Archwium > Numer 535 (03/2018) > Męska rzecz > CZWARTE PRAGNIENIE MĘŻCZYZNY

CZWARTE PRAGNIENIE MĘŻCZYZNY
Mówi się, że kobiety, przeżywając przyjaźń, są zwrócone do siebie twarzą w twarz, patrząc na siebie nawzajem. Mężczyźni zaś stoją ramię w ramię, zwróceni w tym samym kierunku.

Piotr Klimski

W ostatnich latach powstało wiele inicjatyw, a także publikacji dla mężczyzn i o mężczyznach. Jest to bardzo potrzebna odpowiedź na kryzys męskości, jeden z największych współczesnych problemów cywilizacji zachodniej. Dziś wielu z nas nie wie, jaka jest i czy w ogóle jest jakaś szczególna rola mężczyzn w społeczeństwie i rodzinie. Czy jest coś, w czym jesteśmy niezastąpieni? Jedną z najbardziej inspirujących prób odpowiedzi na pytanie o męską tożsamość jest książka Dzikie serce Johna Eldredge’a. Autor buduje swoją opowieść w oparciu o trzy męskie pragnienia: „stoczenie bitwy”, „przeżycie przygody” i „uratowanie pięknej”. Myślę, że Eldredge naprawdę dobrze określił, co nam w duszy gra. Nie opowiedział jednak o wszystkich męskich pragnieniach. Chciałbym więc napisać o jeszcze jednym, równie powszechnym, jak sądzę, i nie mniej znaczącym niż tamte. Nie podejmuję się określać hierarchii ich ważności. Użyte w tytule słowo „czwarte” to proste nawiązanie do wspomnianej książki i jej ostatnich słów: „A teraz, drogi czytelniku, kolej na ciebie, na twoje pisanie…”1.

Bez zobowiązań

Tęsknota, o której chcę pisać, to pragnienie męskiej przyjaźni. Potrzeba, by ją przeżywać, by mieć przyjaciela. Istota każdej przyjaźni (kobiecej, męskiej czy w relacjach mieszanych) jest zapewne taka sama. Jednak jej przeżywanie, rola, jaką odgrywa i sposób wyrażania jej między mężczyznami są wyjątkowe.

Choć w niektórych kulturach, na przykład w starożytnej Grecji, męska przyjaźń była czymś wysoko cenionym, w naszych czasach w cywilizacji zachodniej mówi się o niej i pisze niewiele. Dlaczego? Po pierwsze, model męskiego wychowania w kulturze euroatlantyckiej przyjęty przez wielu z nas każe ukrywać wrażliwość i niektóre emocje czy deklaracje. W kwestii podstawowych uczuć (lęk, złość, smutek, wstyd, poczucie winy, radość) jako genetycznie zaprogramowanej odpowiedzi na bodźce ze środowiska kobiety i mężczyźni nie różnią się zasadniczo od siebie. Jednak uświadamianie sobie uczuć, zgoda na ich przeżywanie i wyrażanie wyglądają zupełnie inaczej. Kobiety mają więcej społecznego przyzwolenia na różne zachowania, mężczyźni zaś są znacznie mniej wylewni.

Męska przyjaźń nasuwa także skojarzenia z relacją homoseksualną. Dla niektórych obawa bycia posądzonym o taką motywację to również jeden z powodów powściągliwości w przejawianiu zainteresowania tematem.

Powszechny skrajny indywidualizm, hedonistyczny styl życia i moda na dbanie tylko o siebie także nie sprzyjają tej formie więzi. Tak zwane relacje „bez zobowiązań” są coraz częściej świadomie wybierane. Wielu mężczyzn traktuje swoich kolegów jak bankomaty. Są godni zainteresowania dopóty, dopóki są wypłacalni… Przy takim podejściu nie ma już miejsca na przyjaźń, podobnie jak na prawdziwą miłość między kobietą a mężczyzną.

Z licznych rozmów koleżeńskich, przyjacielskich i z doświadczenia pracy z młodzieżą wiem, że pragnienie przyjaźni chłopięcej, młodzieńczej czy męskiej jest bardzo powszechne. Myślę, że Bóg wlał w serce mężczyzny tęsknotę za przyjacielem, towarzyszem. Wielu z nas odczuwało ją od wczesnego dzieciństwa. Jednym z nielicznych moich wyraźnych wspomnień z przedszkola jest zawarcie z kolegą przyjaźni na całe życie. I choć nasz kontakt się urwał jeszcze w szkole podstawowej, dzisiaj widzę, że było to ważne doświadczenie na drodze uczenia się tego rodzaju więzi. Może być ona bowiem, jak inne życiowe zadania, „ćwiczona” od dzieciństwa, by w młodości i dorosłości osiągać coraz większą dojrzałość.

