Archwium > Numer 533 (01/2018) > Uwierz w Boga > OCZY, USZY, RĘCE, STOPY...

OCZY, USZY, RĘCE, STOPY...
Każde dzielenie się wiarą dla dobra drugiego człowieka jest ukazywaniem miłości Chrystusa. Powiedziałem "dzielenie się wiarą dla dobra człowieka", bo istnieje takie niebezpieczeństwo, że dla kogoś ważniejsze będzie mówienie o Bogu niż drugi człowiek.

FOT. JOSH CALABRESE / UNSPLASH.COM


 Bóg Ojciec niech nas błogosławi

Niech strzeże nas Bóg Syn, Duch Święty

niech nas oświeca i da nam oczy, abyśmy patrzyli,

uszy, abyśmy słuchali i ręce dla Bożej pracy,

stopy, abyśmy szli i usta, byśmy głosili Słowo zbawienia i Anioła Pokoju,

by czuwał nad nami i z łaski naszego Pana prowadził nas do Królestwa. Amen.

(dominikańskie błogosławieństwo z XIII wieku)

Chciałbym, żeby to dominikańskie błogosławieństwo poprowadziło nas w refleksji na temat przekazywania wiary – dawania świadectwa, głoszenia, zapraszania do wiary, wychowywania w wierze. Osobiście najbardziej bliskie jest mi określenie: wprowadzenie kogoś w świat wiary, tajemnicę Boga, ponieważ „wprowadzać kogoś” znaczy również „wejść razem”, a to pokazuje potrzebę myślenia najpierw o własnej wierze, własnym udziale w życiu Bożym i w życiu Kościoła. Wchodzenie z kimś wskazuje również na aspekt wspólnotowy wiary, a w naszym konkretnym doświadczeniu i drodze jest to związane z Kościołem, który „najbardziej jest nie tam, gdzie się organizuje, reformuje, rządzi, tylko w tych, którzy po prostu wierzą i w Nim przyjmują dar wiary, który staje się dla nich życiem” (Joseph Ratzinger).

Bóg Ojciec niech nas błogosławi Niech strzeże nas Bóg Syn, Duch Święty niech nas oświeca

 „Według Pisma i należycie rozumianej nauki Kościoła ostateczne przekonanie i decyzja co do wiary nie pochodzi w końcu ani tylko z przychodzącej od zewnątrz indoktrynacji, wspartej na publicznej opinii świeckiej czy kościelnej, ani też ze zwykłej argumentacji rozumowej na gruncie teologii fundamentalnej, lecz z doświadczenia Boga, Jego Ducha, Jego wolności, która wydobywa się z najgłębszego wnętrza ludzkiej egzystencji i może tam być rzeczywiście doświadczona” (Karl Rahner). Przekazywanie wiary – jak wspominałem na początku – to dla mnie przede wszystkim wprowadzanie w tajemnicę życia Bożego w Nim Samym, w nas i wokół nas. A w tym kontekście niezwykle ważne jest oczyszczanie „obrazu Boga” z tego wszystkiego, co Go ogranicza, i odkrywanie, „że głębię człowieka stanowi Niezgłębiony: że Bóg jest istotnie Niepojęty; że Jego niepojętość rośnie, a nie maleje, im właściwiej jest On pojmowany” (Karl Rahner).

To ogromnie ważne, byśmy nie zapominali, w Czyim imieniu przemawiamy, Kogo próbujemy przedstawiać, do bliskości z Kim próbujemy zachęcić. My sami, ze swoją wiarą, stajemy wobec niezgłębionej tajemnicy Boga i szacunek wobec tej tajemnicy powinien chronić nas przed wszystkim, co w naszym głoszeniu mogłoby ograniczać przekazywaną tajemnicę. To również ma nas chronić przed działaniem, które – jak kiedyś określiłem – jest dla Boga, ale już bez Niego.

W chrześcijaństwie wszystko czynimy w imię Trójcy Świętej. Nie umiemy zrozumieć tej tajemnicy do końca, ale żyjemy i działamy w niej. Znak krzyża jest każdorazowym wyznaniem wiary w Trójcę Świętą. Wejście w tajemnicę jest jak powierzenie się komuś, by nas prowadził, kiedy nic nie widzimy. Wyznanie wiary w Trójcę Świętą to zarazem pełna świadomość, że „jest to dziedzina, w której prawdziwą wiedzą o Bogu może być tylko pokorne przyznanie się do niewiedzy i postawa pełna podziwu wobec niepojętej tajemnicy” (Joseph Ratzinger).

