Archwium > Numer 533 (01/2018) > Ksiądz od hipisów > WYZWALAŁ W CZŁOWIEKU DOBRO

WYZWALAŁ W CZŁOWIEKU DOBRO
Mama każdego dnia mówiła mu jakieś ciepłe słowo. Uznał to za metodę. Starał się zauważyć u każdego jakieś dobro. Uważał, że ludzi trzeba chwalić. Ksiądz Andrzej Szpak był często tym pierwszym, który niejednemu powiedział, że jest dobry.

FOT. KRZYSZTOF PAŁYS OP


 Andrzej Szpak SDB, 1944-2017

W listopadzie ubiegłego roku zmarł ks. Andrzej Szpak – salezjanin, charyzmatyczny duszpasterz hipisów, przez prawie czterdzieści lat prowadzący na Jasną Górę pielgrzymkę Młodzieży Różnych Dróg. Po jego śmierci były prowincjał dominikanów o. Krzysztof Popławski OP napisał: „W pewnym sensie Andrzej wychował sporą grupę dominikanów, których tak wielu towarzyszyło mu podczas pielgrzymek”. Przypominamy tego nieszablonowego duszpasterza.

Poznałem go pod koniec lat osiemdziesiątych. Zachwycił mnie swoim podejściem do młodzieży. Widząc go na jarocińskim rynku, w czasach odbywających się tam koncertów rockowych, nie wierzyłem, że jeden człowiek potrafi roztańczyć cały rynek. Byłem mu wdzięczny, że nie odrzucił mojego zaproszenia na spotkanie z uczniami, choć miał do nas przeszło 400 kilometrów. A było to nie tylko jedno spotkanie. Połączyły nas rozmowy o katechezie i życiu.

Andrzej wie, bo będzie księdzem

Pamiętam tamto spotkanie do dziś, choć upłynęło od tego czasu przeszło dwadzieścia lat. Siedzieliśmy w restauracji. Zapytałem: Jak to się stało, że zostałeś księdzem? Przerwał jedzenie i patrząc mi w oczy, powiedział: – To było w siódmej klasie szkoły podstawowej. Przyjechał do nas kleryk, który na lekcji religii zadał pytanie: „Kiedy Pan Jezus ustanowił Najświętszy Sakrament, przed męką czy po męce?”. Nikt się nie zgłaszał z odpowiedzią, więc zapytał: „Kto jest za tym, że po męce?”. Powoli wszyscy zaczęli podnosić ręce, ja też podniosłem. Tymczasem kleryk zadał drugie pytanie: „A kto jest za tym, że przed męką?”. Zagapiłem się, nie zdążyłem cofnąć ręki i usłyszałem, jak kleryk powiedział: „O, widzę, że tylko jeden wie”. Podniosłem rękę jeszcze wyżej, że niby wiem, a przecież nie wiedziałem. I wtedy w klasie ktoś powiedział: „Andrzej wie, bo będzie księdzem”. To była chyba pierwsza myśl, że może zostałbym księdzem. Niedługo potem nauczyciel języka polskiego zadał nam wypracowanie: Kim chcesz być i dlaczego? Napisałem: Chcę być księdzem. Dlaczego? Bo mi się podoba strój księdza. Nauczyciel przeczytał i powiedział: „Szpak, kaktus mi na ręce wyrośnie, jak ty zostaniesz księdzem”.