Przyjaciel mojego przyjaciela

Czym zatem jest męska przyjaźń? Z jednej strony to coś więcej niż koleżeństwo. Z drugiej zaś ustępuje w hierarchii ważności relacji mężczyzny z tą jedyną, żoną, dla wielu – najlepszym przyjacielem. Męska przyjaźń nie jest ze swej natury wyłączna, jak miłość oblubieńcza kobiety i mężczyzny, która wymaga oddania siebie tylko jednej osobie. To znaczy, że mogę się przyjaźnić równolegle z kilkoma osobami. Nawet jeśli one się ze sobą nie znają lub znają, ale się nie przyjaźnią. Ale mogę być także w relacji łączącej trzech czy czterech przyjaciół razem. Ten aspekt opisuje C.S. Lewis w eseju Cztery miłości. „Lamb powiada, że gdyby A, jeden z trzech przyjaciół A, B i C, umarł, wówczas B utraciłby nie tylko A, lecz również »to, co w C było udziałem A«. (…) Teraz, kiedy Karol już nie żyje, nigdy nie ujrzę reakcji Ronalda na specyficzne Karolowe dowcipy. Choć od czasu, gdy Karol odszedł, mam Ronalda wyłącznie »dla siebie«, wcale go nie mam więcej. (…) Dwóch przyjaciół cieszy się, gdy przybywa do ich grona trzeci; a trzech, gdy zjawia się czwarty…”2. Muszę przyznać, że tego aspektu przyjaźni nie doświadczyłem jeszcze osobiście. Choć mam kilku przyjaciół, to nie są oni zaprzyjaźnieni ze sobą.

W jaki sposób odróżnić przyjaźń od koleżeństwa czy znajomości? Mężczyzn znajomych mam bardzo wielu. Kolegów już o wiele mniej, ale też trudno byłoby ich wszystkich policzyć. Dobrych kolegów – do których mam zaufanie – może ze trzydziestu. Natomiast przyjaciół – jak już wspomniałem – kilku. Ponadto widzę dwie relacje, które zapowiadają się na przyjaźń, ale jeszcze nie wiem, co z nich wyniknie… Aby relację dwóch lub więcej mężczyzn nazwać przyjaźnią, nie wystarczą sympatia i wspólne zainteresowania. Potrzeba czegoś więcej. Jak napisał Karol Wojtyła: „W przyjaźni (…) rozstrzygający jest udział woli. Ja chcę dobra dla ciebie, tak jak chcę go dla siebie samego, dla mojego własnego »ja«”3. Konieczne jest więc przyzwolenie woli, to znaczy wybór i decyzja. W pewnym momencie uświadamiamy sobie, że ktoś stał się dla nas kimś więcej niż znajomym czy kumplem. Ten moment potrzebuje dobrowolnego stwierdzenia: „to jest mój przyjaciel”, „chcę mu ofiarować moją przyjaźń”. Ten dar nie jest jednak jednorazowy. Aby przyjaźń się rozwijała, wymaga pielęgnowania. Z jednym z moich przyjaciół – Wojtkiem4– mamy taki zwyczaj, że raz do roku uciekamy na trzy, cztery dni gdzieś w przyrodę (góry, kajak, puszcza…). Rozmawiamy, dyskutujemy, odpoczywamy razem. Po takim wyjeździe czuję, że naładowałem akumulatory. Wśród moich męskich przyjaźni widzę też dwie osoby, które były szczególnie ważne na wcześniejszych etapach mojego życia. Teraz jednak, głównie z powodu zmiany miejsca zamieszkania, nasz kontakt znacznie osłabł. Nadal uważam ich za swoich przyjaciół, a w myślach dodaję: „z lat młodzieńczych”. Tak, żal mi tych rozluźnionych więzi, tego, że nie zadbałem bardziej o te relacje.

(...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Piotr Klimski - ur. 1978, absolwent teologii KUL, katecheta, przedstawiciel handlowy, żonaty, ojciec dwójki dzieci, razem z żoną należy do wspólnoty Chemin Neuf, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PRAWDOPODOBIEŃSTWO PRZYJAŹNI

PO CICHU

Alfabet na inne czasy

Bóg daje szansę

REALNOŚĆ MAGII


komentarze



Facebook