Ale ponieważ „Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [o Nim] pouczył” (J 1,18), to w Jezusie spotykamy Boga, który stał się człowiekiem i jest „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1,15). Życie, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa to świadectwo, że „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

Kanoniczny tekst na temat wiary przywoływany bardzo często mówi: „Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17). A św. Jan w swoim liście w kontekście świadczenia o wierze dodaje: „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się. Myśmy je widzieli, o nim świadczymy i głosimy wam życie wieczne, które było w Ojcu, a nam zostało objawione – oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli, abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem” (1 J 1,1–3). Świadczymy o Tym, którego usłyszeliśmy, widzieliśmy i dotykaliśmy, dlatego w wierze i jej przekazywaniu tak wielkie znaczenie mają oczy, uszy i ręce. To ciągłe odniesienie do tajemnicy wcielenia, „albowiem On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu” (Gaudium et spes, 22).

i da nam oczy, abyśmy patrzyli

W pierwszym rzędzie, tak jak zachęca nas autor Listu do Hebrajczyków: „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” (Hbr 12,2). A patrząc na Jezusa, widzimy przede wszystkim człowieka, który dał świadectwo miłości wobec Boga i każdego człowieka. To patrzenie poprzez wydarzenia ewangeliczne ma nas przygotować czasem na powtórzenie gestów Jezusa wobec drugiego człowieka, a czasem na znalezienie twórczej odpowiedzi na zaistniałą sytuację w duchu Jezusa.

Na co jeszcze mamy patrzeć? Na drugiego człowieka i na świat, tak by drugi człowiek zobaczył w naszych oczach miłość. To jest nasz udział w spojrzeniu Jezusa. Jezus, patrząc na nas, widzi nas przede wszystkim jako „istoty żyjące”, nawet jeśli dla otoczenia umarliśmy (fizycznie czy też duchowo). Jezus, widząc córkę Jaira, powiedział: „Dziecko nie umarło, tylko śpi”, chociaż wszyscy widzieli ją umarłą (por. Mk 5,39). To jest chrześcijańska nadzieja, że nikogo nie można spisać na straty, i to jest źródło głoszenia świadectwa miłości w każdym miejscu i wobec każdego człowieka. Bardzo pięknie jest to związane z dominikańską tradycją i tym, jak przedstawia się św. Dominika, który „w perspektywie Ewangelii widział również świat. Aby rozpoznać potrzeby swego czasu rzucał wokół siebie spojrzenie oświecone Ewangelią. Pierwszym krokiem była niewątpliwie kontemplacja: Dominik odkrywał świat stworzony, który jest dobry, szedł ku światu już odkupionemu, lecz smucił się, widząc, że jest on jeszcze zbłąkany, zagubiony i nieszczęśliwy, gdyż nie wprowadził w czyn Słowa Życia” (Guy Bedouelle OP).

Ciekawym elementem w patrzeniu jest wprowadzenie w przestrzeń sakralnego piękna. Zwracał na to uwagę Joseph Ratzinger, że współcześnie najlepszą obroną Kościoła są święci i sztuka sakralna: „Bóg staje się nam bliższy, kiedy patrzymy na wspaniałość świętości i na sztukę płynącą z wnętrza wspólnoty wierzących”. Zdarzyło mi się wielokrotnie spotkać w Rzymie osoby, które zwiedzając kolejne kościoły, podziwiając ich piękno i historię, zaczynały słuchać o tym, co się kryje w tajemnicy chrześcijaństwa i osoby Jezusa Chrystusa.

uszy, abyśmy słuchali

Mamy słuchać Boga i świata tak, by o Nim opowiadać, świadczyć w sposób zrozumiały dla tych, do których mówimy. By nie głosić siebie, trzeba słuchać słowa Chrystusa. By nie głosić tylko teologicznych, wyuczonych formuł, trzeba słuchać drugiego człowieka i patrzeć otwartymi oczami na świat. Brak słuchania czasem się uwidacznia w słowach, zarówno osób wierzących, jak i niewierzących, w których pojawia się jasność i pewność osądu, niezmącona znajomością rzeczy. Z właściwego słuchania Słowa Bożego ma się rodzić posłuszeństwo w wierze (por. Rz 15,18), przez które jesteśmy prowadzeni zarówno w naszym życiu, jak i w naszym świadectwie wiary. To pozwala wierzącym, z całym ich bogactwem i różnorodnością, odpowiedzieć właściwie na wezwanie do świadectwa wiary w konkretnym miejscu i czasie.

W „słuchaniu” jest jeszcze coś bardziej istotnego: (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Krzysztof Popławski OP - ur. 1964, dominikanin, przez trzy lata misjonarz na Tajwanie i w Chinach, w latach 2006?2014 prowincjał polskich dominikanów, obecnie jest socjuszem generała zakonu ds. Europy Wschodniej i Środkowej, autor m.in. "Roku taty" i "Oczka. Miniatur (anty)klerykalnych". Mieszka w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Rybak, skała i pasterz

Niebiescy ciosacze kamieni

Jezus, diabeł i nasze słabości

Słowo od Prowincjała Dominikanów

TAK MI SIĘ W ŻYCIU UŁOŻYŁO


komentarze



Facebook