Archwium > Numer 537 (05/2018) > Orientacje > PÓKI MNIE PAMIĘTASZ

PÓKI MNIE PAMIĘTASZ
"Ella i John"; reżyseria: Paolo Virzi; występują: Helen Mirren, Donald Sutherland; Włochy/Francja 2017, dystrybucja: United International Pictures

FOT. UNITED INTERNATIONAL PICTURES


Dominik Jarczewski OP

U.S. Route 1 to przebiegająca wzdłuż Atlantyku legendarna międzystanowa droga łącząca Nową Anglię i Florydę. Od kiedy w latach 70. zbudowano równoległą, nowoczesną autostradę numer 95, „jedynka” odeszła na dalszy plan. Ruch tranzytowy i połączenia międzymiastowe przyjęła konkurentka. Stara szosa nie straciła jednak walorów turystycznych. Obok wszyscy się śpieszą, chcąc jak najszybciej przebyć trasę od do. Na jedynce można sobie pozwolić na powolne konsumowanie tego, co pomiędzy. Zatrzymać się nad jeziorem, zboczyć kilkanaście mil do rezerwatu lub parku historycznego, odwiedzić wakacyjny festiwal czy po prostu zrobić postój w barze w starym stylu, w którym uśmiechnięte od ucha do ucha kelnerki pozwolą się zagadać na dowolny temat, wysłuchają opowieści o krewnych, a na koniec wyciągną spod lady słodycze, które dawno już zniknęły z wielkomiejskich sklepów. Idealny pomysł na wakacje!

Do granic

Z Ellą i Johnem, bohaterami amerykańskiego debiutu Paolo Virzìego, jest trochę tak, jak z tą drogą. Społeczeństwo, z rodzonymi dziećmi na czele, już dawno odstawiło ich na boczny tor. Zmagający się z poważnymi chorobami emeryci powinni zejść ze sceny. Niech prowadzą dalej regularny tryb życia, z dnia na dzień ograniczając listę zajęć do porannej lektury gazety, przyjmowania leków, telefonu do wnuków, herbatki, rozmowy z sąsiadką. Stopniowo ich przestrzeń życiowa będzie coraz mniejsza. Nie powinni już siadać za kierownicą ani wychodzić z domu na dłuższe spacery. Najlepiej, żeby zamieszkali w domu opieki, gdzie inni podejmować będą za nich decyzje.

Ella i John chcą jednak zejść ze sceny w godny sposób, być panami swojego życia do końca. Ciągnie ich otwarta przestrzeń. Dlatego pewnego dnia, nikomu nic nie mówiąc, wsiadają do starego kampera i opuszczają przedmieścia nudnych jednorodzinnych domków w Massachusetts. Ruszają w ostatnią wspólną podróż na południowy koniec U.S. Route 1 – do domu Hemingwaya w Key West. To już nawet nie kontynent. Ostatnie sto mil to mosty łączące archipelag wysepek ciągnących się w stronę Kuby. Trasa przecina ocean, przecząc logice podziału na ziemię i morze. Wybiega poza wszelkie naturalne krańce. Wkracza do raju. W końcu jednak osiąga punkt, skąd nie da się już dalej pojechać. Nie ma wysepki, którą można by złączyć z lądem. Trzeba przyjąć ten koniec.

We dwoje

Głównym walorem filmu jest obsada. Helen Mirren i Donald Sutherland dają mistrzowski popis aktorstwa. Można by ich posadzić na dwóch krzesłach w pustym pokoju i z powodzeniem wypełniliby go sobą, zaintrygowali nas i skradli dwie godziny. John to emerytowany nauczyciel literatury – marzyciel, oderwany od spraw przyziemnych. Ten stan pogłębia postępujący alzheimer. Nie pamięta imion dzieci, wnuków. Nie wie, gdzie się znajduje, jaki to rok ani kim dzisiaj jest. Każdy dzień zabiera kolejne wspomnienie. Może się obudzić i niczego już nie pamiętać. Co się stanie, gdy zapomni, jak wygląda twarz ukochanej żony? Jest tego całkowicie świadomy i boi się samotności, w którą w końcu wtłoczy go choroba. Wszyscy wokół będą obcy.

Dlatego w tym duecie to Ella wiedzie prym. Wyprawa to jej pomysł. Przygotowała ją w najdrobniejszych detalach, a teraz cierpliwie reżyseruje. Prowadzi grę rodem z filmów szpiegowskich i najwyraźniej świetnie się tym bawi. Dzwoni do dzieci, aby je uspokoić, ale nigdy nie podaje adresu. Wie, że nie pozwoliłyby im kontynuować szalonych wakacji. Każdego dnia walczy o męża. Zabiera go w miejsca z przeszłości, podsuwa znajome smaki, odpytuje z imion krewnych i przyjaciół, a wieczorami puszcza stare slajdy. Momentami do bólu pragmatyczna – aż dziw, jak dwojgu tak różnych ludzi udało się zbudować harmonijne małżeństwo (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dominik Jarczewski OP - ur. 1986, dominikanin, doktor filozofii uniwersytetu Paris 1 Panthéon-Sorbonne, wykładowca Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

CO NALEŻY DO BOGA?

CZUWAJCIE!

JA, JUDASZ

TO NIE KONIEC

IDIOTA


komentarze



Facebook