Archwium > Numer 536 (04/2018) > Rozmowy w drodze > NIGDY NIE MA ZŁEJ POGODY

NIGDY NIE MA ZŁEJ POGODY
Klimat się zmienił, więc i porzekadła będzie trzeba trochę pozmieniać. Ale prawda jest taka, że ludzie, którzy pracują na roli i obserwują przyrodę, potrafią pewne rzeczy przewidzieć.

FOT. DAREK IWANSKI / AGENCJA SE / EASTNEWS


Katarzyna Kolska: Ma pan dla mnie jakieś dobre wiadomości? Idzie wiosna czy nie?

Tomasz Zubilewicz: Już przyszła, ale na krótko. Na razie jeszcze bez bocianów, jednak temperatury zdecydowanie wskazują na wiosnę. Dzisiaj jest 12 marca, a wczoraj w Jeleniej Górze było 18 stopni!

Kiedyś inaczej wyglądało przyjście wiosny. Najpierw topniał śnieg, potem się robiło ciut cieplej, pojawiały się krokusy i przebiśniegi…

A teraz świat przyspiesza, pogoda też. Klimat się zmienia, okresy zimowe są krótsze, później przychodzi do nas zima. Pogoda jest coraz bardziej zwariowana. Są chwile z ciepłym powietrzem, a 12 godzin później mamy już śnieg. To efekt związany ze zmianami klimatu na świecie.

To chyba nie jest dobre dla nas. Tydzień temu w Poznaniu było minus 17 stopni, a wczoraj plus 15.

No niestety. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do takich gwałtownych zmian pogodowych, ale sami sobie jesteśmy winni. Jest to związane z rozwojem przemysłu.

O tym za chwilę. Wstaje pan rano…

Dzisiaj o 4.50.

…i patrzy pan od razu przez okno, jaka jest pogoda?

Nie odsłaniam okna, żeby żony nie budzić. Ale zaglądam do komputera i sprawdzam, czy front atmosferyczny już przyszedł, czy jeszcze nie i czy zapowiadane temperatury się sprawdziły. Wieczorem, nim się położę spać, też sprawdzam. Tak z ciekawości.

Na ile dni w przód jest pan w stanie przewidzieć pogodę?

To komputery przewidują i matematyczne wzory, a nie ja. Najskuteczniejsze prognozy są na dwie doby do przodu. W Polsce dość trudno prognozować pogodę, ponieważ nasz kraj leży na granicy oddziaływania mas zachodnich znad Oceanu Atlantyckiego i mas ze wschodu. Anglicy, widząc, że idzie front atmosferyczny przez ocean, mogą sobie dokładnie wyliczyć jego prędkość. I już wiedzą, że o 13.58 zacznie padać w Dublinie, później te opady dojdą do Liverpoolu, a następnie do Londynu. U nas, ze względu na inne ukształtowanie terenu i czynniki, które hamują front, prognozowanie nie jest takie proste. Nad Polską spotykają się dwie masy powietrza, dlatego bardzo często jest taka duża różnica temperatur między Suwałkami a Wrocławiem.

Prognozy długoterminowe to wróżenie z fusów?

Najmniej ustabilizowana atmosfera jest jesienią i na wiosnę. Wtedy prognozy pogody są trudniej przewidywalne. Ale kiedy rozbuduje się układ wysokiego ciśnienia, wyż jest stabilny, a z wyżem zawsze są związane suche masy powietrza, łatwo przewidzieć, że w ciągu dnia będzie dużo słońca, mało chmur, a nocą zdecydowane spadki temperatury.

Ja się najczęściej posiłkuję norweskimi prognozami, bo Norwegowie mają bardzo dobrze rozbudowane służby meteo. I oni już dwanaście dni wcześniej przewidzieli, że do Polski przyjdą 25-stopniowe mrozy, które nas nawiedziły na przełomie lutego i marca, że we Włoszech spadnie śnieg, a zimne masy dotrą do Hiszpanii.

Proszę pana, o tym, że w lutym mają być u nas takie mrozy, to ja słyszałam już latem. I to wcale nie od Norwegów. Górale mówili!

Z góralami różnie bywa. Gaździna mówi: Zima będzie w tym roku. A gazda twierdzi coś przeciwnego.

Ludowe porzekadła się w pogodzie nie sprawdzają?

Klimat się zmienił, więc i porzekadła będzie trzeba trochę pozmieniać. Ale prawda jest taka, że ludzie, którzy pracują na roli albo w lasach i obserwują przyrodę, potrafią pewne rzeczy przewidzieć.

