REQUIEM DLA KOZŁA
I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów (Mt 25,32).

FOT. MAHIR UYSAL / UNSPLASH.COM


Barbara Chyrowicz SSpS

Stoi kozioł po lewej stronie i nie rozumie… Dlaczego po lewej? Kiedy dzielili, był przekonany, że trafi na prawą, a te ceregiele z przydzielaniem to czysta formalność. Wypatrywał bliskich, mrugał do znajomych, machał ręką do sąsiada spod „dziewiątki”, na pogrzebie którego nabawił się kataru. Pamięta, bo rzadko się zdarza, żeby zmarły tak do żywego zdenerwował żywego. A teraz oczom własnym nie wierzy, trzęsie się cały i pyta: Za co? O co chodzi? Co się dzieje? Dlaczego tutaj? Ktoś tu chyba ma problem z przetwarzaniem danych osobowych!

Przestępuje z nogi na nogę, patrzy podejrzliwie na otaczające go kozie towarzystwo i czeka na ogłoszenie wyroku, mając nadzieję, że to jakieś nieporozumienie. Kiedy ogłoszą wyrok, to się wyjaśni, że on po tej stronie jest przez pomyłkę, że nic go z tymi capami wokół nie wiąże. To jakieś szemrane indywidua, za sam wygląd dałby im, nie przymierzając, wyrok na wieczność, a on tu tylko na chwilę. Dodaje sobie otuchy, nucąc melodie z niewinnego dzieciństwa, i rozgląda się, wytężając wzrok, za kimś, kto by mu ułatwił relokację na prawą stronę.

Ejże, owce i barany, tutaj jestem!

Przecież te barany widziały go w kościele! Śpiewał kolędy, święcił jajka, popiół sypał się na jego głowę, że hej! Miał w mieszkaniu wodę z Lourdes, a w samochodzie różaniec z Fatimy. Trzymał szwagrowi dziecko do chrztu – że już nie wspomni o Pierwszej Komunii. Przyjął księdza po kolędzie, złożył ofiarę na nowe organy, zapychał się w piątki serem, przewracał oczami do św. Antoniego za każdym razem, kiedy szukał okularów, wzdychał do św. Judy Tadeusza, kiedy sprawy szły beznadziejnie. Mało tego: zdarzało mu się czytać Biblię i poważne teologiczne traktaty, a nie tylko jakieś ckliwe rozmyślania. Imienia Boga wzywał bynajmniej nie nadaremno, tylko gdy się paliło, grzmiało i zalewało. Jednym słowem: pobożny, a tu taki afront: lewa strona i capy! Capy capią, a on elegant jak z żurnala, nijak mu z nimi po drodze.

Sunący ku prawej stronie tłum coraz bardziej się oddala, a wraz z nim szanse kozła na to, że znajdzie się po jasnej stronie mocy. Wy z prawej, tutaj jestem, nie odchodźcie! Nie poznajecie mnie? To ja, wasz krewny, sąsiad, uczeń, kolega, współpracownik, klient, pacjent i kto tam jeszcze. Mijałem was na schodach, kupowałem w waszych sklepach, jeździłem z wami pociągiem, uczyłem wasze dzieci… Przecież mnie znacie!

Zaraz, zaraz… Kto mógłby tu za niego ewentualnie poręczyć?

Może babcia. Słał jej kartki na każde święta Bożego Narodzenia i pieczołowicie podlewał kwiatki w czasie pobytu w szpitalu, a kwiatków u babci było co niemiara, istna dżungla! A babcia z gracją sunie ku prawej stronie.

Może ten kurier, któremu zwrócił wydaną przez pomyłkę resztę – jakkolwiek by było, to dowód uczciwości, a kurier akurat po prawej, szczerzy zęby do jakiegoś rozanielonego wyrostka.

Może ta niemrawa sekretarka, której nie zrugał za błędnie wypisaną fakturę, a która teraz z wdziękiem baletnicy zajmuje miejsce po prawej stronie.

A może ta zdenerwowana niegdyś kobieta z przekrzywioną chustką na głowie, której ustąpił miejsca w kolejce po bilet na dworcu? Niezły zresztą byłby kram, gdyby nie ustąpił, miała istny ogień w oczach! Drepcze teraz niespiesznie z miną zwycięzcy i nie widzi. Albo tylko udaje, że nie widzi, wtedy zresztą też była niewdzięczna.

Szuka kozioł twarzy znanych wśród nieznanych, usilnie pragnąc sobie przypomnieć, w czyjej pamięci udało mu się pozytywnie zapisać. Jest! Temu tam w tweedowej marynarce załatwił lewe kwity za zakup towaru. Miał być dozgonnie wdzięczny, to pozgonnie może też będzie? Nic z tego – odwrócił wzrok, wyraźnie zawstydzony. O co tu chodzi, dlaczego się odwracają, przecież on porządny człowiek jest, a nie żaden łachudra!

Nigdy niczego nie ukradł, płacił podatki, za bilety też zawsze płacił – nigdy mu się nie zdarzyło jechać „na gapę”. Oddawał książki do biblioteki, przychodził punktualnie do pracy, nie zajmował miejsc dla niepełnosprawnych, protestował przeciw przemocy, chodził na wybory, szanował zieleń. Przecież spłacał kredyty, sortował śmieci, nawet sprzątał po psie!

A tu lewa strona… Niebywałe! Skandal, afront, istny koniec świata!

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Barbara Chyrowicz SSpS - prof. nauk humanistycznych, dr hab. filozofii, etyk, kierownik Katedry Etyki Szczegółowej KUL, należy do Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego. Jest między innymi autorką książek "O sytuacjach bez wyjścia w etyce" (2008) i "Bioetyka. Anatomia sporu" (2015) oraz współautorką podręcznika "Etyka zawodu psychologa" (2017). Mieszka w Lublinie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

LITANIA DO BLIŹNIEGO NIEZNOŚNEGO

Życie chciane i niechciane

TWARDA MOWA PAPIEŻA

MIŁOSIERDZIE NĘDZNYCH

PRAWO DO ODMOWY


komentarze



Facebook