Archwium > Numer 535 (03/2018) > Życie duchowe > CZTERY NOGI DUCHOWEGO STOŁU

CZTERY NOGI DUCHOWEGO STOŁU
Jedyny sposób na modlitwę to modlitwa. Módl się tak, jak umiesz, a nie tak, jak nie umiesz, i bądź w tym wierny.

Janusz T. Skotarczak

Moja droga do Boga wiedzie przez powołanie małżeńskie i katechetyczne. Nie pomimo małżeństwa, rodziny i bycia katechetą, ale przez bycie mężem, ojcem i katechetą. Duchowość małżeńska stanowi dla mnie to wszystko, co pozwala wyrażać, umacniać i pogłębiać wzajemną więź z żoną. Jest to codzienność, w której Bóg pragnie ukochać moją żonę przeze mnie. Wiedzie przez ojcostwo i codzienne odkrywanie tego, jak Bóg kocha nasze dzieci przeze mnie. Duchowość katechety stanowi dla mnie to wszystko, co związane jest z nauczaniem religii w szkole i duszpasterstwem szkolnym. Jest to odkrywanie, w jaki sposób Bóg pragnie ukochać moich uczniów przeze mnie. Życie duchowe daje mi siłę, abym każdego dnia odważnie żył Ewangelią.

Na drodze życia duchowego podpatrywałem wiele osób i radziłem się ich. Zmarły kilka miesięcy temu ojciec Karol Meissner, benedyktyn z Lubinia, pytany o rady duchowe na życie, o to jak wierzyć tu i teraz, cierpliwie wskazywał mi sposoby szukania Boga.– Co jest w życiu najważniejsze? – zapytałem go kiedyś. – Najważniejszy jest Bóg – odpowiedział. Kiedy spytałem, jak można się z Nim spotkać, narysował stół i powiedział: Stół, aby stał solidnie, musi mieć cztery nogi. Duchowy stół człowieka też musi mieć cztery nogi. I dodał: Modlitwa, Pismo Święte, Eucharystia i sakrament pokuty oraz drugi człowiek, to cztery nogi duchowego stołu. Jak wygląda ten duchowy stół w moim życiu?

Módl się tak, jak umiesz

Jestem wdzięczny tym, którzy mi mówili: Pamiętaj, że w życiu wiary najważniejsza jest modlitwa. Kiedy tylko własnym sprytem będziesz próbował ogarnąć życie, to jest wielce prawdopodobne, że się szybko rozczarujesz.

Modlitwa wymaga wysiłku duchowego i wiedzie niekiedy przez bolesne doświadczenie „nocy ciemnej”. Miałem jednak w życiu szczęście: od czasów młodości przestrzegano mnie przed brakiem modlitwy lub modlitwą powierzchowną. Staram się zazdrośnie strzec czasu przeznaczonego na modlitwę i tak ustawić sobie początek dnia, by najpierw było w nim miejsce na pokarm dla duszy, a dopiero potem na pokarm dla ciała. To nie jest proste, ale jest dla mnie ważne, by od wczesnego rana cały dzień, wszystkie sprawy, moich najbliższych w domu i rodzinie oraz wszystkich tych, których spotkam, oddać Bogu. Aby było to możliwe, mój dzień rozpoczyna się bardzo wcześnie (5.40) modlitwą indywidualną. Czasami pojawia się pokusa, by tę ranną modlitwę sobie odpuścić, bo przecież modlę się z uczniami na lekcjach religii. To jednak nie to samo. W pamięci noszę klęczącą babcię oraz rodziców i zasłyszaną od kogoś radę: Klęcz przed Bogiem, abyś stał wyprostowany przed ludźmi.

Za dnia staram się mieć w sobie „święte” słowo czy wezwanie. Pomógł mi to odkryć ksiądz poeta Jan Twardowski. Zapytałem go kiedyś: Proszę mi powiedzieć, jak ksiądz się modli? – Wiesz – odpowiedział – ja od dłuższego czasu mówię Bogu w ciągu dnia tylko jedno zdanie: ,,Jezu, ufam Tobie”.

Jako katecheta staram się pamiętać, że katecheza nie zaczyna się przy biurku, ale na kolanach. Jestem bardzo wdzięczny mojemu katechecie ze szkoły średniej, który – wiedząc, że chcę zostać katechetą – powiedział mi: Zanim zaczniesz mówić uczniom o Bogu – najpierw z Bogiem porozmawiaj o nich.

Modlitwa jest dla mnie wciąż bardziej zadaniem niż osiągnięciem. Bywały i bywają chwile, kiedy trudno mi się modlić. Rozumiem dobrze świętych, którzy mówili: Czasem klękamy do modlitwy, jakbyśmy szli na bal, a czasem jakbyśmy przygotowywali się do ciężkiego boju. W chwilach trudności przypominam sobie radę, którą otrzymałem od pewnego zakonnika: Jedyny sposób na modlitwę to modlitwa. Módl się tak, jak umiesz, a nie tak, jak nie umiesz, i bądź w tym wierny. Tą przekazaną prawdą żyję. I widzę, że moje życie – małżeńskie, rodzinne, katechetyczne – z perspektywy klęczących kolan widać zupełnie inaczej.

Żyj choćby jednym zdaniem z Biblii

Do czytania Pisma Świętego dojrzewałem powoli. Miałem jednak szczęście, bo spotkałem na swej drodze ludzi, dla których Biblia była przewodnikiem, nauczycielem, codziennym pokarmem. Roman Brandstaetter – pisarz, poeta, dramaturg i znawca Biblii – nauczył mnie czytania jej z ołówkiem w ręku, według określonego tematu. Wziąłem sobie do serca jego radę, by w moim domu nikt nie szukał Biblii w bibliotece, ale by była zawsze w jadalni na wyciągnięcie ręki. Tadeusz Żychiewicz, autor słynnej Poczty ojca Malachiasza, mówił: (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Janusz T. Skotarczak - nauczyciel religii w Liceum Ogólnokształcącym i Gimnazjum Dwujęzycznym w Śremie, ekspert MEN, publicysta. Twórca i organizator m.in.: Śremsonguu - Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Religijnej; Śremskich Zaduszek Muzycznych, Shalom Śrem - Śremskich Dni Judaizmu, Śremskich Dni Jana Pawła II, Przystanku LO. Współautor książek m.in. "20 lat minęło. Katecheza w polskiej szkole". Żonaty, ojciec trzech córek. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Został księdzem, bo mu się księża nie podobali

WYZWALAŁ W CZŁOWIEKU DOBRO

Spotkałem nawet szczęśliwego katechetę

Poszukiwanie nowego bukłaka

Nadmierne pożądanie dobrych rzeczy


komentarze



Facebook