci?

Mikołaj bajkowy

„Mikołaju święty, przynieś nam prezenty” – tę i podobne piosenki przekazał nam autor Złotej legendy. W zamieszczonej tam historii Mikołaj ratuje życie trzech młodych dziewcząt. Ich ojciec, niegdyś bogaty, stracił cały dobytek i nie mogąc zapewnić córkom godziwego wiana, postanowił sprzedać je do domu publicznego, gdzie miały przynajmniej zapewnione wyżywienie. Mikołaj dowiedział się o tym, a ponieważ miał spory majątek odziedziczony po zmarłych rodzicach, w nocy podrzucił trzy worki ze złotem przez okno wspomnianego przybytku, ratując dziewice przed grzechem zniesławienia.

Kultura zachodnia przerobiła tę opowieść w zwyczaj dyskretnego dawania sobie prezentów w liturgiczny dzień wspomnienia świętego. Wschodnie chrześcijaństwo zwróciło natomiast uwagę na cudowny ratunek, podkreślając moralny wymiar tej historii. Co wcale nie znaczy, że na Wschodzie nie wprowadzono zwyczaju wręczania sobie podarków. Dziś dzieci je dostają raczej w noc Bożego Narodzenia albo w Nowy Rok. Jest to już zwyczaj bardziej kulturowy niż religijny, który przywędrował na Wschód dzięki żonom kolejnych rosyjskich imperatorów, pochodzącym w większości z małych protestanckich księstw niemieckich, a wzmocniony został po latach na polecenie partii osobą Dziadka Mroza – bohatera bajki zaprzęgniętego do wspierania walczącego ateizmu. Swoją drogą, to zadziwiająca kariera, gdyż nie była to nigdy historyjka szczególnie popularna i przegrywała w konkurencji z innymi. Jak choćby z tą o dwunastu braciach miesiącach i zziębniętej sierotce czy o groźnym i złym właścicielu zimowych lasów o imieniu Morozko. To jednak nie cała prawda. (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


ks. Jura Błażejewski FDP - ur. 1983, orionista, kapłan rzymskokatolicki, birytualista, posługuje w obrządku greckokatolickim. Studiował na KUL i UKSW; proboszcz parafii greckokatolickiej pw. Opatrzności Bożej we Lwowie, redaktor naczelny dwumiesięcznika "Skynia". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Kto wytrwa do końca

NIECH SIĘ DZIECIAK ZARAZI

List do Judasza

Plagi egipskie i kara ukamienowania

Nie widać po was, żeście odkupieni


komentarze



Facebook