Po szkole podstawowej zdaje do liceum. Czeka go jednak egzamin poprawkowy. Egzamin odbywał się na koniec wakacji. A tymczasem w czasie wakacji przyjechał do jego wujka ksiądz salezjanin. Kiedy mu wspomniano, że jest chłopak, który myśli o byciu księdzem, zaprosił go na spacer. Rozmawiał z nim jak przyjaciel. Po tej rozmowie Andrzej napisał podanie do Niższego Seminarium Duchownego Towarzystwa Salezjanów. Przyjęli go. Spędził tam cztery lata i zdał maturę. To był dla niego piękny czas. Po maturze niektórzy z jego kolegów poszli w świat, a on razem z kilkoma innymi wstąpił do wyższego seminarium w Krakowie. Podczas tych jedenastu lat od skończenia szkoły podstawowej do kapłaństwa nigdy nie przyszła mu do głowy myśl, aby być kimś innym, mimo że czasami przychodziły ciężkie chwile i kryzysy. Sam stworzył sobie siatkę zawodów: zawody artystyczne, techniczne i naukowe. Kiedy wypisał wszystkie możliwości, wyszło mu: ksiądz duszpasterz. Pewnego razu, wspominając tamten czas, powiedział: – Odkryłem, że jestem powołany, aby znać Boga osobiście. Stwierdziłem, że to osobiste poznanie Boga jest najważniejsze. Odkryłem, że mam być tym, który toruje drogę łasce Bożej. Tym, który podprowadza do Boga. Odkryłem, że mam być narzędziem w ręku Boga. W nawiązaniu do tego odkrycia na obrazku prymicyjnym umieściłem słowa: ,,Niepojęte jest być w ręku Boga”.

Początki, czyli wszędzie z młodzieżą

Zaraz po święceniach został współpracownikiem magistra nowicjatu. Był bardzo oddany tej posłudze. Później trafił na wiejską parafię. Czuł się tam bardzo dobrze. Następne przystanki duszpasterskie to Częstochowa, Wrocław, Przemyśl, Warszawa, Rumia, Polana, Sosnowiec, Rzeszów, Oświęcim. Wszędzie z młodzieżą. Nie wiedział jeszcze o tym, że przypadnie mu zajmować się tą najtrudniejszą.

Poprosił mnie kiedyś, abym zawiózł go do pewnej parafii, w której był na praktyce. Przy wieczornej herbacie na plebanii zapytałem go o to, co najbardziej zapamiętał z tamtego czasu. – Najbardziej lubiłem katechizować dzieci i młodzież – usłyszałem. Z zapartym tchem słuchałem, jak opowiadał o swoich lekcjach i swojej młodzieży. Z naszych rozmów wyłaniało się to, co było dla niego najważniejsze w katechizacji.

Wszystkiego po trochu, czyli lekcje religii

Na jego lekcjach religii wszystkiego było po trochu: modlitwa, rozmowy, przesłanie katechetyczne, ale i opowiadanie kawałów. Były piosenki. Uczniowie wiedzieli, że kiedy mówi, musi być cisza. – Najlepsze katechezy miałem wtedy, kiedy odkryłem znaczenie osobowego kontaktu z Bogiem. Uczyłem tego, co sam odkryłem jako najważniejsze. Bez osobistego kontaktu z Bogiem i pracy nad tym kontaktem zginąłbym dawno – wyznał. Na lekcjach religii zapalał świece. Na środku sali stawiał stół, a wokół niego stoliki. Na ścianie wieszał obrazy biblijne. Ponoć gdy mówił o niebie, to aż się chciało tam być, a gdy mówił o piekle, to aż ciarki przechodziły. Miał prostą zasadę: najpierw Boga pragnąć, potem Boga spotkać, a następnie Boga dawać. I tego się trzymał.

Był zdania, że człowieka nie ma prowadzić ani ksiądz, ani najbliżsi, tylko sam Bóg. Nie zapomnę pewnej rozmowy, podczas której powiedział: (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Janusz T. Skotarczak - nauczyciel religii w Liceum Ogólnokształcącym i Gimnazjum Dwujęzycznym w Śremie, ekspert MEN, publicysta. Twórca i organizator m.in.: Śremsonguu - Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Religijnej; Śremskich Zaduszek Muzycznych, Shalom Śrem - Śremskich Dni Judaizmu, Śremskich Dni Jana Pawła II, Przystanku LO. Współautor książek m.in. "20 lat minęło. Katecheza w polskiej szkole". Żonaty, ojciec trzech córek. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Spotkałem nawet szczęśliwego katechetę

Został księdzem, bo mu się księża nie podobali

CZTERY NOGI DUCHOWEGO STOŁU

Poszukiwanie nowego bukłaka

ŚWIADECTWO


komentarze



Facebook