Byłem kiedyś w Szczyrku na weselu znajomych. Przyjechaliśmy w sobotę, było pochmurno i gospodyni mi powiedziała: Panie Tomku, jak idzie na deszcz i mgła się kładzie na pole, to za dwa dni będzie padał śnieg. I rzeczywiście – przyszedł niż, później chłód z północy, zaczął padać deszcz. W poniedziałek, po weselu wracaliśmy do domu w śnieżycy.

Innym razem byłem w Istebnej. I góral mówi do mnie: Uuu, te chmury, które idą od południa, mają dużo wilgoci, więc będzie mocno padać. I po południu nad Istebną przeszły cztery burze. To było coś niesamowitego. Jedna odchodziła, a już było słychać następną. Tu tęcza, tu słońce, tu mgła. Cudnie to wyglądało.

No to teraz porozmawiajmy o kuchni meteorologa. Kto przygotowuje prognozę, którą pan przedstawia telewidzom?

Dyżurny synoptyk. Przyjeżdża do redakcji przed szóstą rano i śledzi, czy prognozy podawane wieczorem się sprawdziły, czy nie. Zwraca uwagę na wiatr, spadek ciśnienia czy marznące opady.

Patrzy w dane z komputera czy spogląda za okno?

I w komputer, i za okno, poza tym jadąc do redakcji, obserwuje, co jest na zewnątrz. No i potem mnie o wszystkim informuje. Patrzymy na pogodę z punktu widzenia Warszawy, ale trzeba też sprawdzić, co się dzieje na Podlasiu, w Wielkopolsce, na Śląsku – czy opady już idą, czy się zatrzymały, tak jak dzisiejszego przedpołudnia. Koło dziesiątej zobaczyliśmy, że zaczęło padać na Podkarpaciu, to wiedzieliśmy, że za kilka godzin deszcz przyjdzie do Warszawy.

Może zdążę wyjechać.

Ale to niewielki deszcz. Proszę się nie niepokoić. Podczas dyżuru mam kilka wejść na antenę i dzięki temu mogę powiedzieć telewidzom: Za godzinę będzie padać w Łodzi, proszę zabrać ze sobą parasole.

I to jest tak na sto procent?

Nie. Na sto procent to ja z panią teraz rozmawiam. Pogoda się może zmienić. Dobrze to można zauważyć latem. Tereny miejskie są nagrzane, widzimy opady, które dochodzą do miasta i wyparowują, bo w obrębie miasta temperatura powietrza może być wyższa w porównaniu z obrzeżami nawet o 8-10 stopni. Zdarza się więc, że burza nawiedzi tylko jedną dzielnicę, na przykład na Ursynowie leje, a na Żoliborzu świeci słońce.

Teraz na chwilę panią zostawię i biegnę do studia zapowiedzieć pogodę. [Po kilku minutach Tomasz Zubilewicz wraca].

A co pan tutaj ma na tej mapce? Jakieś chmurki, deszczyk… Słońce jakieś takie niewyraźne…

To będzie na antenie za dwie, trzy, cztery godziny. Na razie tylko pani ma przyjemność spoglądać na to.

W Poznaniu zero stopni?!

Ale to dopiero w sobotę 17 marca. I przelotny śnieg.

No to niezbyt dobre wiadomości.

Zobaczymy, czy to się sprawdzi. Takie są dzisiaj prognozy.

Niedobrze.

No niedobrze, idziemy w zimną stronę.

No to jak to jest z tym klimatem? Kiedyś lato było latem, wiosna była wiosną. Zimą pan woźny na boisku wylewał wodę i mieliśmy lodowisko. Całe popołudnia na łyżwach spędzaliśmy.

To już wspomnienia.

Podobnie jak lato nad Bałtykiem. Jechałam z rodzicami na wczasy i każdego dnia kąpałam się w morzu. Teraz nie ma pewności, czy choć jeden dzień będzie ładny.

Niestety. Tak jak już mówiłem (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Zubilewicz - ur. 1962, z wykształcenia geograf meteorolog, przez wiele lat był nauczycielem, od 1995 roku związany z telewizją (od 1997 z TVN), gdzie prezentuje pogodę. Autor książek, m.in. "Polska na pogodę i niepogodę" i "Zabrze na każdą pogodę", "Krynica-Zdrój - właśnie tak", oraz "Pobiedziska na każdą pogodę". W TVN Meteo prowadzi program "Dobre klimaty". Jest żonaty, ma dwoje dzieci: Martę i Łukasza, oraz troje wnucząt: Gustawa, Józefinę i Joachima. Mieszka pod Warszawą. Zwolennik odnawialnych źródeł energii. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Na skrzydłach aniołów

A NUT NIE LUBIŁ

Pan Bóg obsypał nas złotymi dukatami

KTO JE UKRADŁ?

BYĆ BARDZIEJ


komentarze



Facebook